Koronawirus / Artykuł

Koronawirus w Polsce się rozpędza. Ministerstwo zapowiada „pozytywne efekty restrykcji” już za 10 dni

156 osób zarażonych koronawirusem, 3 przypadki śmiertelne, ponad 10 tys. objętych kwarantanną i ok. 30 tys. objętych rządowym nadzorem – tak w liczbach przedstawia się epidemia koronawirusa w Polsce.

Liczby te mogą wyglądać przerażająco, jednak biorąc pod uwagę globalne tempo, z jakim rośnie liczba zarażeń koronawirusem, Polska sytuacja nie wygląda wcale tak źle. Ministerstwo zdrowia od samego początku prognozowało taki rozwój wypadków, więc nie można mówić, że jest on dla naszej władzy zaskoczeniem.

— Postawa Polaków jest budująca, jesteśmy zdyscyplinowani – mówi minister zdrowia Łukasz Szumowski

Rzeczywiście, wielu z nas wzięło sobie do serca rządowe zalecenia i stara się ograniczać swoje z domu do minimum. Plan ten, choć prosty do wykonania, jest jednym z najlepszych pomysłów, jeśli chodzi o spowolnienie tempa rozprzestrzeniania się wirusa.

Na to zresztą liczy minister zdrowia, według którego pierwsze pozytywne skutki wprowadzonych restrykcji zobaczymy za ok. 10 dni. Głównie chodzi tu o spowolnienie tempa rozprzestrzeniania się wirusa.

Koronawirus zostanie z nami na dłużej

Immunolodzy z całego świata prognozują, że koronawirus SARS-CoV-2 raczej nie przestraszy się wyższych temperatur, które nadejdą w lecie. Oznacza to, że pandemia koronawirusa może potrwać aż do przyszłego roku i – według najbardziej pesymistycznych prognoz – zarazić ok. 80 proc. całej populacji.

Profesor Chris Whitty, który w sprawach medycznych doradza brytyjskiemu rządowi, twierdzi, że spośród tych 80 proc. zarażonych, nawet 15 proc. (blisko 8 mln ludzi) może wymagać hospitalizacji.

Jeśli rządy poprzez swoje działania nie rozłożą tej prognozowanej hospitalizacji w czasie, nagły napływ tak ogromnej liczby chorych sparaliżuje służbę zdrowia w dowolnym państwie – warto o tym pamiętać i na razie nie wychodzić zbyt często z domu.

Whitty uważa, że mniej więcej w czerwcu liczba nowych przypadków zarażeń na koronawirusa spadnie drastycznie i przestanie być już jakikolwiek zmartwieniem (co nie oznacza, że nikt nie będzie na niego chorował).

Ten stan rzeczy utrzyma się mniej więcej do października albo listopada, kiedy to SARS-CoV-2 powróci, tak jak robią to tradycyjne i sezonowe epidemie grypy. Tyle, że pod koniec roku nasze systemy immunologiczne będą już o wiele lepiej przygotowane na nowy typ zagrożenia. Niewykluczone też, że do tego czasu pojawi się już skuteczna szczepionka. Na razie jednak nie wychodźcie z domu, jeśli na prawdę nie musicie tego robić.

Przypominam też, że wszystkie trzy przypadki śmiertelne w naszym kraju dotyczyły osób z grupy największego ryzyka, które cierpiały na choroby przewlekłe. Panika jest więc niewskazana.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst