Kosmos  / Artykuł

Wybuch niezbyt odległej gwiazdy spowodował masowe wymieranie na Ziemi

1057 interakcji
dołącz do dyskusji

Zabójcze promienie kosmiczne wyemitowane w eksplozjach pobliskich supernowych mogą odpowiadać za co najmniej jedno masowe wymieranie na Ziemi, a odkrycie określonych radioaktywnych izotopów w skorupie ziemskiej może potwierdzić ten scenariusz.

Tak przynajmniej przekonuje prof. Brian Fields, z Uniwersytetu Illinois w Urbana-Champaign. W artykule opublikowanym w periodyku Proceedings of the National Academy of Sciences Fields opisuje teorię, według której masowe wymieranie sprzed 359 mln lat mogło być spowodowane eksplozją supernowej.

Zespół badaczy skupił się na granicy między dewonem a karbonem, ponieważ pochodzące z niego skały zawierają setki tysięcy pokoleń zarodników, które wydają się poparzone promieniowaniem ultrafioletowym, co może wskazywać na długotrwały brak w atmosferze warstwy ozonowej.

Katastrofy spowodowane wielkoskalowym wulkanizmem czy globalnym ociepleniem także mogą doprowadzić do zniszczenia warstwy ozonowej, ale dowodów na takie procesy w tym okresie historii Ziemi, nie ma. Według nas, co najmniej jedna eksplozja supernowa, do której mogło dojść 65 lat świetlnych od Ziemi, mogła być odpowiedzialna za właśnie taką utratę ozonu – mówi Fields.

Dla porównania, jedną z najbliższych gwiazd, która może eksplodować jako supernowa jest obecnie Betelgeza oddalona od nas o 600 lat świetlnych, czyli znacznie dalej niż 25 lat świetlnych, a to był dystans, w którym eksplozja mogłaby zabić życie na Ziemi – mówi doktorant i współautor opracowania Adrienne Ertel.

Jeżeli zagłada przyszła z kosmosu, to tylko od supernowej

Choć badacze analizowali także alternatywne przyczyny astrofizyczne, takie jak uderzenie meteorytu, erupcje na Słońcu czy rozbłyski promieniowania gamma, to jednak doszli do wniosku, że zbyt szybko się one kończą i nie są w stanie na tak długo pozbawić Ziemi ozonu pod koniec dewonu.

W przypadku supernowej jest jednak inaczej. Eksplozja najpierw zaatakowałaby Ziemię niszczącym promieniowaniem ultrafioletowym, rentgenowskim oraz gamma, a dopiero później odłamki materii z supernowej uderzyłyby w Układ Słoneczny, poddając ziemię długotrwałemu wpływowi promieni kosmicznych przyspieszonych przez supernową. Zniszczenia Ziemi oraz otaczającej jej atmosfery mogłyby trwać przez nawet 100 000 lat.

Dowody kopalne wskazują jednak na trwający 300 000 lat spadek bioróżnorodności, który doprowadził do wymierania dewońskiego, co wskazuje na możliwość wystąpienia po sobie wielu katastrof, być może nawet wielu eksplozji supernowych.

To całkiem możliwe. Masywne gwiazdy często występują w gromadach z innymi masywnymi gwiazdami i jedna supernowa może w nich często następować po drugiej – mówi Miller.

Jak potwierdzić taką kosmiczną katastrofę?

Koronnym dowodem potwierdzającym taką teorię byłoby odkrycie radioaktywnych izotopów plutonu-244 oraz samaru-146 w skałach i skamielinach z okresu wymierania.

Żaden z tych izotopów nie występuje obecnie naturalnie na Ziemi. Mogłyby tu dotrzeć tylko z jakiejś odległej kosmicznej eksplozji – dodaje Zhenghai Liu, doktorant i współautor opracowania.

Jak na razie poszukiwanie radioaktywnych Pu-244 i Sm-146 w skałach z okresu wymierania dewońskiego jeszcze się nie rozpoczęło. Zespół Fieldsa najpierw musi określić wzorce dowodów w zapisie geologicznym, które mogłyby wskazywać na eksplozje supernowych.

Z naszej pracy przebija jedna wiadomość: życie na Ziemi nie istnieje w izolacji. Jesteśmy obywatelami kosmosu, a kosmos ma wpływ na nasze życie – często niepostrzeżenie, ale czasami zbyt dosłownie – podsumowuje Fields.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst