Social media  / Felieton

Nie ufam znajomym na Facebooku. W ten sposób bronię się przed fake newsami w czasie pandemii

W czasie pandemii koronawirusa mamy więcej czasu na przewijanie Facebooka i innych mediów społecznościowych. Jesteśmy też bardziej niż zwykle podatni na fałszywe informacje.

Mam wśród znajomych osoby, które od wczesnego rana do późnej nocy udostępniają - ich zdaniem - ważne informacje dotyczące epidemii. Przeplatają je mało śmiesznymi memami.

Mechanizm jest zazwyczaj podobny: udostępniający zna lub kojarzy osobę, która wcześniej opublikowała dany post, a pierwszy raz na oczy widzi użytkownika, który jest „źródłem” fałszywej informacji. Ufając znajomemu uznaje, że ten nie udostępniłby fake newsa. Na kolejnym poziomie następna osoba zna kogoś, kto udostępnił informację...

I tak dalej, i tak dalej.

Facebook stoi fake newsami, ale w czasie pandemii koronawirusa zjawisko się nasiliło.

Kilka razy dziennie widuję przeinaczenia czy nadinterpretacje. Coraz częściej jednak w moich aktualnościach pojawiają się całkowicie fałszywe informacje.

Za przykład niech posłuży fake news o muralu przedstawiającym Jarosława Kaczyńskiego trzymającego balonik przypominający koronawirusa.

Mural na jednej z kamienic w Bydgoszczy, pojawił się w ciągu nocy. Skrzyżowanie Pięknej i Jaskółczej. Brawo Bydgoszcz! - można było przeczytać.

Tymczasem mural, owszem, powstał, ale na komputerze osoby władającej umiejętnością obsługi oprogramowania graficznego.

Zanim wiadomość została oznaczona przez Facebooka jako fałszywa, zobaczyły ją rzesze ludzi.

Ci, którym wkleiłem w komentarzu link do artykułu demaskującego fake newsa, bardzo często nie zauważyli nawet, że udostępniają nieprawdziwą informacje. Byli zbyt zajęci szerowaniem kolejnych treści.

Fałszywe informacje udostępniają nawet ludzie zawodowo związani z mediami.

Mam wśród znajomych osobę, która nie tylko od dekad związana jest z mediami, ale kierowała projektami internetowymi. Doceniam fakt, że na co dzień stara się walczyć z fake newsami, wskazując dezinformację na profilach znajomych. Niestety również na jej profilu kilkakrotnie widziałem fake newsy.

Piszę o tym bez personaliów i nie po to, by wytykać kogokolwiek palcami. Ten przykład pokazuje bowiem, z jak podstępnym wrogiem mamy do czynienia skoro w sidła dezinformacji wpadają nawet zawodowcy.

Nie jesteśmy nieomylni, dlatego uważajmy.

Każdemu może się zdarzyć pomyłka. Zwłaszcza w tym trudnym czasie i realiach, w których przepisy i rozporządzenia bywają niejasne. Przykładem może być pewna nadinterpretacja rozporządzenia dotyczącego zakrywania ust i twarzy, które weszło w życie od 16 kwietnia. Częstym błędem było utożsamianie go z nakazem noszenia maseczek. Takie błędy pojawiają się i będą się pojawiać, a rząd nie ułatwia zadania dziennikarzom, podając czasem sprzeczne informacje. Przykładowo odpowiedź na pytanie dotyczące biegania, opublikowana na stronie Ministerstwa Zdrowia, zmieniała się kilkakrotnie.

Czym innym jest jednak błąd, a czym innym fake news, czyli informacja, która  powstała po to, by celowo wprowadzić w błąd odbiorców. Właśnie na tego typu dezinformację jesteśmy narażeni najbardziej.

Moja metoda walki z fake newsami jest prosta, choć wymaga samodyscypliny: unikam udostępniania treści ze źródeł, których nie znam. Nie ulegam iluzji polegającej na tym, że wcześniej wiadomość udostępniła osoba, którą znam.

W tym trudnym czasie sam mam problem z weryfikacją prawdziwości informacji, choć w branży pracuję grubo ponad dekadę. Tym bardziej staram się być ostrożnym. Polecam tę metodę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst