Koronawirus  / Artykuł

Trwa dyskusja, czy kamery termowizyjne w sklepach w Polsce mają mierzyć klientom temperaturę

130 interakcji
dołącz do dyskusji

Każda osoba wchodząca do galerii handlowej ma mierzoną temperaturę. Zdalnie, bo wystarczy monitoring z kamerą termowizyjną. Czy takie rozwiązanie jest w Polsce realne?

Już 4 maja zostaną otwarte galerie handlowe, które ściągną tłumy ludzi. Choć będą obowiązywały restrykcje co do liczby klientów w danym sklepie (jedna osoba na 15 m kw.), to trudno będzie je egzekwować. Co w przypadku, gdy chętnych na zakupy będzie więcej, niż dopuszcza powierzchnia sklepu? Czekanie w kolejce przed sklepem narazi klientów na niebezpieczeństwo. Do tego dochodzi problem z liczeniem klientów, kiedy sklepy mają wiele wejść i bywają rozłożone na kilka pięter.

To sprawia, że w galeriach handlowych ryzyko zarażenia wirusem będzie dużo wyższe niż na ulicy, czy w parku.

Żeby zmniejszyć ryzyko, rząd miał prowadzić rozmowy z branżą handlową na temat wdrożenia kamer termowizyjnych w galeriach handlowych.

Mierzenie temperatury jest najprostszą i jednocześnie najskuteczniejszą metodą oceny zdrowia.

Gorączka jest podstawowym objawem COVID–19. Mierzenie temperatury ręcznymi termometrami u każdej osoby wchodzącej na teren galerii handlowej jest raczej nierealne. Ponownie, prowadziłoby to do tworzenia się kolejek przed wejściem i blokowałoby ruch, np. przy wejściach z parkingów. Nie jest to ani wygodne, ani bezpieczne.

Stąd powraca pomysł, by wykorzystać kamery termowizyjne.

Kamera termowizyjna z powodzeniem może być wykorzystywana do mierzenia temperatury ciała. Nowoczesne kamery działają z dokładnością do 0,5 st. przy operowaniu na temperaturach w okolicy 37 st. Celsjusza, a pomiar odbywa się w ciągu niespełna sekundy.

Zakres temperatur w typowym scenariuszu z powodzeniem wystarcza do wiarygodnego wskazań temperatury ciała, ale nic ma w tym nic dziwnego, bo różnica między temperaturą pokojową a temperaturą skóry to kilkanaście stopni. Kamera rejestruje i sprawdza temperaturę wszystkich elementów, które znajdą się w kadrze.

Przy odpowiedniej kalibracji taki system jest bardzo skuteczny. Można dostosować skalę, by działała w zakresie temperatur ludzkiego ciała, czyli ok. 35 - 42 stopni, co przełoży się na świetną widoczność osób z podwyższoną temperaturą, z jednoczesnym wyeliminowaniem nietypowych sytuacji zaburzających odczyt, np. picia gorącego napoju, czy jedzenia zimnych lodów w czasie pomiaru.

Liderem branży termowizyjnej jest firma Flir założona a 1987 r. Producent tworzy kamery termowizyjne na potrzeby wielu branż, w tym m.in. budownictwa, transportu, czy służb bezpieczeństwa.

Flir szybko dostosował ofertę do czasów pandemii, a obecnie na swojej stronie promuje rozwiązania nastawione na walkę z COVID–19. Są to systemy kamer przemysłowych ze specjalnym oprogramowaniem, które jest w stanie automatycznie wyłapywać z tłumu osoby o podwyższonej temperaturze.

W teorii - rewelacja. W praktyce, wszystko sprowadza się do ceny.

Najtańsza przemysłowa kamera Flir do ciągłego, szerokokątnego monitorowania przestrzeni w podczerwieni kosztuje 65 tys. zł. Mimo to jest to rozwiązanie dysponujące rozdzielczością… 640 x 480 pikseli, przy czym sensor podczerwony działa z jeszcze mniejszą rozdzielczością wynoszącą 320 x 240 punktów.

Każda galeria handlowa jest wyposażona w kilka lub kilkanaście wejść, co generowałoby dla galerii milionowe koszty po uwzględnieniu ludzi potrzebnych do obsługi systemu. Do tego trzeba się liczyć z samą dostępnością kamer, bowiem przy poziomie ok. 500 czynnych galerii handlowych w Polsce, potrzeba byłoby kilku tysięcy urządzeń obsługiwanych przez kilkukrotnie więcej ludzi.

Termowizyjny pomiar temperatury jest stosowany na świecie, ale głównie na lotniskach.

Termowizyjny, ciągły pomiar temperatury został rozpowszechniony na lotniskach w 2003 r. i pomagał wówczas w walce z SARS. Kamery termowizyjne trafiły też do magazynów Amazona, będąc kolejnym systemem do monitorowania pracowników. Z kamer termowizyjnych korzysta też straż graniczna praktycznie na całym świecie. Dzięki temu można monitorować przemyt ludzi.

Podobne systemy w przypadku galerii handlowych byłyby świetnym rozwiązaniem, ale w praktyce nie da się go wprowadzić z uwagi na koszty i ogromną liczbę potrzebnych kamer. Na niekorzyść systemu przemawia też fakt, że w pierwszym etapie zakażenia nie da się stwierdzić objawów i nie występuje też gorączka, więc system - mimo ogromnych kosztów - nie byłby w pełni efektywny.

Tym samym w galeriach handlowych musimy kierować się własnym rozsądkiem i samokontrolą. Jeśli sami nie będziemy stosować się do zaleceń, nikt nie zrobi tego za nas.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst