Foto  / News

Pusta Warszawa wygląda jak miasto widmo. Polak nagrywał wideo dronem w czasie epidemii

646 interakcji
dołącz do dyskusji

Pustki, śpiewające ptaki i krajobraz jak z filmu fantastyczno-naukowego, albo nawet gorzej - horroru. A to tylko nasza, (nie)zwykła Warszawa. I Damian Popławski, który przeleciał się nad nią swoim wysłużonym dronem.

Już od kilku dni widać, że polskie miasta się wyludniają. Bardzo ograniczony jest ruch samochodów, zmniejszono częstotliwość kursowania pojazdów komunikacji miejskiej, nie ma zbyt wielu pieszych. Polacy siedzą w domach i czekają na opanowanie sytuacji. Różnicę pomiędzy tym, jak wyglądają miast teraz, a chociażby tydzień temu, widać gołym okiem. A jeszcze lepiej można to dostrzec z perspektywy drona.

Do podobnego wniosku doszedł w niedzielny poranek Damian Popławski wraz z żoną Agnieszką. Efekt jest wyśmienity, a Warszawa wygląda na nim jak wyludnione, puste miasto. Całość jest utrzymana w klimacie wstępu do filmu fantastyczno-naukowego albo nawet horroru.

Film powstał niezwykle spontanicznie. Zaczęło się od kilku fotografii, które niejako przy okazji wykonałem w trakcie mojej piątkowej podróży pociągiem do Warszawy. Mocno wyludnione miejsca jak dworzec centralny, parking dla busów, które zwykle tętnią życiem, mocno mnie zaskoczyły - Damian Popławski.

Inspiracją do stworzenia filmy była żona twórcy, Agnieszka, która pierwsza głośno zastanawiała się jak wyglądać będzie Warszawa w niedzielę rano. Później wszytko poszło szybko. Poranna kawa i spontaniczna podróż autem do centrum miasta.

Film trwa zaledwie 2:34, ale nagrania zajęły 50 minut. Damian Popławski latał nad Warszawą pomiędzy godziną 8:30 a 9:20.

Było pusto i niesamowicie intymnie – mimo wielu opinii, że miasto wygląda podobnie w każdą niehandlową niedzielę, stwierdzam, że jednak nie… Śpiew ptaków na rondzie ONZ był dość surrealistyczny. Oczywiście, że wczesna godzina (choć nie byłem tam skoro świt) i dzień, jakim jest niedziela, były kluczowe, aby pokazać efekt pustki. Ale to właśnie na tej pustce w długich wręcz przeciągniętych do granic ujęciach mi zależało, więc nie wiem, po co miałbym tam jechać o godzinie 14:00 lub we wtorek. Dzień i godzina akurat była zaplanowana.

W rozmowie twórca podkreślał, że często gubi go zbyt spontaniczny styl pracy i brak precyzyjnego planowania. Jednak w tym wypadku spontaniczna decyzja była kluczowa. Poza tym Damianowi pomogło doświadczenie z realizacją komercyjnych produkcji w Warszawie. Twórca wykonał dwa 15-minutowe loty, które w dużej mierze były odtworzeniem wcześniejszych ujęć, wykonanych, gdy miasto tętniło życiem.

To był niezły dysonans… od spokoju, poczucia wolności, po lekki niepokój „że mogłoby tak zostać zbyt długo”… ale głównie czułem spokój i radochę, że mam wreszcie trochę czasu na projekty personalne, te, które robi się dla 200 proc. własnej przyjemności. Od 4 lat latam na Islandię, którą traktuje jak drugi dom. Z każdej takiej podróży przywożę filmy, więc można powiedzieć, że pustka i wyludnione miejsca są mi bliskie i ciągnie mnie do tego.

Damian podkreśla na koniec, że spodziewał się, że w Warszawie powstanie masa filmów ukazujących pustki na ulicach, a jego materiałowi nie będzie łatwo przykuć uwagę innych. Tymczasem, film strat się wiralem. W nieco ponad 24 godz. miał już ponad 700 tys. odsłon i 15 tys. udostępnień.

To jest mnie zupełne zaskoczenie. Trochę tak jest, że gdy robimy coś, co kochamy i naszym celem nie jest konkretny efekt czy zysk, to często udaje się przypadkiem „popełnić” tego cuda. I jeszcze jedno, obecnie mając do dyspozycji tak łatwy i tani dostęp do sprzętu foto-video i postprodukcji, trzeba mieć naprawdę dobrą wymówkę, aby nie wyjść na ulicę i nie tworzyć, uwieczniać, nagrywać.

Film Damiana Popławskiego to także dowód na to, że kiedy opowiadamy interesującą historię i wiemy, jak to umiejętnie zrobić, to sprzęt pełni tu drugoplanową funkcję. Twórca nagrał swój najbardziej populary materiał 5-letnim dronem DJI Phantom 3 PRO.

To maszyna niezwykle bliska mojemu sercu, która przebyła ze mną 6 kontynentów w 2018 r., zarobiła dla mnie worek monet i mimo dwóch poważnych upadków, po naprawach między innymi w Meksyku i Islandii, przetrwała i nadal dzielnie mi służy. Serio, to już prawie jak członek rodziny.

Kim jest twórca film Damian Popławski? To filmowiec samouk, który przeczytał książkę „W mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego" - by Walter Munch i poczuł, że to jest to. Jak sam opowiada, rzucił pracę w korporacji (sprzedaż IT), zszedł z pensją o 70 proc., aby zatrudnić się w tym, co „czuje" (wówczas PR) i zaczął wreszcie szukać drogi do tego, aby zajmować się tym, co kocha — filmowaniem i montażem. Skrzydła na dobre rozwinął w 2018 r. kiedy udało mu się zrealizować duży projekt w 8 krajach na 5 kontynentach w przeciągu zalewie dwóch miesięcy. Efektem była reklama TV i cykl biznesowych reportaży.

Damian radzi twórcom, aby nie skupiali się zbytnio na sprzęcie, ale raczej historiach, które chcą pokazać.

Czy zaczniesz od filmowania komórką, czy dostaniesz w łapy od razu profesjonalną kamerę za 200 tys. zł to na koniec dnia i tak liczy się, czy robisz to z pasji i czy potrafisz opowiedzieć historię. Tegoroczny laureat Oscara, film Parasite, został zmontowany w wycofanym i niewspieranym od 7 lat programie Final Cut Poo 7. To najlepiej potwierdza moje słowa.

Więcej materiałów Damiana możecie obejrzeć na stronie www.popartmedia.art.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst