Koronawirus  / Artykuł

Gdyby ktoś pytał, czy izolacja ma sens, to ma. Bez niej we Włoszech byłoby 200 tys. pacjentów więcej

Włoscy i szwajcarscy naukowcy przeanalizowali teoretyczny scenariusz, w którym władze Włoch nie wprowadziły zakazów dotyczących izolacji społecznej. Wynik tego eksperymentu nie zaskakuje: we Włoszech byłoby jeszcze gorzej.

Aktualne statystyki Włoch nie są bynajmniej optymistyczne: prawie 190 tys. potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem i 25,5 tys. zgonów. Pod względem liczby zarażeń, kraj ten zajmuje trzecie, niechlubne miejsce w światowym rankingu. Niektóre przepisy dotyczące kwarantanny zostały już zdjęte, jednak Włosi nadal starają izolować się w domach i nie wychodzić bez potrzeby.

Co byłoby, gdyby tego nie robili?

Na to pytanie odpowiada model stworzony przez naukowców, na podstawie którego przeprowadzili oni symulację dotyczącą zbytniego i przedwczesnego poluzowania restrykcji w okresie od 21 lutego do 25 marca. Należy podkreślić, że to oczywiście szacunkowe dane, które nie odpowiadają w 100 proc. rzeczywistemu scenariuszowi, który mógłby mieć miejsce.

Niemniej i tak dają do myślenia. Przejdźmy zatem do wyników: z symulacji wynika, że przedwczesne poluzowanie bądź zniesienie przepisów dot. izolacji sprawiłoby, że liczba zakażonych koronawirusem, którzy wymagaliby hospitalizacji (a więc mówimy o najcięższych przypadkach) wzrosłaby o ok. 200 tys.

Sama liczba transmisji, według szacunków naukowców wzrosłaby o ok. 45 proc. Dane do modelu, zostały opracowane częściowo na podstawie różnicy w podejściu poszczególnych regionów we Włoszech. Przypomnijmy, że 8 marca Lombardia i sąsiadujące z nią regiony wprowadziły już zasady dot. izolacji i społecznego dystansowania się, kiedy reszta Włoch otrzymała tylko zalecenia. Po trzech dniach, tj. 11 marca, włoskie władze zdecydowały się już na zamknięcie całego kraju.

Przepisy dotyczące kwarantanny działają

Głównym celem przepisów ograniczających swobodne przemieszczanie się i narzucających domową izolację obywateli jest zmniejszenie współczynnika reprodukcji wirusa (R0). Współczynnik ten mówi o tym, ile średnio osób zostaje zakażonych koronawirusem przez jednego chorego.

Na początku pandemii, naukowcy szacowali, że współczynnik ten wynosi 2,2. Teraz jednak pojawiają się opracowania naukowe, w których naukowcy sugerują, że np. w początkowej fazie rozprzestrzeniania się wirusa w chinach, jeden zakażony mógł zakazić nawet 5-6 osób (R0=5,7). We Włoszech współczynnik ten wynosił 3,7, co oznacza że jedna osoba zakażała średnio 3-4 osoby.

Dzięki ograniczeniu kontaktów, współczynnik ten oczywiście się zmniejsza. Wszyscy oczywiście mają nadzieję na to, że spadnie on poniżej liczby 1, co oznaczałoby, że pojedyncza zarażona osoba zarazi co najwyżej kolejną, a nie dwie, trzy, czy pięć. W takiej sytuacji moglibyśmy uznać, że zaczynamy panować nad pandemią.

Ważnym aspektem izolacji jest również kwestia dotycząca wydajności służby zdrowia. Wyobraźmy sobie te dodatkowe 200 tys. Włochów, którzy wymagaliby hospitalizacji na oddziałach intensywnej opieki medycznej. Włoska służba zdrowia, która i tak w obecnym i bardzo rzeczywistym scenariuszu ma problemy z wydajnością mogłaby po prostu upaść.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst