Koronawirus  / News

Nowa Zelandia wygrała z COVID-19. Nie ma już ani jednego pacjenta z koronawirusem

423 interakcji
dołącz do dyskusji

Wolność. Parki. Prywatki. Wyjście ze znajomymi do knajpy bez strachu. Brak maseczek. Ulga, szczęście i łzy wzruszenia. Brawo Nowa Zelandio, udało ci się jako pierwszej pokonać COVID-19.

A więc jednak to taktyka całkowitej społecznej izolacji jest kluczowa do zwalczenia pandemii koronawirusa. Utrzymująca się w istotnej części z turystyki Nowa Zelandia, nie bacząc na ekonomiczne konsekwencje swojej decyzji, zdecydowała się wprowadzić pełen lockdown. Co prawda z pewnym opóźnieniem względem reszty świata, ale za to w sposób bardzo agresywny.

W lutym ten wyspiarski kraj zamknął swoje granice na wszelki ruch z Chin, a więc ogniska epidemii COVID-19. Miesiąc później zdecydowano się zamknąć granice całkowicie – i to mimo tego, że do tego czasu w kraju odnotowano raptem sześć pacjentów zarażonych koronawirusem. A pod koniec marca uruchomiono pełen lockdown – z zakazem podróżowania, nakazem przebywania w domu oraz ze wstrzymaniem całej gospodarki. Do wyjątków należały wyłącznie sklepy spożywcze, apteki, szpitale i stacje benzynowe – z pełnym reżimem sanitarnym.

Kraj opustoszał. Gospodarka stanęła. Bankructwa były częste i liczne, mimo sprawnej tarczy antykryzysowej. Opłaciło się.

Nowozelandczycy nie przeszli tej swoistej kwarantanny łatwo. W kraju, który nie należy do przesadnie zamożnych i który istotną część swojej gospodarki opiera na handlu i turystyce, zatrzymanie wszystkich poza absolutnie kluczowymi działalnościami gospodarczymi stanowi, delikatnie rzecz ujmując, niemałe wyzwanie. Skąd więc utrzymujące się na poziomie 87 proc. poparcie Nowozelandczyków dla działań rządu?

Na pewno wpływ na to miały istotne ulgi podatkowe i pakiety pomocowe dla przedsiębiorców. Przede wszystkim jednak ostry reżim w walce z zarazą wyraźnie przyniósł efekty, podobnie jak bardzo duża liczba wykonywanych testów na obecność koronawirusa. Nowozelandczycy najwyraźniej czuli, że ich poświęcenie – głównie w formie materialnej – zmierza do celu i pożądanych rezultatów. Ta wiara ich nie zawiodła.

Nowa Zelandia poinformowała w depeszy rozesłanej mediom, że ostatni pacjent zarażony COVID-19 opuścił szpital, a od pięciu dni nie odnotowano nowego przypadku – mimo nieustających testów. Lockdown stał się zbędny. Restauracje i parki są znów otwarte. Kraj już nie musi inwestować w wyjątkowe wsparcie służby zdrowia i przedsiębiorców. Nadal musi się mierzyć z problemem obowiązkowej kwarantanny dla turystów – jednego z głównych źródeł przychodów w tym kraju – na to jednak nie ma już bezpośredniego wpływu.

Choć może jednak ma, ten pośredni. Może jeżeli weźmiemy przykład z Nowej Zelandii i zamkniemy się w domach – zamiast użalać się na to, że trudniej uprawiać jogging w maseczce – to kto wie, może i u nas kryzys minie. Na razie jednak, mimo optymizmu ze strony polskiego ministra zdrowia, na to się nie zanosi.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst