Koronawirus  / Felieton

Zniesiono zakazy, więc Polacy poszli do parków i robią wszystko, żeby epidemia trwała w najlepsze

1095 interakcji
dołącz do dyskusji

Miesiąc. Tyle udało się nam wysiedzieć w domach i trzymać się zaleceń Ministerstwa Zdrowia. Część Polaków potraktowała otwarcie parków jak zniesienie wszelkich zaleceń.

Kuba Kralka na Bezprawniku pisał o tym, że zamykamy biznesy, ryzykujemy gwałtownym kryzysem i żyjemy w zamknięciu jak szczury, a ludzie z IQ 75 urządzają sobie schadzki i nic sobie nie robią z zaleceń.

Sam na Spider’s Web pisałem, że nie rozumiemy zalecenia „zostań w domu”. I miałem rację – ledwie tydzień po publikacji tego tekstu rząd zamknął lasy i parki, weszły dodatkowe obostrzenia, zostaliśmy de facto zamknięci w domach. I to na własne życzenie, czy może raczej na życzenie tej garstki społeczeństwa, która jest kompletnie pozbawiona wyobraźni.

Głośno krytykowałem zamknięcie lasów i parków, zwłaszcza tych pierwszych. Ludzie muszą mieć gdzie wyjść. Musimy – dla własnego zdrowia psychicznego – wychodzić z domu, obcować z naturą, czy po ludzku pobyć sami ze sobą. O wyprowadzaniu dzieci i zwierząt na spacery nie wspominając.

Zamknięcie lasów wywołało ostrą reakcję ogromnej części społeczeństwa. Nawet Rzecznik Praw Obywatelskich wysłał w tej sprawie list do premiera, wskazując bezprawność i bezsensowność zakazów.

Presja podziałała. Rząd w poniedziałek otworzył lasy i parki, zanim jeszcze odmroził jakąkolwiek istotną część gospodarki. Sęk w tym, że jak tak dalej pójdzie, za tydzień lasy i parki zostaną na powrót zamknięte.

Otwarcie parków nie oznacza zniesienia innych zakazów i zaleceń.

Od czterech dni z rosnącym przerażeniem i oburzeniem obserwuję to, co dzieje się w parkach mojego miasta. Idąc z psem na spacer wzdłuż rzeki w godzinach popołudniowych, widziałem po drugiej stronie między innymi takie obrazki:

  • Starsze panie na ławkach (oczywiście bez maseczek, lub ze źle założonymi maseczkami)
  • Dzieci w skateparku (oczywiście bez maseczek)
  • Dzieci biegające gromadnie po trawnikach (oczywiście bez maseczek)
  • Młodzież siedząca na ławkach i spacerująca przez park grupami, oczywiście bez masek, zwykle z browarami w rękach

Absolutnym hitem ostatnich dni jest też zachowanie policji i straży miejskiej, przynajmniej w moim mieście. W ubiegłych tygodniach, gdy parki były zamknięte, służby wykazywały się godną podziwu gorliwością. Osobiście zostałem dwukrotnie zatrzymany z pytaniem, gdzie idę z psem i dlaczego. Wszystko odbywało się kulturalnie, grzecznie, bez nacisków, ale odpowiedzialnie. Policja pilnowała, żebyśmy przestrzegali obostrzeń. Radiowozy jeździły po mieście i prosiły, byśmy zostali w domach.

Dziś widziałem, jak patrol tej samej policji przejechał przez park, kompletnie ignorując ludzi otwarcie łamiących podstawowe zalecenia. Identyczną scenę, tyle że ze strażą miejską w roli głównej, widziałem dzień wcześniej. Z Polski docierają sygnały, iż Policja zachowuje się bardzo rozsądnie i zamiast wlepiać mandaty na prawo i lewo, napomina, a nawet rozdaje maseczki. W moim mieście nawet takiego polubownego traktowania nie widać.

A przejazd patrolu i jego należyta reakcja przydałaby się młodzieży, która zachowuje się szczególnie nieodpowiedzialnie.

Na spacery z psem chodzę w stroju, który z daleka łatwo pomylić ze strojem noszonym przez żandarmerię wojskową. Mam też przy boku sporego psa, na dłoniach rękawiczki, na twarzy maskę. Z daleka można pomyśleć, że idzie przedstawiciel służb z psim patrolem. A przynajmniej tak musi myśleć młodzież, bo tylko dziś aż trzykrotnie (sic!) widziałem tę samą reakcję grupki młodzieży – najpierw niepewność, potem stopniowe rozpraszanie się grupki, na końcu ulga i wyjmowane zza pleców butelki piwa, gdy okazywało się, że to jednak nie policja.

Młodzież doskonale wie, że źle robi. Że nie powinno ich być w parku, że to, co robią, nie jest wskazane. Robią to jednak z przekory i z nudów.

Tego samego niestety nie można powiedzieć o rodzicach i ludziach starszych, którzy są – wybaczcie mi – za starzy na zasłanianie się nudą, a choćby z racji wieku powinni prezentować swoją postawą adekwatny poziom intelektualny. Niestety tego nie robią. Widziałem mamusie siedzące sobie w grupce (bez masek), patrzące jak ich pociechy biegają (bez masek) po trawniku. Widziałem tatusiów w parku dla BMX-ów, patrzących na swoich młodych synów jeżdżących na rowerach (bez masek).

O ile mi wiadomo, od poniedziałku nic się nie zmieniło. Dzieci nadal przenoszą koronawirusa, nadal mogą zachorować na COVID-19 i nadal mogą koronawirusem zarażać innych.

Moje miasto nie jest zresztą wyjątkiem. Z całej polski docierają podobne sygnały. To zdjęcie na przykład zrobił dwa dni temu Piotr Maciążek, obok warszawskiej knajpy przy ulicy Puławskiej. Niewiele ma ten obrazek wspólnego z #zostanwdomu czy choćby podstawami zachowania społecznego dystansu:

Fot: Piotr Maciążek

Zamknięcie w domach dało nam czas. Teraz w kilka dni możemy zaprzepaścić wszystkie starania ostatniego miesiąca.

Status na 23 kwietnia 2020 r. w Polsce to 10169 osób chorych na COVID-19, 426 zmarłych, 1513 osób wyleczonych. 98 tys. Polaków jest objętych kwarantanną, a ponad 3,5 tys osób jest hospitalizowanych.

Dużo? Tak. Ale na tle innych krajów, m.in. Włoch, gdzie sytuacja jest dramatyczna (183 tys. zakażonych, 24648 zgonów) wypadamy całkiem nieźle. I w ogromnej mierze jest to zasługa tego, że większość Polaków ma IQ wyższe niż 75.

Większość Polaków zachowuje się odpowiedzialnie w czasie tego kryzysu. Gdzie nie spojrzeć, widać ludzi w maskach. Widać ludzi zachowujących odstępy w sklepach. Nawet większość Katolików dała swojej ortodoksji na wstrzymanie i zadowala się duchową komunią, oraz mszą świętą w telewizji.

Nawet w parkach i lasach większość ludzi zachowuje się odpowiedzialnie. Zachowuje należyty odstęp, matki chodzą na spacery tylko ze swoimi dziećmi, ojcowie bawią się z synami w oddaleniu od innych. Przez większość czasu jest dobrze.

Tylko te wszystkie działania ludzi odpowiedzialnych są jak krew w piach, gdy tuż obok gromadzi się banda inteligentnych inaczej, która już zdążyła zapomnieć, że ograniczenia dot. wychodzenia z domu i nakaz zakrywania twarzy nie służy opresji obywateli, lecz temu, żebyśmy przetrzymali pandemię COVID-19 i ponieśli z jej tytułu jak najmniejsze straty w ludziach.

Bo straty gospodarcze w Polsce już dziś są ogromne. Dziesiątki tysięcy działalności gospodarczych zawieszono. Branża turystyczna w zasadzie zamarła, a na mapie branży gastronomicznej po kryzysie ubędzie wielu punktów, bo restauracje i lokale nie są w stanie się utrzymać wyłącznie z zamówień na dowóz.

I trudno nie być oburzonym, gdy biznesy padają jak muchy, a tymczasem nadal są ludzie – we wcale niemałej liczbie! – którzy wszelkie obostrzenia i zalecenia mają za nic.

Przez koronawirusa nie pojedziemy w tym roku na majówkę za granicę.

Jak tak dalej pójdzie, zagranica przyjdzie jednak do nas.

Jeśli za tydzień rząd uzna, że konieczne jest ponowne zamknięcie parków, a liczba zakażeń wystrzeli – to właśnie przez tę garstkę ludzi z IQ 75, która uznała, że otwarcie parków oznacza koniec epidemii i zwolnienie z odpowiedzialności społecznej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst