Oprogramowanie  / Artykuł

Praca zdalna stała się testem na kulturę pracy. „Jeżeli była zdrowa, firma działa dzisiaj sprawnie”

Przeniesienie pracy z biur do mieszkań wiązało się nie tylko z dużym stresem dla pracowników, ale stanowiło też ogromne wyzwanie technologiczne dla ich pracodawców. O tym, jak jedni i drudzy odnajdują się w „nowej normalności” rozmawiamy z Przemysławem Kanią, dyrektorem generalnym Cisco w Polsce.

Adam Sieńko, Spider’s Web: Restrykcje związane z epidemią Covid-19 zaczęły się 4 miesiące temu, a to daje perspektywę potrzebną do pierwszych ocen. Jak koronawirus zmienił działanie firm?

Przemysław Kania, Cisco: To był dobry test na kulturę pracy w przedsiębiorstwach. Jeżeli była zdrowa, firma działa dzisiaj sprawnie.

Wirus okazał się papierkiem lakmusowym?

Trochę tak. Tradycyjne mechanizmy pt.: „Mam swoich ludzi na oku” już się nie sprawdzają. Praca musi być zadaniowa, a pracownicy muszą być samodzielni i poinformowani o tym, co muszą wykonać. Istotna jest też rola menedżera, który rozdziela zadania, sprawdza ich wykonanie, agreguje je i przekazuje dalej oraz kultura komunikacji managementu do pracowników.

W Cisco tak jest?

Od dawna dopuszczamy pracę zdalną – pracownik ma wybór czy chce przyjść do biura, czy woli zostać w domu. Dostęp do wszystkich systemów jest możliwy z biura, ale również zdalnie, a większość systemów jest dostępnych z telefonów komórkowych.

Nasza kultura zawsze była zadaniowa, wymagała proaktywności. Każdy pracownik wie za co jest rozliczany i na podstawie jakich kryteriów będzie oceniany. Dzięki temu przejście do całkowitej pracy zdalnej było dla nas bezbolesne. Choć oczywiście aspekt psychologiczny lockdownu zaczął nam w pewnym momencie doskwierać. Człowiek jest przecież istotą społeczną.

I dlatego większość z nas po cichu cieszy się zapewne z częściowego powrotu do biur. Jak pana zdaniem będzie wyglądała postcovidowa rzeczywistość określana już mianem „nowej normalności”?

To jak będzie ona wyglądała nie jest w pełni zależne od nas, zależy od tego jak poradzimy sobie z wirusem. Trzeba sobie jednak powiedzieć, że przejście na prace zdalną stało się udziałem praktycznie wszystkich pracowników biurowych. I odbyło się zadziwiająco pozytywnie.

Co to znaczy?

Mam na myśli to, że na początku kwietnia większość z nas, 90 proc. firm, pracowała zdalnie. Mimo to od strony komunikacji, procesów biznesowych i efektywności operacyjnej wszystko działało. Technologia się sprawdziła. Ktoś ładnie powiedział, że strach pomyśleć, co by się stało, gdyby Covid-19 zaatakował 10 a może nawet 5 lat temu.

Zaryzykujmy i zajrzyjmy w szklaną kulę.

Większość naszych klientów twierdzi, że całkowitego powrotu do biura już nie będzie. Firmy analizują teraz jakie aktywności mogą być wykonywane w domu, a z jakimi należy wrócić do biur. Często mamy do czynienia z modelem hybrydowym, stosowany jest system rotacyjny. Duże instytucje deklarują jednak, że większość pracowników zostanie w domach. Jeżeli nauczymy się mądrze korzystać z nowych możliwości, model hybrydowy przyniesie nam wiele korzyści.

O ile nauczymy się koordynować pracę między biurowcami a naszymi mieszkaniami.

Dzisiaj w trybie hybrydowym pracuje już większość przedsiębiorstw. Widzimy to zaglądając w statystyki naszej platformy – Cisco Webex. Jej obciążenie w trakcie lockdownu wzrosło 3-krotnie, a jeśli mówimy tylko o Polsce, nawet 10-krotnie.

Skąd ta popularność?

Webex to platforma chmurowa, która umożliwia komunikacje ze wszystkimi pracownikami w firmie, ale także z klientami czy partnerami biznesowymi. To rozwiązanie bardzo dojrzałe, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Jest sprawdzone. Zagościło lata temu w największych firmach świata i organizacjach rządowych, korzysta z niego większość firm z listy Fortune 500. Umożliwia spotkanie się i przedyskutowanie pewnych kwestii, dzielenie się dokumentami, nagrywanie sesji. Daje nam to możliwość efektywnej pracy. Ale to tylko jeden z elementów.

Jak brzmi kolejny?

Dla korporacji kluczowa jest kwestia bezpieczeństwa, a w Cisco Webex cały ruch jest zaszyfrowany. Użytkownicy dostają klucz do autoryzacji, a prowadzący ma pełnie władzy, może nie pozwolić na dzielenie się pewnymi treściami albo wyprosić kogoś ze spotkania. Wszyscy użytkownicy mogą być wyciszeni i zgłaszać chęć zabrania głosu za pomocą wirtualnego podnoszenia ręki.

Dzięki takim rozwiązaniom nie staliśmy się bohaterami żadnych negatywnych artykułów prasowych. W przeciwieństwie do części naszej konkurencji. 

Kilka lat temu Cisco apelowało do pracowników, by ci zamykali Webexa po skończonej sesji. Taka niedbałość była ponoć plagą. Nauczyliśmy się już korzystać bezpiecznie z takich narzędzi?

Takie sytuacje to już przeszłość. Od tego czasu wiele się zmieniło – zarówno jeśli chodzi o bezpieczeństwo samej platformy, jak i świadomość użytkowników.

Pojawiły się w tym czasie nowe problemy?

Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało arogancko, ale mieliśmy naprawdę bardzo mało informacji o tym, że Webex działa słabo albo że użytkownicy są z niego niezadowoleni. Na początku marca, gdy cały świat przeszedł na takie rozwiązania, mieliśmy pewne problemy ze skalowalnością, musieliśmy szybko zwiększyć wydajność. Trwało to kilka dni, trzeba było nieco obciąć jakość połączeń wideo.

Mieliśmy też problemy związane z tym, że ludzie zaczęli używać Webexa w miejscach, w których jakość łączy jest słaba, na przykład na terenach wiejskich. Ale to były jedyne trudności, o jakich słyszałem.

Słyszałem, że Webex zaczął być wykorzystywany w edukacji szkolnej.

Tak, okazało, że funkcje zaprojektowane dla biznesu idealnie sprawdzaj się w e-edukacji. Blokowanie treści czy wyciszanie użytkowników było w pewnym sensie skrojone pod zapotrzebowanie nauczycieli.

Warto też wspomnieć o tym, że system jest intuicyjny i łatwy do użycia. Do sesji webexowej można dołączyć za pomocą adresu URL albo aplikacji, którą instaluje się w kilka minut. To sprawia, że adopcja tego rozwiązania jest bardzo szybka.

Ta wygoda przekona mniejsze firmy do korzystania z platform do komunikacji? Do tej pory korzystały z nich dość wstrzemięźliwie.

 Z chwilą wybuchu pandemii tego typu rozwiązania schodzą do coraz mniejszych biznesów. Firmy zatrudniające do 100 osób również zaczęły z nich korzystać. Wzrost jest gigantyczny, a wierzymy, że adopcja będzie rosła dalej.

Dobór takich narzędzi może stać się nowym polem rywalizacji między przedsiębiorstwami?

Postawiłbym nawet odważniejszą tezę. Jeżeli przed Covidem można było mieć co do tego wątpliwości, tak dzisiaj CEO podkreślają, że technologia nie jest wyłącznie czymś co decyduje o przewadze, ale czymś, co jest niezbędne do życia firmy. Dzisiaj każda firma jest firmą cyfrową. Zbudowanie systemu, który zapewnia sprawną komunikację między pracownikami niezależnie od miejsca i urządzeń z których korzystają jest teraz tak samo istotne jak kiedyś postawienie biurka z komputerem i dostępem do systemu.

Proces cyfryzacji bardzo przyspieszy i myślę, że długoterminowo wywoła lawinę pozytywnych zdarzeń.

Co ma pan na myśli?

Pracownicy przyzwyczajają się do praktyk, które wymusiła era lockdownu. Dzięki transparentnej komunikacji od managementu pracownicy poczuli się zaopiekowani. I te oczekiwania zostaną z nami na dłużej.

Obawialiśmy się Wielkiego Brata a dostaliśmy firmę-matkę?

Nie słyszałem, by pracownicy byli monitorowani, czy naprawdę siedzą przed komputerem 8 godzin dziennie. Nie chciałbym jednocześnie wpadać w infantylizm i mówić, że wszystko jest idealne. Niektóre osoby mają trudne warunki lokalowe, bo na przykład brakuje im wydzielonego pokoju do pracy. Wszystkim doskwiera też brak fizycznego kontaktu z kolegami i koleżankami z pracy. Model hybrydowy wydaje mi się bliski ideałowi, bo odpowiada na te problemy. A jednocześnie daje firmom większe korzyści biznesowe zarówno po stornie efektywności jak i po stronie kosztów. 

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst