Koronawirus  / Felieton

Zostań w domu – przypomina o tym już nawet twoje WiFi

Zewsząd słyszymy zachętę do pozostania w domu. Dobrowolne zamknięcie się w czterech ścianach jest kluczowe w obecnej sytuacji.

Książki, gry, seriale, filmy, dodatkowe pakiety internetu, a wszystko po to, żeby utrzymać nas w jednym miejscu trochę dłużej. Duża część akcji spod znaku zostań w domu, mogłaby się nazywać – skorzystaj z naszego nowego okresu próbnego lub okazjonalnych zniżek. Nie zrozumcie mnie źle, to zwykle świetne oferty, z których sama chętnie korzystam (polecam „Wiek niewinności” w formie audiobooka na Empik GO), ale bywają też jednak nieco bardziej kreatywne sposoby nawoływania nas do pozostania we własnych czterech ścianach i oddania się nieco bardziej aktywnym rozrywkom.

Zostań w domu – przypomina o tym już nawet twoje WiFi.

Wielu użytkowników sieci bezprzewodowych na własną rękę zmieniło SSID, czyli identyfikator sieci na taki, który przypomina o tym, że pozostanie w domu to najlepsza możliwa rzecz, jaką możemy zrobić w czasie pandemii.

Użytkownicy telefonów w Polsce, Niemczech, Belgii, Nigerii i kilku innych państwach świata mogą zauważyć, że gdy wychodzą poza zasięg WiFi (lub gdy sami je wyłączą) na ich telefonach pojawi się obok ikonki obrazującej siłę sygnału sieci, apel #StayHome. Ot, drobne przypomnienie o tym, żeby wrócić z czterema literami na kanapę i nie ruszać się poza długość wirtualnej smyczy.

W ratowaniu świata poprzez spokojne siedzenie w domu próbuje nam wspierać Zenly. Aplikacji do dzielenia się lokalizacją ze znajomymi i rodziną, zgrywalizowała kwarantannę. Pojawia się w niej tablica liderów, na której śledzić możemy nasze zmagania z właśnie odkrytą duszą lokalnego podróżnika.

Punkty za przebywanie w domu liczą się zarówno za najwięcej czasu spędzonego w nim sumie, jak i za najdłuższy czas spędzony jednym ciągiem. To jak pikantna i zażarta będzie ta rywalizacja, zależy tylko od was i waszych znajomych, jeśli namówicie ich do ściągnięta tej aplikacji.

Masz dość, ja to rozumiem. Rzuć wszystko i jedź (palcem po mapie) w Bieszczady, do Radzionkowa albo choćby poleć na chwilę w kosmos.

Fakt, że nasz urlop wypadł w samym środku kwarantanny (historia prawdziwa autorki tekstu, kondolencje przyjmuję w komentarzach), nie musi nas jeszcze powstrzymywać od zwiedzania.

Namiot z koca można rozłożyć w środku pokoju, herbatę z kubka przelać do termosu, a na telefonie odpalić Google Maps i rozpocząć w nim polowanie na zaginione skarby (lub w wersji mroczniejszej rozwiązywanie starych zagadek kryminalnych). Nieważne, czy chcemy zrobić rundę po małych miasteczkach na Instagramie, na dłużej zatrzymując się w urokliwym Radzionkowie, czy mamy ochotę przenieść się o tysiące lat w czasie i zajrzeć w trójwymiarze do słynnej jaskini Chauveta z pomocą aplikacji Google Arts and Culture, czy może ciągnie nas w kosmos z Google Earth, możemy to wszystko zrobić, bez wychodzenia z domu.

Zmęczeni wyprawą, ale nadal złaknieni nowych doznań, możemy odwiedzić świątynie kultury. Dla złaknionych sztuki muzea mają ogromną ofertę filmów, wirtualnych wystaw czy spacerów online. Jeśli nigdy nie byliśmy w Muzeum Powstania Warszawskiego, w POLIN-ie lub jakimś cudem ominęła was klasowa wyprawa na Wawel, siadamy przed komputerami i cieszymy się nadrabianiem zaległości.

Nie musisz zaraz rezygnować z hobby, nawet jeśli to parkour.

Na pielęgnowanie niektórych hobby zawsze brakuje nam czasu. Gdy odpadły wreszcie codzienne dojazdy do pracy, a znajomi nie odrywają nas po raz kolejny od lektury, wreszcie możemy skończyć ostatnie 50 stron „Zbrodni i kary”, których doczytanie odkładaliśmy od matury. Skończywszy zaś, spojrzeć z satysfakcją na CV, w którym jako nasze zainteresowanie od zawsze widnieje czytanie (brzmi mądrze, choć średnio pochłaniamy pół strony rocznie), muzyka (lubimy każdą, byle to był polski hip hop) i szydełkowanie ubranek dla jamników (nie mamy co prawda jamnika ani szydełka, ale mamy za to wielkie plany i dużo chęci, a chcieć to jak wiadomo móc, więc pal licho brak sprzętu).

Ba, może w czasie kwarantanny odkryjemy wreszcie swoje prawdziwe pasje (najlepiej, żeby okazało się, że to szycie maseczek ochronnych dla lekarzy lub miłość do drukarek 3d), jeśli akurat jesteśmy znanymi pisarzami, napiszemy nową powieść, lub zaczniemy wreszcie ćwiczyć. Na Facebooku nie brakuje ofert ćwiczeń online od Krav Magi, przez fitness po jogę.

Jeśli zaś macie jeszcze jakieś wątpliwości, czy naprawdę dacie radę zostać w domu, zamiast spotkać się z Kaśką z bloku obok, bo plotking przez telefon to nie to samo, to przypominam – chcieć to móc.

Jeśli on może uprawiać w domu parkour, wy też znajdziecie sposób na kontynuowanie swojego hobby w zaciszu czterech ścian.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst