Koronawirus  / News

Szwedzki eksperyment nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Odporności stadnej nie widać na horyzoncie

240 interakcji
dołącz do dyskusji

40 proc. mieszkańców Sztokholmu miało wytworzyć przeciwciała na koronawirusa do maja. Nic takiego jednak się nie stało. Czyżby szwedzki eksperyment się nie powiódł?

Najnowszy artykuł opublikowany na łamach periodyku naukowego Journal of the Royal Society of Medicine wskazuje, że jak na razie w Szwecji jest więcej zakażeń, hospitalizacji i zgonów niż w krajach ościennych. Nie zmienia to faktu, że na właściwą ocenę podejmowanych przez różne kraje decyzji co do sposobu walki z pandemią, trzeba według badaczy poczekać jeszcze nawet dwa lata.

Szwecja staje okoniem

Szwecja jako jedyny kraj w Europie postanowił nie wprowadzać żadnego lockdownu. Gospodarka w kraju nie stanęła, a mieszkańcy otrzymali jedynie zalecenia dotyczące ograniczenia kontaktu z innymi oraz powstrzymania się od wychodzenia z domu w przypadku jakiejkolwiek infekcji. Podczas gdy cała reszta świata wprowadzała ścisłe środki pozwalające na możliwie maksymalne ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa, Szwecja zasadniczo pracowała tak jak wcześniej, czym wzbudzała zainteresowanie i obawy na całym świecie.

Anders Tegnell, główny wirusolog w Szwecji, zakładał, że kontrolując rozprzestrzenianie się koronawirusa, społeczeństwo szybciej nabierze tzw. odporności stadnej, przez co zahamowany zostanie wzrost liczby nowych przypadków zakażenia SARS-CoV-2. Według jego prognoz w ten sposób do maja 40 proc. mieszkańców Sztokholmu miało już przejść chorobę i wytworzyć przeciwciała na koronawirusa. Najnowsze szacunki wskazują, że odporności nabrało jedynie 15 proc. mieszkańców miasta.

Prawdopodobnym powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że przeciwciała wykrywane są u osób, które przeszły ciężką postać choroby. Osoby, które łagodnie przeszły chorobę bardzo często nie wytwarzają przeciwciał, a tym samym nie stają się odporne i będą mogły ponownie zachorować. Tacy pacjenci zatem nie przyczyniają się w żaden sposób do wytworzenia odporności stadnej.

Szwecja pozostaje przy swoim

W czwartek Tegnell poinformował, że sytuacja w Szwecji jest stabilna i jak na razie nie ma planów wprowadzenia zaleceń dotyczących używania maseczek. Uzasadniając taką decyzję, wirusolog poinformował, że według niego rozsądną decyzją jest utrzymywanie niezmiennych obostrzeń, w przeciwieństwie do innych krajów, w których wprowadza się lockdown, potem się z niego rezygnuje, a teraz z powrotem planuje się jego wprowadzenie.

Nie sądzę, aby w Szwecji istniała konieczność zasłaniania twarzy. Znacznie lepiej jest unikać tłumów i pracować z domu, niż założyć maseczkę i mieć z tego powodu złudne poczucie bezpieczeństwa – dodaje Tegnell.

Pandemia koronawirusa postawiła wszystkie kraje na świecie przed wyzwaniem, na które nikt nie był przygotowany. Nic zatem dziwnego, że każdy kraj w krótkim czasie musiał opracować własny sposób radzenia sobie z chorobą. Część krajów bez wahania wprowadziła obostrzenia związane z przemieszczaniem się, dystansem społecznym czy używaniem maseczek zakrywających usta i nos. Część krajów, np. Wielka Brytania, bardzo długo opierała się przed wprowadzeniem tak zdecydowanych ograniczeń, co doprowadziło do znacznego pogorszenia się sytuacji.

Szwecja stała na przeciwnym końcu i ograniczyła się jedynie do zalecenia ograniczenia w miarę możliwości kontaktów międzyludzkich, ale nie zdecydowała się na zamykanie żadnych sektorów gospodarki. Choć liczba zachorowań w Szwecji jest wysoka (do dziś w Szwecji zachorowały 83 852 osoby), to nie jest ona tak wysoka jak spodziewali się epidemiolodzy jeszcze kilka miesięcy temu.

Widocznie faktycznie będziemy musieli poczekać jeszcze kilka lat, aby ocenić czy strategia wdrożona przez Andersa Tegnella okazała się skuteczna.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst