Tech  / Artykuł

Odbiorcy tajemniczych przesyłek zasiali nasiona z Chin. Co z nich wyrosło?

733 interakcji
dołącz do dyskusji

O tajemniczych przesyłkach z Chin z nasionami w środku zrobiło się głośno w lipcu. Akcja ta była najprawdopodobniej przygotowaniem do internetowego przekrętu, ale co stało się z samymi nasionami?

Sprawą tajemniczych nasion z chin najbardziej zainteresowało się amerykańskie ministerstwo rolnictwa. Jeśli chodzi o Europę, to Komisja Europejska wydała w sierpniu komunikat, z którego wynika, że Dyrekcja Generalna ds. Zdrowia nie otrzymała żadnego powiadomienia ze strony państw członkowskich, jeśli chodzi o tajemnicze chińskie nasiona.

Widocznie nikomu nie chciało się powiadamiać. Wiemy bowiem, że identyczne paczki z nasionami, nadane z Chin pojawiły się chociażby w naszym kraju. Polska Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa zareagowała w tej sprawie błyskawicznie doradzając natychmiastowe zniszczenie nasion i nie sadzenie ich w polskich ogródkach. Chodziło oczywiście o zabezpieczenie się przed tzw. gatunkami inwazyjnymi, które mogłyby wykorzenić niektóre polskie gatunki.

Dodajmy jeszcze, że sprawą tajemniczych nasion zainteresowały się również same Chiny. Rzecznik chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Wang Wenbin poinformował, że poczta chińska zwróciła się do poczty amerykańskiej z prośbą o przekazanie wszystkich niewłaściwie oznaczonych przesyłek pochodzących z Chin w celu przeprowadzenia oficjalnego śledztwa.

Co z nasionami z Chin?

Wielu Amerykanów, którzy stali się adresatami podejrzanych przesyłek postanowiła zaryzykować i wysiać je sobie w ogródkach. Pan Doyle Crenshaw na przykład, cytowany przez New York Times, pochwalił się, że z tajemniczego chińskiego nasionka wyrosła mu naprawdę ładna roślina, wyglądająca jak wielka dynia. Inni adresaci chwalili się całkiem dorodnymi okazami kapusty, lawendy, róży, szałwi, rozmarynu, czy też hibiskusów.

Jeśli chodzi o wątek sensacyjny, dziennik Indianapolis Star twierdził, że w paczce którą otrzymał jeden z czytelników gazety znajdowały się nasiona szkarłatu - wysoce szkodliwego chwastu, który wysiany na terytorium stanu Indiana mógłby zaszkodzić tamtejszym uprawom soi. Zupełnie jak inne, występujące naturalnie na tamtych terenach chwasty.

Po co ktoś wysyłał nasiona?

Wygląda na to, że przesyłki z Chin zawierały po prostu najtańsze, dobrane losowo nasiona, a cała sprawa rzeczywiście skupiała się na tzw. brushingu. Jest to dość genialna koncepcja w czasach zautomatyzowanych sklepów internetowych, w których bardzo często za opinię nt. danego sprzedawcy odpowiadają algorytmy. Działa to tak: oszust, przed właściwym aktem oszustwa, musi najpierw zadbać o swoją wiarygodność jako internetowy sprzedawca.

Przecież nikt nie kupi jakiegoś Bardzo Drogiego Przedmiotu od kogoś, kto na swoim koncie ma co najwyżej kilka transakcji. A nie po to ktoś zostaje oszustem, żeby w ramach oszustwa zbudować sobie odpowiednią renomę internetowego sprzedawcy. Proces ten zatem można przyspieszyć. Kupując od samego siebie. Najlepiej jakieś bezwartościowe rzeczy w stylu garstki losowych nasion.

Żeby jeszcze bardziej uwiarygodnić się w oczach algorytmów i ludzkiej administracji portalu aukcyjnego, najlepiej jest kupować od samego siebie i wysyłać te zakupy za granicę. Wystarczy fałszywe konto z prawdziwym, ale losowym adresem, na który taką bezwartościową, budującą rating paczkę można wysłać. Niestety pomysł z tanimi nasionami ściągnął na siebie na tyle dużo uwagi, że całej sprawie przyjrzą się chińskie władze.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst