Tech  / Artykuł

Polska zrobiła sobie za 5 mln zł apkę widmo. ProteGO - historia prawdziwa

Nawet dołożenie do nazwy ProteGO Safe dodatkowego członu „STOP COVID” i rozsyłanie Alertu RCB wzywającego do instalacji tej aplikacji nie pomogło. 

Ministerstwo Cyfryzacji chwali się, że aplikację, która miała pomóc w walce z pandemią, pobrano już 1,3 mln razy. Tylko co z tego, gdy i tak nie jest ona używana. Przed czym zresztą ostrzegano niemal od początku prac nad tym rozwiązaniem. 

Przez dwa miesiące - sierpień i wrzesień - mimo rosnącej liczby zachorowań, specjalne powiadomienia o tym, że są zarażeni COVID, w aplikacji ProteGO Safe uruchomiło tylko 72 użytkowników. Takie smutne wnioski przebijają z najnowszych danych, które otrzymali posłowie PO Michał Szczerba i Dariusz Joński.

Owszem, ta aktywność użytkowników rośnie. I tak w ostatni wtorek aplikacji zakażenie zaraportowały już 173 osoby. Ale to i tak są liczby, które nie mają żadnego znaczenia. Przecież tego dnia stwierdzono ponad 16 tys. zachorowań.

Czyli ledwie trochę ponad 1 proc. chorych zgłosiło ten fakt aplikacji. Więc nawet jeżeli liczba pobrań samej aplikacji rośnie, to pozostaje ona cyfrową atrapą działań na rzecz opanowanie wirusa.

Nadzieja pokładana w technologiach

Aplikacje typu exposure notification (powiadomienie o narażeniu), czyli do śledzenia realnych kontaktów użytkowników, którzy mogli spotkać kogoś zarażonego, na pierwszy rzut oka wydawały się genialną metodą na opanowanie pandemii. Wystarczy smartfon z włączonym Bluetoothem, by móc na bieżąco zapisywać wszelkie osoby, które spotykamy na swojej drodze. A gdy u którejś z nich zostanie stwierdzony COVID, można poinformować o tym wszystkich, z którymi się spotkała.

Jako pierwszy taką właśnie aplikację - TraceTogether zaproponował Singapur. Co więcej, już w kwietniu do prac nad takimi rozwiązaniami włączyły się Apple i Google. Giganci ogłosili, że wspólnie opracują rozwiązanie wykorzystujące właśnie technologię Bluetooth do śledzenia kontaktów i ograniczenia skali zachorowań. Firmy zapowiedziały, że udostępnią swoje API, działające zarówno na iOS, jak i na Androidzie, twórcom aplikacji zarządzanych przez organy ochrony zdrowia na świecie. Zrobią to za darmo i będą nie tylko sami otwarci w kwestii kontroli swojego oprogramowania, ale także nie dopuszczą do tego, by ich API zostało użyte w sposób, który może zagrażać bezpieczeństwu użytkowników.

Od tamtej pory prace nad kolejnymi aplikacjami przyspieszyły. Polski rząd, nie czekając jednak na nowy protokół, wypuścił nasze ProteGO Safe już pod koniec kwietnia. Aplikacja tworzona oddolnie przez informatyków, którzy zgłosili gotowość do takiej pracy, nie miała jednak na początku opcji pozyskania informacji o tym, czy mogliśmy spotkać osobę chorą na koronawirusa.

Potem zaczęło się jej poprawianie, dyskusje o bezpieczeństwie danych, przygotowywanie polityki prywatności i próby reklamowania tego rozwiązania wśród ludzi. Mówili o niej na kolejnych konferencjach ministrowie cyfryzacji, zdrowia i sam premier. W ostatnich dniach zaczęły też przychodzić do ludzi SMS alarmowe zachęcające do jej pobrania. 

Ile musi być pobrań, by zadziałała? 

I te rzeczywiście zaczęły rosnąć. W połowie lipca pobrań było 270 tys. Trzy miesiące później już niemal 5 razy więcej. O ProteGo Safe STOP COVID był wczoraj w Sejmie pytany były minister cyfryzacji a obecnie sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Marek Zagórski. Zapewniał, że jej popularność rośnie. Do dziś pobrało ją już 1,3 mln osób. I dlatego dalej będzie ona rozwijana.

- W tym tygodniu zostanie zaimplementowana i uruchomiona kolejna wersja aplikacji, umożliwiająca tym wszystkim osobom, które zostaną zaliczone do grupy wysokiego ryzyka, zapisywanie się dodatkowo na testy. Będziemy to realizować we współpracy z Ministerstwem Zdrowia – mówił Zagórski.

Wiosną brytyjscy naukowcy wyliczyli, że aby tego typu rozwiązania zadziałały, muszą być pobrane przez co najmniej 60 proc. społeczeństwa, optymalnie 80 proc.

Ostatnio jednak Google i epidemiolodzy z Uniwersytetu Oksfordzkiego wykazali, że exposure notification może pomóc powstrzymać rozprzestrzenianie się nowego koronawirusa, nawet jeśli stosunkowo niewielka liczba osób pobierze aplikację. Oszacowano na przykładzie stanu Waszyngton, że skutecznie działające tradycyjne śledzenia kontaktów (czyli to, co w Polsce powinien robić np. Sanepid) w połączeniu z już 15 proc. wdrożeniem e-systemu powiadamiania o narażeniu może zmniejszyć liczbę infekcji o 15 proc. i zgonów o 11 proc.

Tyle że by takie efekty były widoczne, musi faktycznie działać i system tradycyjny i ten cyfrowy. 

Brak zaufania do rządu brak zaufania do aplikacji 

Problemem jednak jest to, że ludzie najzwyczajniej po prostu aplikacji nie ufają. Szczególnie że choć zrobiona przez niezależnych informatyków, to wciąż jest to aplikacja rządowa. Ten brak zaufania doskonale widać po wysypie teorii spiskowych, jakoby miała ona pomagać w wyśledzeniu protestujących podczas Strajku Kobiet.

To oczywiście bzdury. Także dlatego, że ta aplikacja po prostu nie jest w stanie tego zrobić. Trzeba samodzielnie wykonać w niej cały ciąg czynności - pobrać ją, uruchomić Bluetooth, gdy będzie się miało stwierdzony COVID dodzwonić do Sanepidu (co niestety z kolejnych relacji chorych wiemy, że jest katorgą) i dostać specjalny kod do wpisania do aplikacji.

Następnie, jeżeli inne osoby, które przebywały w pobliżu zarażonego, też miały włączoną aplikację i przebywały w kontakcie z chorymi wystarczająco długo w określonym okresie, to dostaną sygnał, że są w grupie ryzyka.

Biorąc pod uwagę, że liczba zgłaszających zakażenie sięga 1 proc. oficjalnie zakażonych, to szansa na to, że ktoś, kto przebywał w ich pobliżu, dostanie takie ostrzeżenie, jest gdzieś w okolicach szansy na wygraną w totolotka. 

Jest więc póki co jeden konkretny efekt z odpalenia tej aplikacji. Wydatki na jej stworzenie, poprawianie i obsługę sięgnęły już 5 mln zł. 

Jak to jednoznacznie i bez litości podsumowuje Tomasz Zieliński, ekspert prowadzący bloga Informatyk zakładowy: - Aplikacja STOP COVID nie ma absolutnie żadnego znaczenia w walce z epidemią, nikomu nie pomoże, niczemu nie zapobiegnie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst