Koronawirus  / Artykuł

Mewy i gołębie głodują podczas pandemii koronawirusa. Jeżom i kosom odpowiada kwarantanna społeczna

Na co dzień możemy tego nie zauważać, ale duże aglomeracje miejskie od dawna przyciągają do siebie coraz większą liczbę gatunków zwierząt. Miejskie życie zmienia większość z nich. Pandemia COVID-19 ma ciekawy wpływ na życie miejskich zwierząt.

To niesamowite jak szybko do miast zaadaptowały się ptaki. Wiele gatunków wędrownych uznało na przykład, że ich dotychczasowy styl życia nie jest tak wygodny, jak zapuszczenie stałych korzeni w mieście, gdzie przez cały rok znajdzie się coś do jedzenia. Tak, jako ludzie marnujemy tak dużo żywności, że jej resztki leżące na wysypiskach mają namacalny wpływ na ewolucję wielu gatunków zwierząt.

Koronawirus, kwarantanna, mewy i gołębie

Okazuje się, że przez wprowadzone zasady izolacji społecznej, takie mewy zaczęły głodować. Zmianę w zachowaniu tych ptaków widać doskonale w Rzymie.

Do tej pory, rosnąca tam populacja mew była w stanie wykarmić się właśnie resztkami jedzenia zostawianym przez tysiące turystów przewijających się przez ulice Rzymu. Kiedy turystów zabrakło, a większość Włochów zamknęło się w swoich domach, mewy musiały wrócić do przedpotopowych metod karmienia się. Do polowania.

Bruno Cignini, zoolog z Rzymskiego Uniwersytetu Tor Vergata, który zainteresował się rzymskimi mewami bardzo szybko zauważył, że mewy odcięte od obfitego życia na resztkach, bardzo szybko przypomniały sobie, jak poluje się na szczury, gołębie i ryby pływające w Tybrze.

Gołębie, jak łatwo się domyślić raczej nie są zadowolone z takiego obrotu spraw. Tak jak mewy, gołębie zostały odcięte od stałego źródła miejskiego pożywienia, czyli resztek z jedzenia spożywanego na mieście.

Leonie Weltgen, która zajmuje się działaniami na rzecz ochrony gatunków zwierząt w German Animal Welfare Federation apeluje do władz niemieckich miast o postawienie specjalnych karmników dla gołębi. Bez nich ptaki te mogą sobie nie poradzić. Zdaniem Weltgen gołębie rzadko kiedy opuszczają swój miejski teren, nawet kiedy zaczyna brakować na nim jedzenia. Dodatkowo, o tej porze roku wykluwa się wiele młodych gołębi, które czymś trzeba wykarmić i które nie ruszą się zbyt daleko od gniazda.

Izolacja ludzi wyszła też wielu gatunkom na dobre

Na brak ludzi na ulicach nie narzekają z pewnością jeże, które niedawno wybudziły się z zimowego snu. O tej porze roku bardzo dużo jeży ginie pod kołami samochodów. Problem ten jest podobno tak nagminny, że np. w Wielkiej Brytanii naukowcy obserwują stały i długotrwały spadek tamtejszej populacji jeży. Koronawirusowa kwarantanna i ograniczony przez nią ruch drogowy na pewno pomógł tym sympatycznym ssakom.

Zoolodzy przypuszczają również, że domowa izolacja ludzi mogła pomóc również mniejszym gatunkom ptaków. Na przykład kosom, które również należą do gatunków, które porzuciły wędrowny styl życia na rzecz wygodnych miast. Co ciekawe, miejskie kosy bardzo szybko zaczęły śpiewać głośniej i w wyższych tonacjach, żeby móc przekrzyczeć się przez miejski hałas. Nasza izolacja na pewno ułatwiła im to zadanie.

Nie zapominajmy też o tym, że te mniejsze i bardziej wdzięczne od mew, czy gołębi gatunki ptaków są mile widzianymi gośćmi w ogrodach, ogródkach i na balkonach. A że aktualnie miejsca te są dla wielu osób nadal jedyną alternatywą od siedzenia w swoim mieszkaniu, czy domu, to kosy, sikorki i cała reszta towarzystwa może liczyć na nowe miejsca z darmowym jedzeniem. Gdyby kogoś zainspirował ten pomysł, polecam dostawić jeszcze miseczkę z wodą. Nasze miasta mają o wiele większy wpływ na zwierzęta, niż może się nam wydawać.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst