Koronawirus  / News

Pan Pielęgniarka: „Nie pracujemy na SOR-ach. My zap***alamy”. Sami robią sprzęt do ratowania życia

218 interakcji
dołącz do dyskusji

Początek października przyniósł znaczące pogorszenie sytuacji pandemicznej w kraju. Informacje o dostępności zasobów medycznych podawane przeze ministerstwo zdrowia znacząco się jednak różnią od tego co widzi personel szpitali i ośrodków zdrowia. Post, który opublikował na Facebooku Pan Pielęgniarka, doskonale pokazuje powagę sytuacji.

Jeszcze tydzień temu Główny Inspektor Sanitarny prognozował, że musimy się przygotować, że do 15 października liczba nowych przypadków będzie oscylować od 1000 do 1500. Problem jednak w tym, że już następnego dnia po wydaniu prognozy liczba przypadków zbliżyła się do 2000. Minęło kilka dni i już ocieramy się o 5000 przypadków dziennie, przy czym każdego dnia liczba ta jest większa. Pesymiści zastanawiają się czy za tydzień nie osiągniemy poziomu 10 000 przypadków dziennie. Może do nie dojdzie, bowiem kończą się odczynniki do wykonywania testów. Im mniej testów, tym mniejsza oficjalna liczba nowych przypadków. Dramat.

„Trzeba rzeźbić”

Na popularnym profilu Pan Pielęgniarka na Facebooku, pojawił się dzisiaj post doskonale pokazujący sytuację na linii frontu w szpitalach. Jak pisze autor strony, pracownicy ochrony zdrowia, którzy mają już za sobą kilka dekad pracy w szpitalach, zauważają, że obecna sytuacja przypomina im odległe czasy, w których nie było nic i „trzeba było rzeźbić”. Na dołączonym zdjęciu widać zresztą, jak medycy radzą sobie z upychaniem kolejnych pacjentów covidowych na szybko zaaranżowanych salach.

Ludzie chorują nie tylko na COVID-19

Jak zauważa Pan Pielęgniarka, obecna sytuacja w szpitalach stanowi ryzyko nie tylko dla pacjentów zarażonych koronawirusem, ale także dla pacjentów, którzy zgłaszają się do szpitala z innymi chorobami czy tymi, którzy trafiają na SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy).

Brakuje miejsc na SOR-ach, które z powodu obostrzeń stały się już nie tylko obszarem szybkiej diagnostyki, ale też izolatoriami lub poczekalniami dla pacjentów oczekujących na wynik testu przed przyjęciem na oddział docelowy. W większości szpitali to jest jedyna przepustka do hospitalizacji „jak dawniej”

– mówi Pan Pielęgniarka w rozmowie ze Spider’s Web.

Lekarze bezpośrednio na oddział kierują tylko pacjentów w najcięższym stanie. Kiedy kluczowy jest czas lekarze rezygnują z konieczności wykonania testu. Jak dotąd SOR-y zawsze były przeciążone, ale teraz sytuacja jest znacznie gorsza.

Teraz proszę sobie wyobrazić, co się dzieje z takim przeciążonym  SOR-em, gdy pacjenci mają znacznie utrudniony dostęp do punktów podstawowej opieki zdrowotnej. Nie tylko musimy często pracować „za lekarza pierwszego kontaktu”, ale też trafiają do nas pacjenci, których choroba zaostrzyła się w wyniku utrudnionego dostępu do diagnostyki i kontroli w POZ [Podstawowa opieka zdrowotna - przyp. red].

Należy jednak zauważyć, że dopiero teraz zaczyna się sezon infekcyjny, a na przełomie roku przyjdzie sezon grypowy, który może potrwać nawet do marca. Według Pana Pielęgniarki, system zdrowotny nie będzie w stanie tego wytrzymać.

Nie wiadomo także, jak będzie wyglądała sytuacja pandemiczna. Początek października wskazuje, że być może dobrze już było.

Co do przypadków COVID-19, to od października mamy ich wyraźnie więcej. Odczuwalnie. Takiego pacjenta trzeba izolować, a na SOR zwykle nie ma więcej niż 2-3 izolatki, z czego tylko jedna jest z prawdziwego zdarzenia (bo tego wymaga rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia o minimalnych wymaganiach dla SOR). Pozostałe izolatki to zaaranżowane na potrzeby sytuacji pomieszczenia. W takim właśnie pomieszczeniu był pacjent ze zdjęcia i tylko tak mogliśmy zapewnić mu dostęp do tlenu.

W poszukiwaniu wolnego łóżka szpitalnego

W mediach coraz częściej pojawiają się informacje o pacjentach, których ze względu na brak miejsc nie chcą przyjmować kolejne szpitale, przez co pacjenci spędzają po kilka godzin jeżdżąc od miasta do miasta szukając jakiegoś wolnego łóżka szpitalnego. Nasz rozmówca potwierdza taki stan rzeczy.

Najbliższe miejsce dla mojej ostatniej pacjentki z COVID-19 znalazło się w Płocku (a pracuję w Warszawie) i to po całym dniu szukania. Kolejny pacjent, tym razem na respiratorze, musiał być przyjęty na nasz OIOM, bo w całej Warszawie nie mogliśmy znaleźć miejsca covidowego z respiratorem.

Co z tego, że mamy respiratory?

Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że wystarczy nam respiratorów pomimo pogarszającej się sytuacji. Okazuje się jednak, że same respiratory nie rozwiązują sytuacji. Co komu przyjdzie z respiratora, który stoi spakowany w magazynie albo którego nie ma kto obsłużyć? A tak w chwili obecnej wygląda sytuacja.

Mamy 5-6 respiratorów na SOR-ze. Zawsze tyle mieliśmy. Mamy jeszcze kilka w magazynie. Jednak to nie respiratory są problemem, tylko braki w personelu. Nikogo nie dziwi sytuacja, że OIOM, który ma gotowych 12 stanowisk, może przyjąć tylko 6 pacjentów, bo nie ma tyle personelu, aby prowadzić bezpieczne leczenie. Ktoś przecież musi ten sprzęt ustawiać i nadzorować.

Cała Polska tak wygląda

Z informacji, które pojawiają się w mediach w całym kraju wiadomo, że to nie jest sytuacja jednostkowa. 5 października ordynatorka jednego z warszawskich szpitali zakaźnych informowała, że aktualnie nie ma już ani jednego miejsca wolnego dla nowych pacjentów z COVID-19. W kolejnych miastach w całym kraju zaczyna brakować miejsc, a karetki próbujące dowieźć nowych pacjentów do szpitali czasami spędzają po 5-6 godzin w drodze, zanim jakiś szpital ostatecznie zdecyduje się przyjąć jednego nadmiarowego pacjenta. 8 października 77-letnia pacjentka, która trafiła do szpitala w Kielcach czekała na przyjęcie na oddział w przyszpitalnym namiocie ponad 11 godzin.

Jeden z lekarzy opublikował na Twitterze zdjęcie przedstawiające aktualną dostępność miejsc covidowych w województwie lubelskim:

Wkrótce tak może wyglądać cała Polska. Sytuacja jest zatem dramatyczna. Informacja o tym, że Ministerstwo Zdrowia postanowiło wypłacić swoim urzędnikom w tej sytuacji nagrody w wysokości nawet 30 tys. zł. jest doskonałym przykładem tego, w jak ciężkiej sytuacji się znaleźliśmy i jak bardzo nie ma żadnego planu na poprawę sytuacji.

Dlatego też zakładajcie te maski, nawet w przestrzeni otwartej, abyście nie musieli za kilka dni korzystać z tej ochrony zdrowia. Czego sobie i Wam życzę.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst