Koronawirus  / Felieton

Polacy kontra pandemia. Z jednej strony przeklinamy obostrzenia, z drugiej zarzucamy władzy, że nic nie robi

Wśród moich znajomych widzę dwa ekstremalnie różne od siebie podejścia w postrzeganiu pandemii. Obie grupy oczywiście krytykują każdy kolejny pomysł rządu, tyle że z różnych pobudek.

Część z nich twierdzi, że rząd robi za mało - nie zamknął wszystkiego i pozwala ludziom na swobodne przemieszczanie się, co bez wątpienia doprowadzi do depopulacji naszego kraju. Jak tak można, przecież to nieludzkie.

Druga część dość otwarcie przyznaje, że wszystkie te obostrzenia i nakazy dało się tolerować przez kilka pierwszych tygodni, ale teraz stały się po prostu męczące i tam, gdzie mogą robić to bezkarnie, żadnych pandemicznych zasad przestrzegać nie zamierzają.

Co ciekawe, obie te grupy oburzyły się dość mocno po tym, jak rząd ogłosił, że ponownie zamknie kluby fitness. Tę drugą grupę oczywiście rozumiem, tej pierwszej mógłbym wytykać brak logiki, ale czuję, że startowałbym z tak bardzo przegranej pozycji, że szkoda mi czasu.

Krytykujemy każdy kolejny pomysł rządu

Krytyka ta wynika z różnych pobudek, jednak sprowadza się do tego samego: wszystkie obostrzenia są bez sensu i na pewno można byłoby wprowadzić jakieś mądrzejsze zasady. Jakie? No właśnie tego nigdy się nie dowiedziałem.

Jasne, rządzącym zdarzyło się wprowadzić w życie kilka absurdalnych pomysłów (zamykania lasów nie da się chyba obronić w żaden racjonalny sposób), ale porównując polskie działania do reszty europejskich krajów, trudno zarzucić nam jakieś karygodne odstępstwa od ogólnego trendu obowiązującego na naszym kontynencie.

Niemożliwym jest też wskazanie jednego słusznego pomysłu na walkę z pandemią. To znaczy jest jedno, nierealne do wykonania: wszyscy zamykają się w swoich domach na miesiąc, nie widują się absolutnie z nikim, nigdzie nie wychodzą, wirus nie ma możliwości zakażenia nowych osób, pandemia się kończy. Wracając jednak do rozwiązań realnych: możemy albo polegać na zakazach i obostrzeniach mających na celu zmniejszenie liczby zakażeń albo zwrócić się w stronę zdrowego rozsądku i postępować, tak jak Szwedzi.

Problem z tym drugim pomysłem polega jednak na tym, że Szwedzi to bardzo zdroworozsądkowe społeczeństwo, które potrafi stosować się do zaleceń władz. Nie muszą być one egzekwowane za pomocą kar, grzywn i szeroko pojętej policyjnej prewencji.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia gęstości zaludnienia obu krajów - rozwiązania, które sprawdzają się np. na mało zaludnionej północy Szwecji, u nas mogłyby okazać się po prostu nieskuteczne. Polakom brakuje dodatkowo odpowiedniej dozy zdrowego rozsądku.

Może bierze się to z naszej skłonności do sprzeciwiania się przepisom, zakorzenionej jeszcze w czasach PRL-u, więc wielu z nas kombinuje jak tu zdjąć maseczkę, żeby nie dostać mandatu i jak zrobić zakupy w sklepie bez kolejki, najlepiej w czasie wprowadzonych godzin dla seniorów. O tym jak wygląda nasze zachowanie na weselach, na których teoretycznie powinien panować reżim sanitarny nawet nie wspomnę.

Nie istnieje żaden sprawdzony sposób na walkę z pandemią

Nie mamy ani skutecznej metody leczenia chorych na COVID-19, ani sprawdzonej i ogólnodostępnej szczepionki. Naszą jedyną bronią w walce z koronawirusem jest izolowanie się, higiena i wszelkie sposoby na ograniczenie transmisji, takie jak np. noszenie maseczek.

Trudno oczekiwać od naszych rządzących, by w jakiś cudowny sposób wpadli na rozwiązanie, które uchroni nas od zakażenia się wirusem, a przy okazji pozwoli chodzić na siłownie, mecze i koncerty.

Trudno też dziwić się, że dzienna liczba zakażeń rośnie, skoro bardzo duża część Polaków ignoruje tyle zaleceń i przepisów, ile tylko może. To, że niektórzy w ogóle nie wierzą w istnienie koronawirusa pozwolę sobie przemilczeć, niech zajmą się tym psychiatrzy. Tak, mamy problemy z logistyką dotyczącą kierowania odpowiednich osób na kwarantannę, mamy problemy z testami, wolnymi łóżkami na oddziałach i tak dalej.

Krytyka obecnego stanu rzeczy nie przyniesie nam jednak zbyt wielu wymiernych korzyści. Przyniosą nam je zachowanie zasad higieny, chodzenie w maseczce i społeczne dystansowanie się. Z zasłoniętymi ustami i nosem też można narzekać.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst