Tech  / Artykuł

Tech To The Rescue - tak branża IT pomaga walczyć z koronawirusem

„To nie technologie mogą uratować świat, ale ludzie. Natomiast ci ludzie potrzebują narzędzi” - mówi Tomasz Karwatka, CEO Divante, polskiego software house'a, który zainicjował projekt „Tech To The Rescue”.

Projekt Tech To The Rescue pomaga znaleźć przedstawicielom trzeciego sektora firmy świadczące usługi z zakresu IT, designu, marketingu, a nawet prawa, które zadeklarowały bezpłatną pomoc. Odzew sektora IT jest ogromny. Swoją pomoc już zadeklarowało ponad 170 firm z Polski i z zagranicy, a ta liczba ciągle rośnie.

Na pomoc mogą liczyć stowarzyszenia i fundacje, których działalność została znacząco utrudniona wskutek pandemii koronawirusa. Aby się dopisać, wystarczy podać oferowany sposób i zakres pomocy oraz dane kontaktowe. Informacje trafiają do ogólnodostępnej bazy, z której mogą korzystać pracownicy i wolontariusze organizacji pozarządowych na całym świecie.

Inicjatorem tej wyjątkowej akcji jest Tomek Karwatka, CEO Divante, który wraz z grupą zaangażowanych pracowników, wzywa firmy do wsparcia trzeciego sektora. I jak słusznie podkreśla, dużo się mówi o potrzebach przedsiębiorców, ale globalny kryzys uderza także w organizacje prospołeczne. Spytałem Tomasza Karwatkę o to, jak powstał ten projekt, jak działa i jakie są plany na przyszłość.

Wywiad z Tomaszem Karwatką, CEO Divante, pomysłodawcą projektu „Tech To The Rescue”

Jak zaczął się projekt „Tech To The Rescue”?

Tomasz Karwatka: Zrobiłem Google Docsa z prostą tabelką, udostępniłem software house'om, aby się dopisali, jeśli chcą pomóc. A potem udostępniłem ten dokument przedstawicielom różnych organizacji pozarządowych. Jak zobaczyłem, że w tym online-owym dokumencie było niemal cały czas po 50 osób, to stwierdziłem, że to może być dobry pomysł na większą akcję.

My w Divante otworzyliśmy grupę DVNT Impact, która miała pomagać innym. Myśleliśmy, jak pomóc naszym klientom, np. z branży fast-fashion. To było trudne, bo nie znaliśmy się na tym, poświęcaliśmy mnóstwo czasu, aby się tego nauczyć. W końcu ktoś wpadł na pomysł, że może my wcale nie musimy się na tym znać? Poszliśmy z tym, co już wiemy, do tych, którzy się na tym znają i potrafią pomagać.

Tomasz Karwatka, CEO w Divante
Tomasz Karwatka, CEO w Divante, fot. Divante

Brzmi rozsądnie, ale patrząc na kalendarz, ten cały projekt musiał chyba powstać w ekspresowym tempie?

Strona powstała w tydzień. Pomysł był mój, ale potem już to poszło, a ja tylko biłem brawo. Mamy świetny, kilkuosobowy, zmotywowany zespół ludzi, którzy po godzinach, z własnej inicjatywy, angażują się w ten projekt, bo chcą pomagać innym.

Czy technologie mogą rzeczywiście uratować świat? Albo, chociaż mu pomóc?

To nie technologie mogą uratować świat, ale ludzie. Natomiast ci ludzie potrzebują narzędzi. Pomysł TechToTheRescue.org wziął się stąd, że jesteśmy przekonani o tym, że wiele osób, które zajmują się działaniami prospołecznymi, potrzebuje dzisiaj cyfrowych narzędzi. Organizacje nie mają budżetów na błyskawiczną digitalizację i często nie są w stanie zareagować tak sprawnie, jak firmy. A ich działania tak samo się digitalizują, jak cały świat. Dostęp do takich narzędzi jest dla nich sporym problemem, bo są to drogie rozwiązania i nie jest wcale tak łatwo ich używać. Widzimy, że te osoby często są w tzw. limbo.

Limbo?

Stan zawieszenia, miejsce z którego nie wiadomo jak wyjść. Chodzi o to, że firmy technologiczne czasami dają organizacjom pozarządowym cyfrowe narzędzia, ale potem nie zapewniają im wsparcia do pełnego wykorzystania tych produktów. Słyszałem o wielu sytuacjach, kiedy organizacja pozarządowa otrzymywały pakiety oprogramowania, z których nie potrafili korzystać.

Jak zatem chcecie im pomóc?

Stwierdziliśmy, że trzeba ich traktować, jak klientów, podchodząc do problemu holistycznie. Tutaj rozwiązaniem nie jest danie wędki ani ryby, ale kursu wędkowania.

To ma sens

W tym modelu razem łowimy sobie rybę, czyli razem się uczymy. Firma IT odpala dany projekt razem z NGO w taki sam sposób, jak ze swoimi klientami: zaczyna od rozmowy, zrozumieniu jego potrzeb. Później pokazują, co jest dostępne, jakie są rozwiązania, co możemy zrobić.

Dla NGO ma to sens, bo oni dostają kompleksową opiekę. Dla firmy IT to jest wynagradzające, bo ludzie widzą, że ich projekt od A do Z funkcjonuje i komuś pomaga. W firmach IT są dobrzy ludzie, którym zależy nam tym, żeby pomóc, aby ich praca miała też realny wpływ na życie innych. Kiedy ich projekty działają, to widzą, że ich pomoc jest wykorzystywana mądrze.

Jak w takim razie pomoc firm IT czy nawet pojedynczych osób może być wykorzystywana niemądrze?

Mamy na przykład kilkadziesiąt aplikacji do śledzenia się w kwarantannie. Tylko że żadna z nich nie działa dobrze, nie ma wsparcia. Wiele z nich jest nieprzemyślanych, łamią RODO i wiele innych praw. Ktoś się narobił, ale w zasadzie nie wiadomo po co. W praktyce tej pomocy nie widać.

Jakie jeszcze trudności związane z digitalizacją mają organizacje pozarządowe?

Trudnością jest dla nich złożenie zespołu z freelancerów. To trochę jak jakbyś chciał wygrać wyścig i dostajesz dotacje. Od Skody masz koła, od Ferrari silnik, deskę rozdzielczą od Forda. Masz sobie to wszystko sam złożyć, zatankować i pojechać.

W projekcie Tech to The Rescue chodzi o co innego. Tu nie ma freelancerów, tylko firmy, które nie oferują poszczególnych części, tylko mówią: „Zbudujemy razem z Tobą pojazd, na którym wygrasz wyścig. A przy okazji razem nauczymy się wielu rzeczy”.

W jaki sposób udało wam się teraz pomóc?

Wciąż jesteśmy w zamknięciu, pandemia trwa, ale co ciekawe, większość projektów nie dotyczy wcale kwestii związanych z COVID-19. Te, które są w jakiś sposób powiązane z pandemią, są też uniwersalne. To znaczy, że np. jeśli jakaś organizacja pracuje teraz zdalnie i pomagamy jej zorganizować się, to ten system zostanie z nimi na zawsze. Będzie wspomagać także po pandemii.

Jak to działa?

Mamy ponad 150 firm IT i ponad 30 organizacji. Najpierw chodziło nam o to, żeby każdy NGO, który się zgłosi, dostał odpowiednią pomoc. Wiadomo, że nie każda firma, będzie zainteresowana każdym projektem, lub po prostu nie będzie mogła w danym projekcie pomóc. Dzisiaj jest tak, że NGO się zgłaszają do firm. Mamy informacje, że kilka projektów się zaczęło i toczy.

W kolejnym etapie chcemy to przekształcić we framework współpracy. Rejestrując się, dostaniesz concierge'a, który z Tobą porozmawia i później postara się wybrać firmę, które jest w stanie najlepiej pomóc oraz następnie czuwać nad współpracą, żeby to wszystko dobrze wyszło. To są jednak dwa zupełnie inne światy i czasami nie jest łatwo się zrozumieć.

Najpierw zrobiliśmy Teslę Roadstera. To nie jest samochód dla wszystkich. Nasz projekt również. Strona jest tylko po angielsku, musisz sam napisać, skontaktować się z firmą IT. Jeśli takie warunki nie są problemem, to możesz na tym wiele skorzystać.

Skąd takie podejście?

Chodzi o to, że wiele firm IT nie jest jeszcze gotowych na współpracę z zupełnie zielonymi NGO. Takimi, które same nie wiedzą, czego potrzebują. Firmy IT często nie pracują z firmami, które mają podobne podejście, więc nie potrafiłyby sobie poradzić z takim NGO. Ograniczamy grupę potencjalnych współprac, bo zależy nam na tym, aby coś z tego wyszło.

Projekt ma trwać dłużej?

Tak, zdecydowanie. Chcielibyśmy, aby to zostało z nami na dłużej. Zresztą, ten projekt jest bardzo w stylu Divante. Jest społeczność, jest skalowanie globalne. Nam to pasuje do ogólnego przeświadczenia, jak powinno się działać.

Tomasz Karwatka w czasie Divante Winter Summit 2019Tomasz Karwatka w czasie Divante Winter Summit 2019
Tomasz Karwatka w czasie Divante Winter Summit 2019

Jakie zmiany są widoczne w świecie IT przez koronawirusa?

Do tej pory trochę było tak, w szczególności w dużych firmach, że ludzie dzielili się na entuzjastów technologii i sceptyków. I to jest naturalne. Myślę jednak, że nawet sceptycy dostrzegli wartość i potencjał technologii. Widzą, że nawet jeśli nie kochasz technologii, to warto mieć jakiś backup, który taka technologia zapewnia.

Każdy będzie myślał kategoriami planu B. Nawet jeśli pandemia nie wróci za jakiś czas w drugiej fali, co jest bardzo pozytywnym scenariuszem, to nadal wszyscy będą myśleć „bądźmy na to gotowi”.

Miałem ostatnio rozmowę z centrum handlowym, które ma się dopiero otworzyć. Oni mówią tak: „Musimy zapewnić funkcję e-commerce naszym najemcom. Jeśli stanie coś podobnego, co teraz w przyszłości, to najemcy będą znów mieć poważny problem. A jak oni to i my”. Zrozumienie, że może takie coś się powtarzać w przyszłości, utnie takie dyskusje czy technologia jest dobra, czy nie. Lepiej po prostu być uzbrojonym i mieć backup. Myślę, że to będzie duża zmiana.

Krótko i średnio terminowo mamy jednak groźną sytuację. Duże firmy potrzebują czasu na zmiany. Zanim one dojdą do takich wniosków, to może minąć sporo czasu. Mogą w tym czasie zmniejszyć budżety, wstrzymać decyzje. Dla małych software house'ów to może być ciężki czas.

Pandemia jest katalizatorem do digitalizacji?

Zdecydowanie tak. To dłuższy i bardziej złożony temat, ale powiem to na przykładzie Divante. U nas w firmie mamy takie potwierdzenie, że pandemia jest trochę jak soczewka. Rzeczy, które wolno się działy, nagle bardzo przyspieszają. Projekty, które miały trwać 2 lata, są realizowane w 2 tygodnie. Wiadomo, że jest dużo bałaganu z tym związanego, ale też masę chęci. To jest trudne, wymagające, ale może dać pozytywne efekt.

Dziękuje za rozmowę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst