Biznes  / Artykuł

Jak Bestcena „sprzedawała” telefony najtaniej w Polsce. Historia skoku na miliony euro

1143 interakcji
dołącz do dyskusji

- Jesteśmy świadkami największego przekrętu na Vacie w detalu od 20 lat - mówi dostawca poszkodowany przez właściciela Bestceny.

Udało nam się ustalić, jak przez długi czas wprowadzano w błąd zwykłych klientów, nie płacono dziesiątkom dostawców oraz unikano odprowadzania podatków. A gdy zaczęły się poważne problemy, właściciel Bestcena.pl, Słowak Stefan Durina, próbował znaleźć kupca na firmę w... serwisie LinkedIn.

Osoby, które go spotkały, mówią, że jest pewny siebie i trochę arogancki. Gdy został wyrzucony z jednej platformy handlowej z powodu fatalnego kontaktu z kontrahentami, przyjechał do jej siedziby i twardo wykłócał się o swoje racje. Przywrócono go wówczas na okres próbny, ale po kolejnych problemach z nieterminowymi płatnościami podziękowano mu za współpracę. - Durinę miałem okazję poznać osobiście. Zachowywał się jak gwiazda, lubił się pokazywać, obnosić z tym, co posiada. To taki typ szulera. Teraz zniknął. Na targach IFA w Berlinie już się nie pojawił - mówi nam jeden z właścicieli poszkodowanych przez Durinę firm. W serwisie LinkedIn bez trudu znajdziemy jednak zdjęcia sportowych samochodów, łodzi motorowych, drogiego alkoholu i fotek z podróży po najdroższych miastach świata autorstwa Duriny.

Kim jest ten 36-letni Słowak, który zbudował imperium firm handlujących elektroniką w Europie?

Tak powstało imperium Stefana Duriny

Stefana Durina swoją przygodę z elektroniką zaczynał od posady handlowca we francuskiej Pixmanii.

Pierwszą próbę budowy własnej sieci handlowej podjął, gdy francuska Pixmania zaczęła mieć poważne problemy organizacyjne. Słowak wrócił wtedy do swojej ojczyzny, gdzie założył firmę TVPartner, która następnie działała także na Węgrzech. W rozmowie z naszym informatorem przedsiębiorca twierdził, iż „biznes wypalił, ale urósł za szybko”. Po roku działania firma miała zatrudniać 100 osób, a bardzo szybki rozwój miał sprawić, iż „popełniono pewne błędy”. W końcu Durina postanowił sprzedać TVPartner. Jedna z witryn tego biznesu jest do dzisiaj dostępna online - tvpartner.eu.

Nauczony sukcesami i błędami Pixmanii oraz TVPartnera, Durina zaczął tworzyć prawdziwe imperium. Rozpoczął budowę siatki firm, które miały zagwarantować, iż jego nowy biznes przetrwa na rynku. Łącznie znalazło się w niej kilkanaście organizacji zarejestrowanych na całym świecie. Tak powstały: Kulm, Turbado oraz Bestcena.

Kulm zajmuje się przede wszystkim zakupem telefonów. Ich wynajmem, często zamaskowanym jako sprzedaż, zajmują się sieci handlowe Bestcena i Turbado. Działają na Amazonie, Allegro i innych platformach, gdzie pod własnymi markami wynajmują lub udają, że sprzedają sprzęt. Ich klienci dostają później dokumenty wystawione przez Kulm LLC.

Kulm zarejestrowano w Stanach Zjednoczonych. Według oficjalnych informacji siedziba znajduje się w stanie Wyoming, który uznawany jest za raj podatkowy. Pod wskazanym przez Durinę adresem mieści się jedynie firma Wyoming Corporate Office, w której można wynająć wirtualne biuro na potrzeby zarejestrowania działalności. Adres Kulmu to tzw. mailbox, czyli skrzynka pocztowa. Biznesman zorganizował w ten sposób siedzibę w USA, aby móc bezpieczniej działać w Europie.

Amerykańska siedziba Kulm w raju podatkowym, źródło Google Street View
Amerykańska siedziba Kulm w raju podatkowym to biuro Wyoming Corporate Office, źródło Google Street View

W Wielkiej Brytanii Stefan Durina zarejestrował cztery firmy: TEULTD (dawniej Turbado.eu LTD), Edays.com LTD (dawniej Turbado.co.uk shop LTD), Beneko.com LLP i Bestcena LTD. Trzy pierwsze pod tym samym adresem w Peterboroughu oraz czwartą w Borehamwood. Ta ostatnia - Bestcena LTD - odpowiada za sklepy w Polsce, Czechach i na Słowacji.

Co ciekawe, mimo iż firma ma też swoją siedzibę w Polsce (ul. Wierzbięcice 44a, 61-568 Poznań, odwiedziliśmy ją kilka dni temu, ale była zamknięta), to według regulaminu strony Bestcena.pl, nadzór nad jej działalnością sprawuję Słowacka Inspekcja Handlowa. Ta, która przypisana została do oddziału Bestceny z adresem w Koszycach.

Poznańska siedziba Bestceny
Poznańska siedziba Bestceny

Stefan Durina ma też siatkę firm tworzących grupę Turbado. Działają w Polsce (Miedziana 11/12, Warszawa), Hiszpanii, Niemczech, Rumunii, na Słowacji, Węgrzech oraz we Francji. Turbado zarejestrowano również na Seszelach i Malcie. Firma była też obecna w Stanach Zjednoczonych i Hongkongu oraz w Wielkiej Brytanii.

Osoba Stefana Duriny występuje również w dokumentach firmy Durina IBC Corp zarejestrowanej w Panamie. Nazwisko Słowaka można również znaleźć w słynnych Panama Papers, czyli tzw. Kwitach z Panamy opublikowanych przez stowarzyszenie dziennikarzy. To poufne dokumenty z rajów podatkowych pokazujące skalę podatkowych nieprawidłowości.

Durina działał więc jednocześnie w czterech rajach podatkowych: na Malcie, Seszelach, w Panamie i Wyoming. Oraz w szeregu innych państw.

- Stefan Durina ma na całym świecie kilkanaście firm, które w zasadzie robią to samo - wynajmują telefony użytkownikom, którzy nierzadko myślą, że je po prostu kupili. Sprzedaż jest księgowana jako wynajem, a firmy Turbado, Kulm i Bestcena nie odprowadzają podatku VAT. Działanie dużej siatki firm w wielu krajach i na różnych kontynentach utrudnia urzędom skarbowym kontrolę. Moim zdaniem jesteśmy świadkami największego przekrętu na Vacie w detalu od 20 lat - mówi w rozmowie ze Spider’s Web Jakub Rutka, właściciel firmy dystrybucyjnej, od którego Durina kupował kiedyś telefony.

Od dostawców Duriny wiemy, iż towar zamawiany był do magazynów Kulm w Niemczech, najpierw do Appenweier, a od końca 2018 r. do Pirny. Z tych miejsc Kulm wysyłał telefony do wszystkich krajów, w których działał.

Między Bestceną a Turbado jest jednak istotna różnica. Firmy Turbado działające w różnych krajach wprost informowały, iż wynajmują sprzęt. Podawały tę informację na swoich stronach głównych i przedstawiały ją jako zaletę - dłuższa gwarancja, możliwość zwrotu i odkupu, ekologia, etc. Bestcena działa identycznie jak Turbado, ale nie gra z klientami w tak otwarte karty. Na stronach głównych sklepów nie ma słowa o wynajmie, a jedynie uważna lektura ponad 60-stronicowego regulaminu naprowadza klienta na trop, iż kupuje usługę, a nie towar.

Sklep Dragonist także ma związki z Duriną

W kontekście dyskusji o Bestcenie pojawiają się często porównania do sklepu dragonist.pl (ul. Koszykarska 27 B/21, 30-717 Kraków), który w regulaminie również miał zakamuflowane informacje o wynajmie sprzętu. Za Dragonistem stoi firma Now Mobile LTD zarejestrowana w Londynie. Właścicielem Dragonista jest Adam Marcin Stachowicz. Jego nazwisko pojawia się w strukturach zamkniętej już słowackiej firmy… TVPartner, od której zaczynał własny biznes Stefan Durina. Stachowicz przejął TVPartnera i połączył go z innymi firmami.

Właściciele Now Mobile zmieniali się w ciągu ostatnich trzech lat trzy razy. Ostatni raz 3 lutego 2020 r., czyli już po tym, jak wybuchła afera wokół Bestceny i pojawiły się problemy z działaniem Dragonista. Wtedy zrezygnował Marcin Jakub Porawski - dotychczasowy właściciel - a Stachowicz zajął jego miejsce.

Na fakturach wystawianych przez sklep Dragonist widniały dane należącej do Duriny firmy Kulm LLC. Dokumenty te nie były jednak fakturami. Według regulaminu sklepu były to jedynie potwierdzenia wpłaty kaucji. Same regulaminy dostępne na stronach bestcena.pl i dragonist.pl brzmiały niemal identycznie.

Cena za wynajem Przedmiotu Najmu wynosi 0,02 EUR rocznie (o ile nie ustalono inaczej) w okresie obowiązywania Umowy (…) Po otrzymaniu kaucji Wynajmujący wystawia Najemcy pisemne potwierdzenie, które może być również zwane fakturą - czytamy w obu regulaminach.

Aktualnie Dragonist również ma spore problemy. Od kilkunastu dni sklep jest odcięty od systemu płatności Przelewy24 i przyjmuje jedynie zapłatę przy odbiorze sprzętu. Natomiast od 12 lutego nie działa nawet dział obsługi klienta.

W Polsce najgłośniej było o Bestcenie

Gdy kilkanaście dni temu Bestcena przestała realizować zamówienia i odbierać telefony, zbulwersowani klienci oczekiwali wyjaśnień. Proszono ich wtedy o cierpliwość i przepraszano za utrudnienia. Z kolei media ujawniły, iż Bestcena wynajmowała sprzęt zamiast go sprzedawać. Sklep miał się też znaleźć na celowniku urzędu skarbowego.

7 lutego 2020 r. Bestcena opublikowała oświadczenie, które miało uspokoić wszystkich zainteresowanych. Na Facebooku poinformowano, iż zaległe zamówienia będą realizowane. Jako dowód, że wszystko jest w porządku, pokazano trzy zdjęcia przedstawiające stosy pudełek z telefonami. Nie ma jednak pewności, kiedy je wykonano. Mogły one pokazywać najnowszą dostawę, ale równie dobrze mogły być zrobione rok temu.

Sklep pokusił się także o obszerniejsze wyjaśnienia w oświadczeniu opublikowanym na stronie bestcena.pl. Zapewniał, że jego podejście jest innowacyjne i przyjazne konsumentom. Firma tłumaczyła, że w dzisiejszych czasach coraz więcej produktów jest sprzedawanych jako usługi i opłacanych w ramach abonamentu. Próbowano w ten sposób pokazać, że wynajmowanie telefonów zamiast ich kupowania wpisuje się w aktualne trendy rynkowe i nie powinno spotykać się z krytyką. Między wierszami firma przyznaje się do słabej komunikacji z mediami, ale podkreśla, że sama nigdy nie ukrywała tego, iż wynajmowała, a nie sprzedawała oferowane przez siebie produkty.

Jednak gdy na Spider’s Web pierwszy raz opublikowaliśmy informację, że Bestcena wynajmowała smartfony, zamiast je sprzedawać, spotkała się ona z oburzeniem klientów. W przeważającej mierze nie mieli oni pojęcia o tym, iż wynajmują sprzęt i nie są jego właścicielami oraz że nie mogą go odsprzedać.

Bestcena zadawała retoryczne pytanie: „Ile osób czyta 10 stron GBC podczas otwierania konta bankowego?”, dając do zrozumienia, że to normalne, iż regulaminy są długie i nikt ich nie czyta. Tymczasem regulamin sklepu Bestcena był nie tylko ponad 6 razy dłuższy niż przywołany przykładowy 10-stronicowy dokument, ale także jego kluczowe zapisy były sprytnie ukryte przed klientem. Regulamin składał się bowiem z dwóch dokumentów. Pierwszy mówił o zakupach, a drugi - który miał być warunkiem dodatkowej gwarancji - informował o najmie.

Regulamin i warunki dla konsumentów, są koszmarnie długie. Przy próbie skopiowania go do dokumentu ma aż 63 strony A4. Dokładniej licząc 142 tysiące znaków, co przekłada się na 19 tys. słów. Średnia prędkość czytania to jakieś 200 słów na minutę, czyli na przeczytanie regulaminu Bestceny klient potrzebował 95 minut. Wątpię, aby którykolwiek z klientów Bestceny się na to zdecydował. Bo gdyby przeczytał, to pewnie by nie kupił, ponieważ w regulaminie jest cała masa zapisów, które w mojej ocenie powinny wzbudzić uwagę, obawy i kontrowersje - pisaliśmy w styczniu na Spider’s Web.

Firma była w pełni świadoma, iż niemal żaden klient nie przebrnie przez kilkadziesiąt stron prawniczego bełkotu. Nie przeszkadzało jej to jednak teraz twierdzić, iż „nigdy nie ukrywaliśmy tego, co robimy. Otwarcie mówimy o tym na naszych stronach internetowych”. Gdyby tak było, prześwietlenie regulaminu Bestceny przez redakcję Spider’s Web nie odbiłoby się tak szerokim echem i nie zaskoczyłoby klientów.

Co istotne, firma niejako potwierdziła obawy, które prezentowaliśmy na Spider’s Web - osoby, które postanowiły odsprzedać komuś sprzęt pochodzący z Bestceny, dopuściły się przywłaszczenia, które może być przestępstwem.

W regulaminie precyzującym zasady najmu możemy wyczytać, że najemca nie może ingerować w przedmiot, wprowadzać w nim modyfikacji i napraw na własną rękę. Problem pojawia się również, gdy klient, który myśli, że kupił telefon na Bestcenie, będzie próbował go sprzedać.

W nowym komunikacie Bestcena precyzuje, iż sprzedając komuś telefon, trzeba mu sprzedać umowę najmu. Sklep zapewnia, że pomaga w dokonaniu niezbędnych formalności dla takiej cesji. Odsprzedanie cudzej własności to jednak wciąż według polskiego prawa przywłaszczenie, które w zależności od wartości przedmiotu może być uznane za wykroczenie lub przestępstwo. Natomiast zakup towaru pochodzącego z przestępstwa to paserstwo.

Bestcena nie wie, w jaki sposób zwrócić wynajęty sprzęt

Bestcena zapewnia, że jej nowe podejście do wynajmowania sprzętu, mające być alternatywą dla kupowania go, pozwala klientom korzystać ze smartfonów, a następnie zwracać je i zamawiać nowe. Gdy po opublikowaniu cytowanego wyżej stanowiska jeden z członków facebookowej grupy Bestcena i Dragonist - poszkodowani przez sklepy bestcena.pl i dragonist.pl skontaktował się ze sklepem, aby poznać szczegóły zwrotów, przeczytał w odpowiedzi:

Niestety nie posiadamy jeszcze dokładnych wytycznych odnośnie możliwości zwrotu zgodnie z regulaminem. W takim przypadku prosimy o kontakt pod koniec przyszłego tygodnia, gdy będziemy posiadać dokładniejsze informacje. Niestety aktualnie kompetencja naszego działu nie pozwala na przyjęcie zwrotu.

Podsumujmy - firma, która sama o sobie pisze, że zajmuje się wynajmem sprzętu od blisko dekady, nie wie, w jaki sposób realizuje zwroty sprzętu. Dodajmy, iż możliwością zwrotu towaru firma chwali się w regulaminie i w świeżo opublikowanym oświadczeniu, przedstawiając go jako przywilej klienta, który wyróżnia Bestcenę na tle tradycyjnych sprzedawców.

Pojawiają się także sygnały, że telefony sprzedawane poza sklepem bestcena.pl również były przez firmę traktowane jako wynajem. W rozmowie z klientami przedstawiciele Bestceny potwierdzają, że zakup na Allegro także oznaczał wynajęcie urządzenia. Oczywiście jest to sprzeczne z regulaminem Allegro.

- Dostałam informację, że zakup przez Allegro to też najem, ale pan (z Bestceny - przyp. red.) nie wie, jak to się ma do regulaminu Allegro, bo jest z działu reklamacji - napisała Anna na tej samej facebookowej grupie.

Od jednego z naszych informatorów związanych z branżą handlu elektroniką wiemy, że przedstawiciele firm, które sprzedają smartfony i zgodnie z prawem wystawiają na nie faktury VAT, zgłaszali do Allegro problemy z Bestceną. Przedstawiciele platformy handlowej byli świadomi tego, iż działa na niej firma, która sprzedaje sporo smartfonów, ale rozlicza tę sprzedaż w kreatywny sposób, unikając opodatkowania.

- Na jednym ze spotkań z wysoko postawioną osobą w Allegro pozwoliliśmy sobie na przekazanie informacji o Bestcenie, ich działaniu i o tym, że sprzedają po prostu bez VAT-u. Po kilku dniach dostaliśmy informację, że prawnicy nie widzą żadnych zagrożeń związanych z aukcjami Bestceny. Bez przyzwolenia takich kanałów sprzedaży jak Allegro nie ma oszustów. Dlaczego pozwalają dalej na aukcje z fakturą 0 proc.? Według mnie to przyzwolenie i umożliwianie popełnienia przestępstwa - mówi jeden z naszych informatorów.

W najnowszym komunikacie Bestcena poinformowała, iż zależy jej na tym, żeby klienci nie tracili pieniędzy i radzi, aby ci, którzy nie otrzymali towaru, sami wystąpili o obciążenie zwrotne, czyli o tzw. chargeback. Nie jest jasne, dlaczego Bestcena sama nie zwraca pieniędzy klientom, którym nie wysłała towaru.

Swój komunikat Bestcena kończy optymistycznym akcentem. Firma zapewnia, że gdy tylko naprawi błędy, zaprezentuje klientom jeszcze lepsze oferty. Ten plan może się jednak nie udać, bo nad Bestceną zbierają się czarne chmury.

Stefan Durina i skok na miliony euro

Kulm kupował smartfony od dystrybutorów i handlarzy z ponad 100 różnych rynków. Wszystkie zamówienia trafiały do magazynów firmy w Niemczech. Stamtąd rozsyłano je bezpośrednio do klientów oraz do działających w innych krajach oddziałów Turbado i Bestceny.

Turbado i Bestcena miały własne sklepy, ale działały też w innych miejscach: na Amazonie, Ebayu, Allegro, Empiku itp. Z informacji podawanych przez pracowników Bestceny wynika, że sprzedaże ze wszystkich miejsc były księgowane jako wynajem. W niektórych wypadkach jednak klienci otrzymywali normalne faktury VAT.

W lipcu 2019 r. Kulm zamówił u dostawców m.in. z Polski, Słowacji i Niemiec nową partię towaru. Tym razem jednak Durina nie opłacił faktur. Twierdził, że Amazon zablokował mu konto, bo kupione przez niego produkty były albo podróbkami, albo były używane.

Nie zamierzał jednak zwracać sprzętu i obiecywał, że mimo wszystko zapłaci.

- Jakbym komuś sprzedał podróbki, to by mi je niezwłocznie zwrócił i zapewne zakończył ze mną współpracę. Durina obiecał jednak, że zapłaci za towar i próbował kupić u mnie kolejną partię sprzętu na kredyt. Do transakcji oczywiście nie doszło, ponieważ zażądałem zapłaty z góry, na co on się nie chciał zgodzić - mówi nam Jakub Rutka.

Gdy płatności stale się opóźniały, stawało się jasne, że Durina nie zapłaci dostawcom. Rozmawialiśmy z kilkoma poszkodowanymi firmami z Polski, Słowacji i Niemiec, które potwierdzają, że wielu dostawców skorzystało wtedy z ubezpieczenia transakcji. Dzięki temu odzyskali część pieniędzy od firm ubezpieczeniowych Euler Hermes, Coface i Atradius. Nasz informator podał także, że sam tylko Hermes miał wypłacić blisko 20 dostawcom 4 mln euro. Kwotę tę podał przedstawiciel firmy Euler Hermes w rozmowie z jednym z poszkodowanych przedsiębiorców. Nie jest jasne, ile wypłaciły Coface i Atradius. Ubezpieczyciele nie chcą się dzielić takimi informacjami.

- Kolegom z Niemiec, którzy sprzedawali im iPhone’y, wiszą 270 tys. euro - mówi nam właściciel jednej z polskich firm dystrybucyjnych, która została oszukana przez Kulm. Nie zdradza, ile sam stracił i pragnie zachować anonimowość, ponieważ wchodzi właśnie z Duriną na drogę sądową i mecenas radził mu nie komentować publicznie tej sprawy.

Jakub Rutka pokazał nam dowody na to, iż Kulm nie zapłacił mu za towar warty 200 tys. euro. Dzięki ubezpieczeniu w Euler Hermes właścicielowi Landotechu udało się odzyskać 90 proc. tej kwoty. Firma JB Data wysłała Durinie towar za 120 tys. euro i próbuje odzyskać część pieniędzy z ubezpieczenia i faktoringu.

Dostaliśmy też dowód na to, iż ubezpieczyciel Coface wypłacił innemu dostawcy 850 tys. zł odszkodowania. Wielu poszkodowanych pragnie jednak zachować anonimowość, gdyż jeszcze nie wiedzą, jak będą rozwiązywać ten problem.

Niektóre firmy straciły po 350 tys. euro, a duża część tej kwoty nie była objęta ubezpieczeniem. Przedstawiciele poszkodowanych dystrybutorów tłumaczą, że Durina nie chciał udostępniać im własnych wyników sprzedażowych, przez co ubezpieczyciele odmawiali podniesienia gwarantowanej kwoty. Niektórzy mieli ubezpieczenie na poziomie 20 tys. euro, choć sprzedawali Durinie sprzęt za kilkukrotnie więcej. Właściciel Kulmu budował u dostawców zaufanie przez wiele miesięcy wspólnej pracy. Zamawiał coraz więcej i płacił regularnie. W końcu zamówił bardzo dużo towaru i… odmówił płacenia, zrzucając winę na fałszywe produkty.

Kulm do teraz nie przedstawił żadnych ekspertyz ani dowodów, które potwierdzałyby, że zamówiony towar nie był oryginalny lub nowy. Jedyną informacją, jaką otrzymali dostawcy, był mail napisany w języku niemieckim. Amazon tłumaczył w nim Stefanowi Durinie powody zablokowania konta.

Mail od Amazonu, który Durina przesyłał dostawcom jako wyjaśnienie.
Mail od Amazonu, który Durina przesyłał dostawcom jako wyjaśnienie.

W mailu tym czytamy, że konto rzeczywiście zablokowano, ale nie z powodu podróbek smartfonów. Amazon sugerował, że Kulm przesłał mu zmanipulowane dokumenty.

Podejrzenia budzi także data maila. Do rzekomego zablokowania konta Duriny na Amazonie miało dość na przełomie lipca i sierpnia 2019 r. Natomiast mail o blokadzie datowany jest na 2018 r., więc najprawdopodobniej dotyczy zupełnie innej sprawy.

W kolejnych wiadomościach Kulm podtrzymywał, iż Amazon zablokował mu konta na rynku niemieckim, a później także na hiszpańskim. Kulm deklarował, że jest otwarty na dalszą współpracę z dostawcami, ale na korzystnych dla siebie warunkach. Wymagał on od firm, którym nie zapłacił za poprzednie zlecenia, wpłacenia sobie kaucji na poczet ewentualnych przyszłych problemów z towarem. Durina unikał też płatności z góry i u dystrybutorów, którym już nie zapłacił i oczekiwał uruchomienia kolejnych linii kredytowych. Dostawcy skrzyknęli się i próbują przekonać inne podmioty z branży, żeby nie robiły interesów z Kulmem.

- W przyszłym miesiącu jest konferencja w Atenach. Dostawcy chcą ukrócić rozmowy części z nich z Duriną. Niektórzy dostawcy sprzedają mu jeszcze telefony, ale na wysokiej marży i biorą przedpłaty - mówi nam jedna z osób, której nie zapłacił Durina.

Zdesperowani właściciele oszukanych firm zdecydowali się nawet na nagłośnienie sprawy w mediach. W branżowym magazynie The Handelot Times pojawiło się ostrzeżenie przed Stefanem Duriną. W rozmowie ze Spider’s Web Patryk Skowron z Handelota przyznał, że właścicielka firmy JB Data zleciła temat i opłaciła publikację mającą ostrzec innych przedsiębiorców. Redakcja Handelota podjęła temat, zweryfikowała fakty i przygotowała tekst. Można go przeczytać na 35 stronie lutowego numeru The Handelot Times.

Swego czasu Kulm korzystał z platformy Handelot, ale pod koniec 2018 r. pojawiły się problemy - użytkownicy platformy handlowej informowali, że Durina zalega z płatnościami na kwotę około 1,8 mln euro. Kulm spłacił te zobowiązania na początku 2019 r., ale mimo tego Handelot wydał swoim użytkownikom negatywną rekomendację dotyczącą handlu z firmami Duriny.

Durina przegrał z nowelizacją prawa

Problemy Duriny na niemieckim Amazonie, które doprowadziły do zakończenia sprzedaży również na francuskiej i hiszpańskiej stronie sklepu, zbiegły się z wejściem w życie nowych przepisów w Niemczech. Nowe prawo nakłada na platformy e-commerce odpowiedzialność za firmy, które handlują za ich pośrednictwem. Jeśli Amazon miałby podejrzenia, że Stefan Durina unika płacenia VAT-u, a mimo to nadal współpracowałby z takim sprzedawcą, ponosiłby tego prawne konsekwencje.

Gdy nowe prawo zaczęło wchodzić w życie, Durina próbował sprzedać swój biznes. Chętnych szukał na Linkedinie, a w ofercie pisał:

Kto by kupił i za ile: rentowne sklepy w 8 krajach Unii Europejskiej, 140 pracowników, 165 mln euro obrotu w zeszłym roku, własne pieniądze i linie kredytowe u dostawców na 7 mln euro, 1,8 mln klientów. Średnia wartość zamówienia 278 euro. Kto by kupił i ile zapłacił za taką organizację?

Ilustracjami do oferty były zdjęcia sportowego samochodu, widok z łodzi, pocztówka z Dubaju oraz markowy alkohol.

Stefan Durina szukał kupców na swój biznes na LinkedInie
Stefan Durina szukał kupców na swój biznes na LinkedInie

W tym samym czasie Durina zniknął z Amazonu, nie zapłacił faktur i do dzisiaj nie wytłumaczył kontrahentom, co się stało. Ban na Amazonie to jednak początek zmian w europejskim prawie, które będą kluczowe dla przyszłości biznesu Duriny. Komisja Europejska zadecydowała, że od stycznia 2021 r. internetowe platformy handlowe będą uznawane za dostawców towarów sprzedawanych klientom w Unii Europejskiej i będą zobowiązane odprowadzać VAT.

Do tej pory Durina chwalił się, że Turbado i Kulm są obecne na platformach takich jak: Amazon, eBay, Allegro, Cdiscount, Fnac, Shopping.de, Real.de, Allyouneed.de, Arukereso.hu, Olcsobbat.hu, Argep.hu, Ceneo.pl, Skapiec.pl, Empik.pl, eMag, Heureka.sk, Heureka.cz, Najnakup.sk, zbozi.cz, itd. Z platformy Amazon już został wyrzucony, a to może nie być koniec. Gdy pojawią się nowe zmiany prawne, lista miejsc, które przyjmą go z otwartymi ramionami, będzie się systematycznie kurczyć.

Obecnie Kulm jest w restrukturyzacji. Na LinkedInie poinformowano, że zespół składający się z 170 osób w 10 krajach zostanie zredukowany do 60 osób.

Spłata długów będzie uzależniona od naszych przyszłych wyników – czytamy w komunikacie firmy.

Również na LinkedInie Durina poinformował, że od 2020 r. przejął rolę dyrektora generalnego w swoich firmach. Wyznał, że „znalazł wtedy w szafie kilka trupów i postanowił ubić 75 proc. projektów, zwolnić 120 osób oraz zamknąć 9 lokalizacji”. Ogłosił szereg zmian i zapowiedział skupienie się na grupie Turbado oraz nowym tworze, jakim jest platforma Beneko.

Stefan Durina przyznaje się do problemów i pisze o trupach w szafie
Stefan Durina przyznaje się do problemów i pisze o trupach w szafie

W związku zablokowanymi kontami na Amazonie i niespłaconymi dostawcami, Stefan Durina nadzieję pokłada w nowym biznesie. Tworzy platformę Beneko, którą nazywa „odpowiedzialnym rynkiem”. Stawia na ekologię, na recykling produktów i dawanie im drugiego życia. Stawia też na… wynajem sprzętów zamiast ich kupowania.

- Mówi wszystkim, że chce być drugim albo trzecim Amazonem. Wie, że na Amazonie już nie ma szans. Wie, że zaraz zniknie z kolejnych miejsc. Chce wykorzystać swoją siatkę firm w rajach podatkowych do zbudowania platformy e-commerce, która będzie ponad prawem w Unii Europejskiej - uważa Jakub Rutka.

Z Duriną trudno się rozmawia

Po tym, jak Stefan Durina nie zapłacił dostawcom, zapadł się pod ziemię. Przestał przychodzić na branżowe imprezy i targi, na których do tej pory lubił brylować.

Durina przestał się także udzielać na Twitterze i zawiesił swoją działalność na Facebooku. Jego ostatnim miejscem obecności jest LinkedIn. Tam od miesięcy uprawia propagandę sukcesu grupy Turbado. Robi to tak skutecznie, iż gdy ostatnio opublikował post o „trupach w szafie” i restrukturyzacji, to komentujący byli zdziwieni tym, że Durina ma jakiekolwiek problemy. Z jego postów, a zamieszcza ich czasem kilkanaście dziennie, można odnieść wrażenie, że jest na fali.

Przed rozmową z Duriną zgromadziliśmy wiele faktur, dokumentów od prawników, z banków i od ubezpieczycieli, a także kwity z windykacji, archiwalne maile oraz screeny z rozmów. Zaprosiliśmy Stefana Durinę do znajomych. Zaakceptował.

Rozmawialiśmy przez 10 dni. Zadawaliśmy pytania, drążyliśmy i pokazywaliśmy dowody w postaci m.in. maili i wiadomości, jakie wysyłał.

Podczas tych rozmów kilkukrotnie przyłapaliśmy go na kłamstwie. Skonfrontowany z mailem od Amazonu, który przekazał dostawcom, utrzymywał, że był jedynie jego odbiorcą. Twierdził, że dokumenty datowane na 2018 r. dotyczą sprawy z 2019 r. Twierdził, że dopiero poznał jednego z kontrahentów, mimo iż z zapisów ich rozmów wyraźnie wynika, że rozmawiali wcześniej, a nawet kilkakrotnie zamawiał u niego towar. Jednocześnie zapewniał, że to on został oszukany przez dystrybutorów. Mówił, że ma dowody na to, że sprzedano mu podróbki i/lub używane smartfony.

Niestety, pokazać ich nie chce. Ani nam, ani dystrybutorom.

PS Tekst, który właśnie przeczytałeś, ma 26 tys. znaków. Regulamin Bestceny miał 142 tys. znaków.

Współpraca: Matylda Grodecka i Adam Sieńko.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst