Koronawirus  / Felieton

Koronawirus uderzył w polskich operatorów. Liczby pokazują, że sieć jest oblegana

234 interakcji
dołącz do dyskusji

Po apelu ze strony Komisji Europejskiej czołowi usługodawcy VOD zaczęli obniżać jakość swoich usług, by odciążyć europejską infrastrukturę internetową. Oburzonym tym obrotem spraw chciałbym wskazać kilka danych.

Z uwagi na epidemię koronawirusa codzienność wielu z nas znacząco się zmieniła. Tam gdzie to możliwe firmy nakazują swoim pracownikom pracę z domu. Nieczynne są szkoły i uczelnie. I ogólnie jesteśmy zniechęcani do wychodzenia z domu w miejsca, gdzie narażeni jesteśmy na częsty kontakt z wieloma osobami.

To oznacza, że dużo intensywniej korzystamy z internetu. Zamiast polegać na biurowym intranecie, łączymy się ze zdalnym pulpitem naszego służbowego komputera z domu. Rozmowy przy planowaniu zadań zamiast przy stole odbywają się przez wideokonferencje. Wysyłamy dużo więcej danych przez maila i chmurę. Ale również częściej streamujemy programy, filmy i seriale, więcej też gramy online.

Czy to wpływa na obciążenie sieci w jakiś znaczący sposób?

Czy faktycznie ogólnopolski #HomeOffice w istotny sposób wpływa na obciążenie infrastruktury sieciowej? Sprawdziliśmy u wiodących operatorów telefonii komórkowych w Polsce.

Poprosiliśmy czterech wiodących operatorów sieci komórkowych w Polsce o dane dotyczące zwiększenia obciążenia ich infrastruktury w ostatnich dniach. Nie są to małe wartości.

W przypadku sieci T-Mobile w dniach 16-17 marca liczba połączeń głosowych była wyższa o około 40 proc. niż na początku marca. Największe wzrosty sieć obserwuje w godzinach 9:00-15:00, z nowym dobowym szczytem liczby połączeń w godzinach 10:00-11:00. Rośnie nie tylko liczba połączeń, ale również średni czas połączeń. W porównaniu do sytuacji sprzed 2 tygodni średni czas połączenia w dni powszednie wzrósł o około 25 proc. i aż o 60 proc. w weekend.

Sieć obserwuje dalszy wzrost zapotrzebowania na usługi transmisji danych w porównaniu do końcówki poprzedniego tygodnia. W poniedziałek i wtorek klienci przesłali o około 25 proc. danych więcej niż porównywalnym okresie na początku marca. Największe wzrosty widoczne są w godzinach 8:00-14:00. Niezmienione pozostały godziny szczytu korzystania z usług transmisji danych, które przypadają na godziny późno popołudniowe i wieczorne.

Orange podzielił się mniej szczegółowymi danymi, ale wystarczającymi do wyciągnięcia wniosków w kontekście naszego zagadnienia. Ruch u tego operatora wzrósł o 30 proc. w przypadku ruchu internetowego i 50 proc. jeśli chodzi o połączenia głosowe.

Plus, jak informuje, odnotowuje rozszerzone godziny szczytu. Według najnowszych danych ruch głosowy wzrósł o 50-70 proc. – jest więcej połączeń i są dłuższe. Z kolei ruch internetowy w tygodniu roboczym wzrósł o 25 proc., ale rozkłada się na cały dzień – wcześniej godziny szczytu były wieczorem.

Play na razie zaoferował nam dane z zeszłego tygodnia z obietnicą nadesłania aktualnych. Uaktualnimy ten tekst, gdy dotrą. Na razie jednak fioletowy operator i tak informuje o 30-procentowym wzroście ruchu głosowego i 40-procentowym ruchu internetowego – choć ten ostatni głównie w ciągu dnia, wieczorem wyrównując się do typowego poziomu.

Warto też mieć na uwadze, że wielkomiejska populacja bardzo często w domach korzysta z usługi tak zwanego stałego łącza od jednego z bardzo licznych na rynku operatorów telewizji kablowej. Podane wyżej ogromne wzrosty ruchu sieciowego u operatorów komórkowych – choć część również świadczy usługi stałego łącza – to prawdopodobnie i tak nic w porównaniu z kryzysem, z jakim teraz walczą operatorzy kablówek. Na razie dość skutecznie, ale ogólnopolskie spadki w prędkości łącz są już faktem i zostały zmierzone.

To ogromne wzrosty konsumpcji ruchu sieciowego. Ale czy aby na pewno jakiś malutki Netflix czy YouTube mają na niego wpływ?

Komisja Europejska zwróciła się do wiodących usługodawców VOD, by ci ograniczyli świadczenie swoich usług celem odciążenia europejskiej infrastruktury sieciowej. Na apel odpowiedzieli już Netflix oraz należący do Google’a YouTube. Usługi te zmniejszą przepływność swoich strumieni wideo. Oznacza to, że co prawda nadal będą strumieniowane w rozdzielczości tej co zwykle, ale zostaną poddane wyższej kompresji – co oznacza dla widza częstsze występowanie artefaktów obrazu, takich jak na przykład bloki jednobarwnych pikseli. Dźwięk również będzie wydawał się bardziej płaski, a kolory mniej dokładne.

Z bezgranicznym zdumieniem czytałem komentarze pod naszymi tekstami oraz w mediach społecznościowych. Odbiorcy tych usług są oburzeni, chcą zwrotów pieniędzy, uważają, że to skandal. Rzecz jasna nie wszyscy, a tylko pewna głośna grupka – jednak i tak zupełnie nie rozumiem tej reakcji.

Niestety nie było możliwe uzyskanie na szybko aktualnych danych dotyczących wpływu mediów strumieniowanych na ruch sieciowy w naszym kraju. Myślę jednak, że ogólnoświatowy pomiar z ubiegłego roku wystarczy – tu cytowany przez Variety. 12,8 proc. całego światowego ruchu internetowego stanowią wideo strumieniowane. Dodatkowo, kolejne (sic!) 12,6 proc. pochłania sam Netflix.

Naprawdę, internet jest teraz potrzebny do ważniejszych celów niż precyzyjne efekty HDR w serialach.

Prawdopodobnie warto będzie mieć z tyłu głowy fakt, że niektórzy usługodawcy – w tym Netflix – życzą sobie wyższego abonamentu za wyższą jakość wideo. Być może po kryzysie powinniśmy faktycznie być małostkowi i interesować się tematem rekompensaty – może jakiś miesiąc za darmo, czy coś? Na razie jednak sieć musi – podkreślam, musi – być odciążona, by firmy mogły pracować dalej bez przeszkód. W szczególności te pracujące nad przyspieszeniem prac nad eliminacją koronawirusa.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst