Koronawirus  / Artykuł

Nowa Zelandia nie jest już krajem wolnym od koronawirusa

Władze Nowej Zelandii nadal ustalają, kto konkretnie zawinił w tej sytuacji. Dwie kobiety, które wróciły z Wielkiej Brytanii, opuściły kwarantannę zbyt wcześnie. Były zakażone koronawirusem i miały styczność z ponad 300 osobami.

Jeszcze tydzień temu władze Nowej Zelandii chwaliły się, że na terenie ich kraju nie ma żadnych nowych przypadków zakażenia się COVID-19. Stan ten jednak uległ zmianie. Dwie Nowozelandki powróciły zakażone do kraju, po krótkim pobycie w Wielkiej Brytanii. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby zadziałały wszystkie procedury bezpieczeństwa ustalone przez tamtejsze władze. Niestety tak się nie stało.

Powrót koronawirusa do Nowej Zelandii

W teorii, wszystkich ludzi, którzy przybywają do Nowej Zelandii, obowiązuje dwutygodniowa kwarantanna. Tak było też w przypadku dwóch kobiet, których tożsamość nie została na razie podana mediom. Obie Nowozelandki zostały skierowane do hotelu w Auckland, gdzie miały przebywać przez dwa tygodnie. Nie miały jednak tyle czasu, w oddalonym o 650 km od Auckland miasteczku Wellington umierał ich rodzic. Dlatego też zwróciły się z prośbą do władz o skrócenie dla nich okresu kwarantanny w hotelu, obiecując, że dokończą ją w swoim rodzinnym domy.

Do tego momentu historia brzmi całkiem nieźle i rozsądnie. Kto nie zwróciłby się z podobnym wnioskiem do władz swojego kraju, żeby móc zobaczyć swojego umierającego rodzica? No właśnie. Po otrzymaniu zgody na wyjazd do Wellington sytuacja jednak zaczęła zamieniać się w totalne fiasko, jeśli chodzi o kontrolę osób potencjalnie zakażonych. Po pierwsze każdy, kto odbywa kwarantannę po przybyciu do Nowej Zelandii, powinien przejść dwa testy na obecność koronawirusa - jeden tuż po przyjeździe, drugi tuż przed opuszczeniem kwarantanny. Jak donoszą nowozelandzkie media, kobiety nie zostały przetestowane po raz drugi. Nie jest to podobno odosobniony przypadek. Po opublikowaniu historii do mediów zgłosiły się inne osoby odbywające kwarantannę w Auckland, twierdząc, że im również nikt drugiego testu nie zrobił.

To nie jedyna wpadka

Zgodnie z umową, kobiety miały wsiąść w swój samochód i bez zatrzymywania się gdziekolwiek pojechać do Wellington. Tak się niestety nie stało. Po wyjechaniu z Auckland Nowozelandki, jak same twierdzą, zgubiły się i zatrzymały dwie osoby, żeby zapytać o drogę. Według nowozelandzkiego Ministerstwa Zdrowia doszło do ograniczonego kontaktu fizycznego, który trwał ok. 5 minut. Opozycja twierdzi z kolei, że ten kontakt tak ograniczony nie był.

Michael Woodhouse, członek Nowozelandzkiej Partii Narodowej twierdzi, że kobiety ucałowały i przytuliły obydwie osoby, które wskazały im drogę. To oczywiście zmienia postać rzeczy i podwyższa ryzyko transmisji koronawirusa. A transmisja była jak najbardziej możliwa. Trzy dni po wyjeździe kobiet z Auckland okazało się, że u obu wykryto obecność koronawirusa. Aktualnie władze Nowej Zelandii próbują skontaktować się z 320 osobami, które miały bliski kontakt z zakażonymi kobietami. Są to m.in pasażerowie i załoga lotu do Nowej Zelandii oraz goście i pracownicy hotelu w Auckland.

Władze Nowej Zelandii zmieniają przepisy dotyczące kwarantanny

Po ujawnieniu przebiegu całej sytuacji władze Nowej Zelandii wprowadziły bardziej rygorystyczne zasady dot. kwarantanny. Podróżni odbywający dwutygodniową kwarantannę mogą zapomnieć o przedterminowym wypuszczeniu z izolacji, bez względu na swoją sytuację życiową. Dodatkowo do pilnowania izolowanych osób zostało oddelegowane nowozelandzkie wojsko. W międzyczasie jednak obecność koronawirusa została odkryta u jeszcze jednego podróżnego. Jest nim 60-letni mężczyzna, który 13 czerwca przyleciał do Auckland z Pakistanu. Jego lot miał dwa międzylądowania - w Dausze i Melbourne. Na razie nie wiadomo, czy mężczyzna kogoś zakaził. Podczas lotu przez cały czas nosił maseczkę ochronną na twarzy.

Pomimo tej wpadki, Nowa Zelandia może pochwalić się całkiem niezłym dotychczasowym wynikiem, jeśli chodzi o radzenie sobie z pandemią. Od jej początku kraj ten zanotował niecałe 1,5 tys. zakażeń i tylko 22 zgony spowodowane koronawirusem. Czy statystyki te wzrosną w trakcie kilku najbliższych tygodni? Tego na razie nie wie nikt. Trudno się zresztą dziwić, że przez tak długi czas (pandemia została ogłoszona kilka miesięcy temu), pojedyncze przypadki zakażonych prześlizgnęły się przez rygorystyczne procedury i naraziły cały kraj na powrót wzrostu zakażeń. Dopóki nie mamy skutecznej szczepionki, wystarczy jedna zakażona koronawirusem osoba, żeby liczba zakażeń znów zaczęła rosnąć. Widać to choćby na przykładzie naszego kraju, w którym rząd zdecydował się na poluzowanie większości wprowadzonych na początku pandemii restrykcji. Skutkiem tego jest wzrost liczby codziennych zakażeń. Bez ponownego wprowadzenia lockdownu trend ten będzie się raczej utrzymywał.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst