Nauka  / Artykuł

Technologia nie jest w stanie wprowadzić nas w świadomy sen. Powstał do tego gadżet, ale niewiele potrafi

Świadome śnienie (albo lucid dreaming) to, w dużym uproszczeniu, technika pozwalająca nam na kontrolowanie tego, o czym śnimy. Można się jej nauczyć, albo… wykorzystać po prostu odpowiednią technologię.

Ten drugi wariant to pomysł Tomasa Vegi, który jest inżynierem w Massachusetts Institute of Technology, a prywatnie zawsze marzył o spotkaniu Umpa-Lumpów w swoich snach. Dla niewtajemniczonych: nie chodzi tu o takich zwykłych lumpów, tylko o pomocników Willy'ego Wonki, pracujących w jego fabryce czekolady.

Świadome śnienie za pomocą gadżetu

Vega najwyraźniej bardzo dobrze wspomina ten film i w snach chciałby wrócić do swoich ulubionych scen. Albo jest trollem i powiedział tak tylko po to, żeby zacytowała to prasa. Wróćmy jednak do głównego wątku, czyli do urządzenia wspomagającego świadome śnienie.

Urządzenie to nazywa się (przynajmniej na razie Dormio) i jego prototyp wygląda trochę jak rozbudowana wersja pulsoksymetru, tylko takiego montowanego na dwa palce i z dodatkową obręczą na nadgarstek. No dobrze, ale co to właściwie robi?

Na razie: niewiele. Testowy egzemplarz potrafi rozpoznawać fazę snu, w której aktualnie znajduje się użytkownik, na bazie sprawdzania jego pulsu oraz ruchu palców i - jeśli trafi akurat na fazę hypnagogii - odtwarzać… kojarzącą się z zadanym snem muzykę, która ma nakierować śpiący umysł użytkownika na właściwy sen. W przypadku Vegi był to oczywiście ten hit:

Pomysł z aktywacją zewnętrznego, dźwiękowego bodźca w trakcie trwania fazy hypnagogii jest oczywiście jak najbardziej słuszny. Faza hipnagogiczna to ten krótki moment, w którym już śpimy, ale nasz umysł rejestruje i przetwarza jeszcze dźwięki dobiegające do naszych uszu. Samo wykorzystanie bodźca dźwiękowego również jest słuszną koncepcją. Problemy zaczynają się dalej.

W trakcie badań, podczas których Dormio testowany był na grupie ochotników, żadnemu z nich nie udało się osiągnąć stanu świadomego śnienia. Co prawda 67 proc. uczestników rzeczywiście, śniło na zadany przez Dormio temat, ale podczas tego narzuconego snu żaden z nich nie był w stanie kontrolować snu, ani nie zdawał sobie sprawy, że właśnie śni (w istocie te dwie rzeczy w świadomym śnieniu oznaczają to samo).

Technologia to za mało

Bardzo szanuję, że świat nauki podejmuje niszowe problemy typu: jak sprawić, żeby ludzie mogli sobie śnić świadomie bez żadnego treningu, ale zauważam tutaj pewne braki.

Puszczenie naprowadzającej melodyjki, czy nagrania własnego głosu, który mówi o czym mamy śnić to zbyt mało, żeby zacząć wpływać na podświadomość w takim stopniu, jak założył to Vega. Tradycyjne poradniki świadomego śnienia mówią, że tak naprawdę chodzi o to, żeby zorientować się, że aktualnie śnimy i nie zachłysnąć się tym odkryciem na tyle, żeby się obudzić. Po osiągnięciu tych dwóch punktów cała reszta to łatwizna. Piszę z doświadczenia.

W opracowanym przez Vegę urządzeniu brakuje jakiegokolwiek wspomagania tych dwóch kwestii, co oznacza, że Dormio jest kolejnym bodźcem zewnętrznym, takim samym jak włączony telewizor, który może podrzucić nam sam temat snu, jednak w żadnym stopniu nie sprawi, że nagle zaczniemy śnić świadomie i być w stanie tego typu sny kontrolować. Ta sztuczka wymaga jednak nieco więcej wysiłku. Ale za sam pomysł należą się brawa.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst