Koronawirus  / Artykuł

Szwedzi nie zostali w domu. Ich plan na walkę z pandemią COVID-19 może nie wypalić

Szwecja zastosowała najbardziej liberalny model walki z pandemią koronawirusa w Europie. Szwedzi nie zostali w domu, przedszkola, szkoły i uczelnie wyższe funkcjonują tam normalnie, przez co liczba zgonów spowodowanych zachorowaniami na koronawirusa przekroczyła już 1000.

Prawie 12 tys. zarażonych i ponad 1,2 tys. zgonów spowodowanych koronawirusem. To aktualne dane ze Szwecji, które w porównaniu do statystyk z Norwegii (6740/145) i Finlandii (3237/72) wyglądają dość niepokojąco.

A przynajmniej na tyle niepokojąco, że coraz większa liczba szwedzkich naukowców apeluje do rządu, aby ten wprowadził większe obostrzenia w związku z panującą pandemią.

Mowa tu konkretnie o apelu 22 naukowców, który został opublikowany w gazecie Dagens-Nyheter:

- Gdy urzędnikom brakuje talentu do przewidywania, czy ograniczenia epidemii, to wybrani w demokratycznych wyborach politycy powinni interweniować przy pomocy szybkich i radykalnych środków - możemy przeczytać w apelu.

Eksperci apelują, aby szwedzki rząd czym prędzej zmienił liberalną strategię udzielania obywatelom dobrych rad i zamiast tego zaczął wprowadzać twardo egzekwowane zakazy. Chodzi tu m.in. o zamknięcie szkół i uczelni wyższych i ograniczenie swobód obywatelskich dotyczących przemieszczania się.

Krytycy aktualnej strategii rządowej wytykają również Urzędowi Zdrowia Publicznego, że ten już kilka razy stwierdzał, że rozprzestrzenianie się wirusa w Szwecji ustabilizowało się czy wręcz zmniejszyło, co okazało się nieprawdą.

Rząd Szwecji twierdzi, że obecna strategia działa

Co prawda rządzący zreflektowali się już w kilku kwestiach: od 30 marca w Szwecji obowiązuje zakaz zgromadzeń większych niż 50 osób, a 1 kwietnia wprowadzono zakaz odwiedzin w domach opieki dla osób starszych.

Anders Tegnell z Urzędu Zdrowia Publicznego, uważany za głównego autora aktualnej strategii Szwedów tłumaczy, że wysoka liczba zgonów spowodowana jest bezpośrednio rozprzestrzenianiem się koronawirusa w domach opieki dla osób starszych. Stąd też niekorzystne statystyki dla Szwecji.

- Wśród chorych odnotowujemy nadreprezentację osób urodzonych w Somalii, Iraku oraz Syrii, co wymaga dalszej analizy. Natomiast rozprzestrzenianie się koronawirusa w domach opieki dla osób starszych jest bezpośrednim powodem wyższej liczby zgonów niż w krajach sąsiednich - mówi Tegnell.

Urzędnik zauważa też, że w Belgii, której władze wprowadziły restrykcje proponowane w apelu opublikowanym w Dagens-Nyheter, statystyki dotyczące zgonów wśród osób starszych wyglądają bardzo podobnie do danych ze Szwecji.

Kto ma rację?

Wiarygodnej i dobrze uargumentowanej odpowiedzi na to pytanie będzie można udzielić zapewne po tym, jak pandemia się skończy. Obecnie bowiem mamy do czynienia z sytuacją rozwojową, przez co państwa zamiast tworzyć długotrwałe strategie, zdają się po prostu reagować najlepiej jak potrafią na zmiany w tempie rozprzestrzeniania się wirusa.

Niewykluczone na przykład, że kraje w których obecnie wprowadzono bardzo szerokie restrykcje dotyczące wielu stref życia obywateli będą musiały z nich zrezygnować zanim naukowcy opracują skuteczną szczepionkę. Wtedy te spłaszczone krzywe zachorowań wystrzelą w górę i Szwecja bardzo szybko wyrówna statystyki ze swoimi sąsiadami.

Istnieje też możiwość, że do czasu uchylenia przepisów dotyczących dystansowania się i kwarantanny, świat nauki stworzy skuteczną terapię na bazie istniejących już leków.

Na razie jednak obie opcje można uznać za tak samo ryzykowne, tylko z dwóch różnych powodów: Szwecja ryzykuje życiem swoich obywateli, żeby utrzymać w miarę normalny poziom swoich wskaźników gospodarczych. Reszta europejskich krajów ryzykuje gospodarką, w trosce o życie swoich obywateli. Która opcja okaże się lepsza z perspektywy po zakończeniu pandemii? Szwedzi twierdzą, że ich…

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst