Koronawirus  / News

Immunolog odpowiada na pytania o koronawirusa. Potężna dawka wiedzy

2248 interakcji
dołącz do dyskusji

Nie ma już chyba ani jednej osoby łudzącej się, że epidemia koronawirusa ją ominie i wkrótce zniknie jak wszystkie poprzednie epidemie. Tempo pojawiania się nowych zarażonych rośnie z dnia na dzień, w telewizji i radiu codziennie pojawiają się nowe liczby, nowi specjaliści, nowe prognozy na przyszłość i nowe rady, jak uchronić się przed zarażeniem. 

Dr Paweł Grzesiowski postanowił zorganizować w serwisie Wykop sesję AMA, w ramach której odpowiada na wszystkie pytania dotyczące trwającej obecnie epidemii. Okazało się, że to fantastyczny pomysł, i w ciągu kilku godzin dr Grzesiowski został zalany przez użytkowników Wykopu setkami sensownych i racjonalnych pytań. Poniżej przedstawię wam najciekawsze informacje przekazane przez dr Grzesiowskiego w trakcie wciąż trwającej sesji AMA.

Przebieg choroby

Aktualnie w Polsce mamy 22 potwierdzone przypadki koronawirusa. Istnieje jednak spore prawdopodobieństwo tego, że gdy czytasz te słowa, jest ich już więcej. Warto tutaj zauważyć, że mówimy o potwierdzonych przypadkach. To, ile osób faktycznie miało styczność z wirusem, to zupełnie inna bajka. Co do zasady im młodszy pacjent, tym łagodniejsze objawy. W 8 na 10 przypadków organizm z łatwością radzi sobie z wirusem. Wiele osób może zachorować, odchorować około tygodnia i wyzdrowieć bez żadnych powikłań. Niektóre osoby mogą zauważyć u siebie gorączkę i kaszel przy jednoczesnym braku kataru czyli objawy przypominające zwykłe przeziębienie. Dopiero u osób w zaawansowanym wieku, z uszkodzonym układem odporności lub cierpiących na przewlekłą chorobę płuc lub serca mogą pojawić się powikłania.

Wirus jest wykrywany przez około 7 dni od momentu zachorowania w śluzie z nosa lub z gardła, a także w oskrzelach. Po tym czasie wirusa można jeszcze wykryć czasami w stolcu i w moczu. U niektórych pacjentów stwierdzano także we krwi oraz w łzach - pisze dr Grzesiowski.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda, gdy u pacjenta rozwija się zapalenie płuc. W reakcji na koronawirusa w organizmie dochodzi do nadreakcji immunologicznej (burza cytokinowa), w wyniku której dochodzi do uszkodzenia płuc, a następnie także innych organów. Dlatego też chorych na koronawirusowe zapalenie płuc umieszcza się pod respiratorem i podaje czysty tlen. Na czas leczenia pacjent wprowadzany jest w śpiączkę farmakologiczną, aby nie walczył z maszyną, która za niego oddycha. Takie leczenie trwa 2 tygodnie i jest skuteczne w 70 proc. przypadków.

Profilaktyka

Nic więc zatem dziwnego, że dla wielu osób priorytetem stało się zapobieganie zakażeniu. W aptekach szybko pojawiły się kolejki i gwałtownie spadły stany zapasów różnych specyfików, które mogłyby nas wspomóc czy wzmocnić nasz organizm. W rzeczywistości jednak nie ma na rynku leków czy suplementów diety, które skutecznie poprawiałyby odporność, niezależnie od tego, co mówią reklamy. Zdecydowanie najlepszym przepisem na odporność jest odpowiednia ilość snu, zdrowa dieta i aktywność fizyczna.

Czy warto na wszelki wypadek przyjąć większą dawkę witaminy C? Odpowiedź brzmi: nie. Profilaktyczne przyjmowanie witaminy C mija się z celem, a przyjecie zbyt dużej ilości może prowadzić do uszkodzeń nerek. Co innego, gdy już pojawiła się u nas infekcja: warto wtedy przyjmować 1000 mg witaminy C dziennie, aby wspomóc układ odpornościowy w zwalczaniu wirusa. Dokładnie tak samo możemy traktować czosnek, cebulę, czarny bez czy imbir - pomagają one w walce z wirusem, ale nie są na niego lekiem, więc nie ma żadnej gwarancji zwalczenia koronawirusa za ich pomocą.

Antybiotyki nie działają na wirusy, a ich nadużywanie zaburza odporność przeciwko infekcjom wirusowym uszkadzając biologiczną mikrobiotę. Dlatego przestrzegamy, aby w żadnej sytuacji nie nadużywać antybiotyków - podkreśla dr Grzesiowski.

Na koronawirusa nie pomoże nam także alkohol. Owszem, alkohol zabija wirusy, ale w stężeniu powyżej 70 proc. (np. w środkach do dezynfekcji skóry). Alkohol w tym stężeniu przyjmowany doustnie nie zabije wirusów, ale skutecznie uszkodzi nam błony śluzowe. W niższym stężeniu ich co prawda nie uszkodzi, ale wirusowi także nie będzie przeszkadzał.

Jak na razie nie ma żadnych danych potwierdzających infekcję wirusową u zwierząt domowych. W jednym z artykułów pojawił się pies, u którego zidentyfikowano koronawirusa w nosie, ale zwierzę to mieszkało z rodziną, w której wystąpił koronawirus i nie miało żadnych objawów chorobowych.

Zatem chroniąc się przed zarażeniem koronawirusem, należy zachować przede wszystkim zdrowy rozsądek. Wzmożona higiena dłoni, unikanie imprez masowych, obserwowanie otoczenia i unikanie bezpośredniego kontaktu z osobami wykazującymi objawy grypowe powinny nam całkowicie wystarczyć.

koronawirus panika gospodarka

Grupy podwyższonego ryzyka

W przypadku koronawirusa, niebezpieczeństwo powikłań rośnie wraz z wiekiem. Pacjent w wieku 80 lat ma 15 razy wyższe ryzyko rozwinięcia koronawirusowego zapalenia płuc od pacjenta w wieku 40 lat. Jeżeli u takiego pacjenta zdiagnozowano jakąkolwiek chorobę przewlekłą serca lub płuc (np. astma), ryzyko wzrasta jeszcze bardziej.

Nie wiemy dlaczego dzieci chorują lżej niż dorośli. Jedna z hipotez mówi o słabszym układzie odporności u dzieci, w tym sensie, że nie ulega tak silnemu pobudzeniu w czasie zakażenia, stąd brak gorączki i innych silnych objawów. Jednak na ostateczne wyjaśnienie tej zagadki musimy jeszcze poczekać - mówi dr Grzesiowski.

Kolejną grupą podwyższonego ryzyka są kobiety w ciąży. Opierając się na doświadczeniach z epidemii SARS-1 i MERS, można stwierdzić, że układ odporności kobiety w ciąży reaguje tak, że wszelkie infekcje przebiegają ciężej, a wiec wzrasta u nich ryzyko powikłań. Jednocześnie wirus nie przedostaje się przez łożysko do płodu, a więc kobieta w ciąży zarażona koronawirusem może urodzić całkowicie zdrowe dziecko.

Koronawirus w najbliższej przyszłości

Choć przedstawiany w wiadomościach stosunek osób, które zmarły z powodu powikłań spowodowanych koronawirusem do osób, u których go wykryto, jest niepokojący, to trzeba pamiętać, że ta druga liczba to tylko przypadki potwierdzone. Trzeba pamiętać, że w naszym otoczeniu może być znacznie więcej osób zarażonych koronawirusem, które nie mają żadnych objawów albo nie zostały jeszcze potwierdzone. Dlatego też faktyczna śmiertelność jest kilkukrotnie niższa i wynosi zapewne od 1 do 2 proc.

Z uwagi na to, że koronawirus jest czymś zupełnie nowym, to w pewnym momencie w przyszłości większość z nas będzie musiała na niego zachorować. Dlatego tak bardzo ważne są podejmowane już teraz kroki zaradcze, które być może nie uchronią nas przed zachorowaniem, ale rozłożą falę zachorowań w czasie na tyle, że służba zdrowia będzie w stanie każdemu zapewnić odpowiednią opiekę. Gdyby w kraju każdego dnia pojawiało się 1000 czy 2000 nowych chorych, żadna służba zdrowia nie byłaby w stanie sobie z tym poradzić.

Szczególnie niepokojące informacje dotyczące śmiertelności we Włoszech należy umieścić w odpowiednim kontekście. Koronawirus jest szczególnie niebezpieczny dla osób po 60 roku życia, a włoska populacja należy do najstarszych w całej Europie. Co więcej, epidemia we Włoszech skoncentrowała się na regionie Lombardii, który po prostu nie był w stanie poradzić sobie z tak dużą liczbą pacjentów wymagających natychmiastowej tlenoterapii. W szpitalach brakowało lekarzy, sprzętu i miejsc.

Ogólnie rzecz biorąc, obserwując dynamikę rozwoju epidemii należy się spodziewać jeszcze kilku miesięcy sporych utrudnień.

 Możemy mówić na razie o perspektywie kilku miesięcy i na podstawie danych epidemiologicznych wygląda na to, że do wakacji aktywność wirusa powinna się znacznie obniżyć. Co będzie dalej, zobaczymy.

Dr Paweł Grzesiowski jest pediatrą, immunologiem, doktorem nauk medycznych i nauczycielem akademickim.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst