Koronawirus / News

Włoch pokonał koronawirusa. Teraz opowiada, jakim koszmarem jest siedzenie w hełmie respiracyjnym

196 interakcji
dołącz do dyskusji

„Musiałem zaprzyjaźnić się z tym hełmem. Gorszej tortury chyba nikt nie był w stanie wymyślić, ale dzięki niemu dostałem drugą szansę na życie. Czuję się jakbym urodził się po raz drugi” - pisze w liście do dziennika La Repubblica jeden z pacjentów, którym udało się wyleczyć z COVID-19.

Koronawirus SARS-CoV-2, który w ciągu ostatnich kilku miesięcy zdemolował większość cywilizowanego świata, doprowadzając do śmierci wielu osób oraz gwałtownego zahamowania gospodarki to twór, który powoduje infekcję dróg oddechowych. Po tym, jak dostanie się do organizmu drogą kropelkową - najczęściej przez oczy, nos i usta - przemieszcza się do błony śluzowej z tyłu gardła i przyłącza do komórek nabłonka. Atakując następne komórki, jednocześnie namnaża się w nich, a z czasem je niszczy. Jeżeli na tym etapie nie zostanie wdrożone leczenie - a to właśnie tutaj pojawia się suchy kaszel - to koronawirus wnika do płuc i zaczyna się namnażać w komórkach nabłonkowych.

Gdy zarażona komórka nabłonka ulegnie zniszczeniu, nowe wirusy są uwalniane z jej wnętrza i przenikają do kolejnych komórek. W tym czasie komórki układu odpornościowego (neutrofile i limfocyty T) zaczynają walczyć z wirusem i dochodzi do przesadnej reakcji z ich strony, przez co zaczynają one niszczyć zarówno wirusa jak i zdrowe komórki nabłonkowe.

Jeżeli zniszczeniu ulegną miliony komórek nabłonka, płuca tracą ochronną otoczkę. Znajdujące się pod nimi pęcherzyki płucne stają się wrażliwe na bakterie i dochodzi do zapalenia płuc. Im mniej pęcherzyków płucnych, tym ciężej pracują, aby dostarczyć tlen do krwi w organizmie i usunąć z niej dwutlenek węgla.

To właśnie na tym etapie pojawia się niewydolność oddechowa i osoba zarażona zaczyna odczuwać  problemy z oddychaniem. U niektórych problemy stają się na tyle duże, że pacjenta trzeba podłączyć do respiratora, który umożliwia wymuszone oddychanie.

Hełm respiracyjny ma pomóc pacjentom.

Na najnowszych zdjęciach z włoskich szpitali widać pacjentów, którzy na głowach mają założone przezroczyste pojemniki.  Taki hełm obejmuje całą głowę i zaciśnięty jest szczelnie na szyi pacjenta, dzięki czemu można mu dostarczyć więcej tlenu do oddychania. Badania przeprowadzone w 2016 r. przez naukowców z University of Chicago Medicine wskazały, że w przeciwieństwie do standardowych masek, które zakrywają nos i usta, hełmy pomagają pacjentom oddychać bez konieczności intubacji. Wstępne dane wskazują, że pacjenci korzystający z hełmów respiracyjnych spędzają mniej czasu na oddziałach intensywnej terapii.

Wyniki badań prowadzonych w 2018 i 2019 roku wskazały, że hełm ma także więcej zalet w porównaniu do maski: jest bardziej szczelny, dzięki czemu w hełmie można utrzymywać wyższe ciśnienie powietrza, co z kolei prowadzi do lepszego natlenienia płuc i dróg oddechowych i poprawia poziom tlenu we krwi. Hełm jest także wygodniejszy od maski, bo nie dotyka twarzy, a z uwagi na to, że jest przezroczysty, pacjent może obserwować otoczenie, oglądać telewizję, rozmawiać czy czytać w trakcie terapii.

Pacjent z koronawirusem opisuje swoje wrażenia.

Kilka dni temu na łamach włoskiego dziennika La Repubblica opublikowano list jednego z pacjentów szpitala Maggiore w Parmie, który w trakcie leczenia z COVID-19 korzystał z hełmu respiracyjnego.

Przedstawiony przez niego opis nieco różni się od zapewnień naukowców z Chicago i nie jest już tak różowy. Niemniej jednak fakt, że Luigi mógł po zakończeniu leczenia napisać swój list wskazuje, że hełm spełnił swoje zadanie i umożliwił wyleczenie z COVID-19.

Gorszej tortury nie można było wymyślić! Hełm obejmuje całą głowę i jest przymocowany do szyi tak, że cię dusi. Ciśnienie wewnątrz hełmu sprawia, że czujesz taki ucisk jak podczas jazdy motocyklem z otwartymi ustami. Pojawia się wrażenie, jakbyś się dusił. Nie sposób przyzwyczaić się do oddychania w ten sposób.

W płucach pojawia się ból. Na szyi zaciśnięta jest twarda obręcz. Nie można się dotknąć w twarz, nie można się obrócić.

Chaos związany z nienaturalnym zamknięciem, z słuchaniem otoczenia przez plastikowy hełm, pękanie bębenków w uszach (jak podczas wznoszenia samolotu), dźwięk turbin, brak możliwości dotknięcia się w twarz, podrapania czy chociażby napicia się w dowolnej chwili z pewnością nie należą do rzeczy przyjemnych. Niemniej jednak alternatywą w przypadku Luigiego był oddział intensywnej terapii, intubacja i podłączenie do wentylatora.

Gdy minęła pierwsza noc, było trochę lepiej. Rano jednak znów nie wytrzymałem. Sześć godzin bez przerwy to za dużo, nie dawałem rady. Po długich negocjacjach lekarze zgodzili się abym miał hełm na głowie 4-5 razy dziennie.

W hełmie szybko wysychały mi usta. Skóra schodziła mi z warg. Gdy wargi się ze sobą stykały, sklejały się. Mimo to, nie mogłem pić za dużo, bo miałem tak spuchnięte ręce, jakby miały eksplodować. Gdy poprosiłem o wodę, dostałem bardzo cienką słomkę, przez co przyjmowanie przez nią płynów było sporym wysiłkiem.

Długotrwałe leczenie za pomocą hełmu respiracyjnego to wysiłek nie tylko fizyczny, ale także psychiczny i niestety nie wszyscy pacjenci są w stanie mu podołać.

Przez dwa tygodnie leczenia trzech pacjentów leżących obok mnie nie dało rady wytrzymać z hełmem, i po wielu sytuacjach kryzysowych, dwóch przeniesiono na OIOM, a trzeci niestety zmarł.

Luigi wyszedł ze szpitala w Wielkanoc. Jest jednym z ponad 48 tysięcy Włochów, którym udało się wyleczyć z COVID-19. Do dnia dzisiejszego we Włoszech zakażenie koronawirusem wykryto u  181 288 pacjentów. Na COVID-19 zmarło do dzisiaj 24 114 osób.

nie mobile
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst