Koronawirus / Artykuł

Na COVID-19 zmarło więcej osób niż podają statystyki i nie jest to spisek rządów

118 interakcji
dołącz do dyskusji

O tym, że z powodu koronawirusa umarło więcej osób, niż podaje się to w oficjalnych statystykach, mówi coraz więcej ekspertów. Dane zebrane z 7 krajów i 3 miast potwierdzają tę teorię.

Na początku należy jednak zaznaczyć, że nie jest to żaden rządowy spisek. Chodzi tu raczej o niedokładność statystyk, sposób, w jaki ewidencjonowane są poszczególne przypadki śmierci oraz niewystarczającą liczbę wykonywanych testów na obecność koronawirusa.

Liczba zgonów spowodowanych COVID-19 jest wyższa niż w oficjalnych statystykach.

Dlatego też w przypadku wielu zgonów podawane do oficjalnych statystyk przyczyny nie uwzględniają COVID-19. Nie oznacza to jednak, że nie możemy nieco dokładniej oszacować wpływu obecnej pandemii na wzrost śmiertelności. Jin Wu i Allison McCann wymyślili na przykład, że porównają aktualną liczbę zgonów w poszczególnych państwach ze średnią historyczną.

Ta metoda oczywiście również nie gwarantuje 100 proc. dokładności, ale pozwala na dokładniejsze oszacowanie liczby zgonów spowodowanych pandemią. Cały mechanizm działa następująco: bierzemy aktualną liczbę zgonów, odejmujemy od niej średnią historyczną oraz liczbę potwierdzonych przypadków śmierci spowodowanej bezpośrednio przez COVID-19.

Otrzymany wynik to nadwyżka zgonów względem historycznej średniej, za którą w dużej mierze mogą odpowiadać nieudokumentowane przypadki zarażenia się koronawirusem.

Dane te wyglądają następująco:

Źródło

Co można wywnioskować z powyższego zestawienia? Przyjrzyjmy się statystykom dotyczącym Nowego Jorku, według których w okresie od 11 marca do 18 kwietnia zarejestrowano o 298 proc. więcej zgonów, niż wynika z historycznej średniej dla tego okresu. Różnica wynosi 17 200, z czego 13 240 to potwierdzone zgony spowodowane COVID-19, zostaje zatem 3960 nadmiarowych śmierci, za które w jakimś procencie na pewno odpowiada ta sama choroba.

Jakim? To oczywiście najważniejsze pytanie, na które nie da się udzielić dokładnej odpowiedzi, bazując na powyższych liczbach. Możemy tylko zakładać, że spory procent z tej nadmiarowej liczby zgonów to nieudokumentowane przypadki zachorowań na COVID-19. Wątpię jednak, żeby wśród prawie 4000 nadmiarowych zgonów nie było przypadków całkowicie bez powiązań z koronawirusem.

Pamiętajmy chociażby, że w miejscach objętych pandemią, ludzie cierpiący na choroby przewlekłe mają utrudniony dostęp do szpitali, co w ekstremalnych przypadkach może oznaczać zbyt długie przerwy w leczeniu lub przyjmowaniu niezbędnych do życia leków.

Przyjrzyjmy się też Szwecji… i Polsce.

Która jako jedyny kraj może pochwalić się brakiem nadmiarowych zgonów, które nie są powiązane z COVID-19 i tylko 12-proc. wzrostem umieralności względem historycznej średniej. Oznacza to, że Szwedzi, pomimo ostrej krytyki w stosunku do swojej strategii zachowania się w czasie pandemii, mogą poszczycić się bardzo wysoką wykrywalnością wirusa oraz niezbyt dużym wzrostem samej umieralności.

Jeśli chodzi zaś o Polskę, to muszę was niestety rozczarować, ale dane dostępne na stronie Głównego Urzędu Statystycznego, które dotyczą zgonów w naszym kraju, kończą się na 2018 r. przez co takie porównanie dla naszego kraju jest niestety niemożliwe.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst