Koronawirus  / Artykuł

Szwecja kontra druga fala zachorowań na COVID-19. Jak sprawdza się strategia no-lockdown?

133 interakcji
dołącz do dyskusji

Od początku pandemii opinie na temat tzw. modelu szwedzkiego są podzielone. Część ekspertów zarzucała tamtejszym władzom zbyt lekkie podejście do tematu koronawirusa, inni chwalili ich zdroworozsądkową strategię działania. Jak wygląda obecna sytuacja w tym kraju?

Od początku pandemii w Szwecji zanotowano 92466 przypadków zakażeń koronawirusem. Porównując to z Polską, gdzie w tym samym okresie zakaziło się 91514 osób, sytuacja wygląda w miarę normalnie. Dopóki nie zestawimy liczby ludności w obu tych państwach - Szwecję zamieszkuje 10,1 mln ludzi, Polskę ponad 3 razy tyle, czyli 37,8 mln. W ujęciu procentowym więc Szwecja wypada o wiele gorzej od nas.

Szwecja - koronawirus

Jak na razie trudno stwierdzić, czy Szwecja ma już szczyt zakażeń za sobą. Z najnowszych danych wynika, że liczba nowych przypadków w Szwecji znów wzrasta. Na tę sytuację złożyło się kilka czynników. Po pierwsze, po przerwie wakacyjnej coraz więcej Szwedów decyduje się na powrót do pracy, rezygnując tym samym z trybu zdalnego.

Coraz więcej osób powracających do biur, zakładów i fabryk oznacza oczywiście, że koronawirus SARS-CoV-2 przenosi się o wiele łatwiej. Szwedzkie władze oczywiście odradzają powrót do normalnego trybu, jednak są to tylko zalecenia, w Szwecji nie wprowadzono jak dotąd ani żadnych specjalnych stref, ani przepisów dotyczących izolacji społecznej.

Liczą na zdrowy rozsądek swoich obywateli, którzy - tak jak chyba wszyscy - są już powoli zmęczeni koronawirusową pandemią i próbują wrócić do normalnego życia. Tezę tą potwierdzają również dane udostępnione przez operatora komórkowego Telia, z których wynika, że coraz więcej Szwedów opuszcza swoje cztery ściany w dni powszednie, korzysta z komunikacji i coraz mniejszą uwagę przykłada do dobrowolnego izolowania się.

Autorzy szwedzkiej strategii rozumieją powagę sytuacji, ale zachowują spokój

Anders Tegnell, epidemiolog i główny twórca szwedzkiej strategii, twierdzi, że Szwedzi zmierzają w złym kierunku. Tegnell obawia się kolejnych wzrostów liczby dziennych zakażeń i dodaje, że coraz większa beztroska nie pomaga w obecnej sytuacji. Epidemiolog jednak zdaje sobie sprawę z szerszego kontekstu pandemii. Obecnie nie tylko Szwecja notuje wzrost nowych przypadków koronawirusa.

O wiele większy optymizm przejawia Kim Sneppen - duński epidemiolog pracujący w Instytucie Nielsa Bohra w Kopenhadze. Jego zdaniem szczyt epidemii Szwecja ma już za sobą, a chwilowy wzrost zakażeń nie wygląda na zbyt duży powód do niepokoju.

— Najprawdopodobniej epidemia w Szwecji wygasła. Wirus zanika. Przynajmniej takie doszły mnie wieści - mówi Sneppen.

Sneppen jest również współautorem modelu, który opisuje przebieg pandemii w Szwecji i Danii, w którym bardzo mocno podkreślona jest rola tzw. super-roznosicieli, czyli ludzi, którzy zakazili koronawirusem kilkadziesiąt nowych osób. Zdaniem Sneppena to właśnie dzięki super-roznosicielom, Szwecja zanotowała tak szybki wzrost zakażeń na początku pandemii.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania - większość super-roznosicieli powinno już przechorować COVID-19 i przestać transmitować wirusa. Zdaniem Sneppena, duża część tych super-roznosicieli to po prostu młodzież w wieku szkolnym. Przypomnijmy, że szwedzkie władze nie zdecydowały się na oficjalne zamknięcie szkół (niektóre szkoły podjęły taką decyzję, ale nie można mówić tu o odgórnym nakazie takiego postępowania).

Można więc przyjąć, że według duńskiego epidemiologa do sporej liczby transmisji w Szwecji doszło właśnie na terenie tamtejszych szkół. Zdaniem eksperta to oczywiście bardzo dobrze - młodzież w większości przechodzi przez COVID-19 bezobjawowo i błyskawicznie wykształca sobie odporność na koronawirusa. Sneppen twierdzi, że skoro większość szwedzkiej młodzieży miała już styczność z SARS-CoV-2, tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa zacznie spadać. Najlepsza (z punktu widzenia wirusa) grupa roznosicieli będzie po prostu na niego odporna.

Szkoda tylko, że Sneppen nie skomentował badań dotyczących samej odporności. Z badania przeprowadzonego w Hiszpanii wynika, że spośród 61 tys. osób, skuteczną liczbę przeciwciał, chroniących przed ponownym zakażeniem wykształciło u siebie zaledwie 5 proc. badanych, czyli ok. 3 tys. osób. Co ciekawe i bardzo ważne: na początku badania takie przeciwciała obecne były u 14 proc. badanych.

Oznacza to, że naturalnie nabyta odporność może być niestabilna i krótkotrwała. Do podobnego wniosku doszli chińscy badacze, którzy po przebadaniu 74 osób, które przeszły COVID-19, odkryli, że nie wszystkie nabyły odporności na koronawirusa. Oznacza to, że dążenie do nabycia odporności stadnej może okazać się nierealnym celem, porównywalnym z syzyfową pracą.

Druga fala koronawirusa w Szwecji

Ale jeśli tak jest, to jakie mamy alternatywy? Izolować się w domu, pracować zdalnie i nie wychodzić na ulice, dopóki nie pojawi się szczepionka? Patrząc na ulice w moim mieście, stwierdzam, że mało ludzi było w stanie wytrzymać taki reżim od początku pandemii. Jedno jest pewne: w porównaniu z Polską, w Szwecji, COVID-19 przechorował już o wiele większy procent społeczeństwa. Jeśli tamtejsi epidemiolodzy mają rację, to pandemia w Szwecji rzeczywiście zacznie zaraz wygasać. Średnia liczba dziennych zakażeń na milion mieszkańców wynosi tam aktualnie 23. Dość mało.

Złą wiadomością jest to, że jeśli tamtejsi epidemiolodzy mieli rację, to Polskę czekają dalsze, ogromne wzrosty liczby zakażeń, zanim wyrównamy do szwedzkiego poziomu. Tym samym rzeczywiście będzie można uznać, że druga fala pandemii ominie Szwecję. Choć równie dobrze można będzie powiedzieć, że tylko dzięki temu, że Szwedzi zdecydowali się na przyjęcie znacznie silniejszej, pierwszej fali.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst