Koronawirus  / News

Wprowadzono stan zagrożenia epidemicznego. W galeriach handlowych otwarte tylko apteki i sklepy spożywcze

469 interakcji
dołącz do dyskusji

Polska przywraca granice i nie będzie wpuszczać do kraju cudzoziemców. Ograniczone zostanie też działanie galerii handlowych i restauracji, ale sklepy pozostaną otwarte.

Odbyła się właśnie konferencja prasowa premiera Mateusza Morawieckiego, który wyjaśnił, jakie dalsze kroki podejmie nasz kraj w obliczu pandemii koronawirusa Sars-Cov-2 wywołującego chorobę COVID-19. Wprowadzony został właśnie stan zagrożenia epidemicznego.

Polska uszczelnia granice przez koronawirusa

Nasz kraj chce ograniczyć liczbę nowych przypadków zarażeń koronawirusem. W tym celu przywrócone zostają kontrole na wszystkich granicach, w tym tych w ramach Unii Europejskiej. Z początku na 10 dni, z możliwością przedłużenia o kolejne 2 tygodnie i o kolejny miesiąc, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Rząd zdecydował przy tym, że przez ten czas cudzoziemcy nie będą wpuszczani do naszego kraju w ogóle. Z kolei Polacy, którzy wracają do Polski, będą teraz poddawani obowiązkowej 14-dniowej kwarantannie. Mimo to przepływ towarów z innych państw nadal będzie możliwy.

Aby wirus się nie rozprzestrzeniał, zawieszone zostają też zagraniczne połączenia lotnicze i kolejowe.

Od niedzieli nie będą realizowane loty oraz przejazdy koleją poza granice Polski. Ruch wewnątrzkrajowy będzie realizowany normalnie, ale ograniczony zostanie ruch samochodowy na granicach. Będzie znacznie bardziej kontrolowany.

Ograniczona zostanie również działalność galerii handlowych. Sklepy, drogerie, pralnie i banki będą otwarte, ale w całym kraju zamknięte zostaną, i to już w nocy z piątku na sobotę, restauracje, puby i inne knajpy. Będą mogły jednak dalej dowozić jedzenie.

Zgromadzenia publicznie nie mogą zaś przekroczyć 50 osób.

Dotyczy to także mszy świętych. Aby uniknąć niepotrzebnych infekcji, które mogłyby mieć miejsce podczas nabożeństw, obrządki religijne będą teraz transmitowane w telewizji.

Premier podkreśla, że to wszystko nie były decyzje spontaniczne i emocjonalne, tylko strategiczne. Podjęte kroki konsultowano z ekspertami, by Polacy, podobnie jak Czesi i Słowacy, byli w czołówce państw europejskich podejmujących takie decyzje, by nie dopuścić do zwiększenia się liczby infekcji tak jak to miało miejsce we Włoszech, Hiszpanii i Niemczech.

Mateusz Morawiecki zaznaczył, że na razie nie mamy tylu przypadków zachorowań co nasi zachodni sąsiedzi i jest szansa, że uda się utrzymać ich liczbę na niskim poziomie. To właśnie w tym celu wprowadzane są obostrzenia tego typu. Premier zauważył przy tym, że w naszym demokratycznym państwie nie da się stosować takich metod jak w niektórych krajach azjatyckich.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst