Koronawirus  / Artykuł

Próbowałem oficjalnie potwierdzić pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce - historia prawdziwa

106 interakcji
dołącz do dyskusji

Na pewno widzieliście już doniesienia o tym, jakoby w Łodzi pojawił się pierwszy przypadek koronawirusa SARS-Cov-2. Temat jest ważny, więc czym prędzej rzuciłem się do weryfikowania tej informacji.

Zacząłem od telefonu na ogólnodostępny numer podany na stronie Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. dr Wł. Biegańskiego w Łodzi, gdzie rzekomo przebywa polski pacjent zero. Zajęte. Zajęte. Zajęte. Ok, tak chyba nie połączę się z rzecznikiem prasowym szpitala.

Koronawirus w Polsce

Wracam do przeszukiwania strony internetowej. Może w pierwszej chwili, przez własną nieuwagę nie zauważyłem po prostu dedykowanego numeru do rzecznika, zdarza się. Nie, jednak nie. Po prostu na oficjalnej stronie internetowej szpitala nie ma podanego numeru. Dzwonię do losowego sekretariatu, tłumaczę o co mi chodzi. Miła pani trochę zwleka, ale mi go podaje.

Jestem dobrej myśli. Zaraz dowiem się czy SARS-Cov-2 rzeczywiście pojawił się w naszym kraju. Telefon do pani rzecznik łączy mnie jednak z pocztą głosową. Metodą brute force dzwonię aż do skutku. Mam połączenie.

Po raz kolejny wypowiadam wyuczoną już siłą rzeczy formułkę dzieńdobrydzwonięwzwiązkuz… Pani rzecznik jednak przerywa mi mówiąc, że jest chora (obstawiam grypę) i że przebywa obecnie na zwolnieniu lekarskim i że nic nie wie. Aha, no współczuję oczywiście. To może szpital ma zastępcę rzecznika? No ma. To poproszę numer…

Kontakt z panią zastępcą rzecznika również zaczyna się od poczty głosowej. Coraz bardziej przekonuję się, że minąłem się z prawdziwym powołaniem do bycia rzecznikiem, ale nie odbiegajmy od tematu. 17 próba nawiązania połączenia się udaje.

- dzieńdobrydzwonięwzwiązkuz...

- Nasz szpital nie udziela żadnych informacji na ten temat

- A kto udziela?

- Rzecznik Wojewody Łódzkiego

...

Rzecznik odesłał mnie do rzecznika, który odesłał mnie do rzecznika

Zaiste minąłem się powołaniem. Co najlepsze - od dwóch godzin próbuję skontaktować się z rzecznikiem Wojewody Łódzkiego. Zadanie to jest ułatwione o tyle, że numer kontaktowy podany jest na stronie łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego, ale… od dwóch godzin nikt nie odbiera.

W międzyczasie Ministerstwo Zdrowia wydało poniższy komunikat:

– Zaprzeczamy doniesieniom o wystąpieniu koronawirusa w Polsce. Prosimy nie rozsiewać plotek, że takowy jest.

Nie wiem co jest najbardziej irytujące w tej historii

Czy fake newsy, czy sposób działania państwowych instytucji? Tak na marginesie dodam, że w tzw. międzyczasie pozwoliłem zadzwonić sobie jeszcze do rejestracji Szpitala im. dr Wł. Biegańskiego, gdzie bardzo miła pani powiedziała mi, że cały ten nius to bzdura, że personel szpitala nie został o niczym poinformowany i że testy na obecność SARS-Cov-2 wykonywane są w Warszawie, a nie u nich.

No ale chciałem usłyszeć to samo od oficjalnego rzecznika prasowego. Nie udało się. Szpitale i Ministerstwo Zdrowia zamiast współpracować z mediami i wspólnie oraz natychmiastowo gasić fake newsy obliczone na klikalność wynikającą z paniki, mają lekceważący stosunek do całej tej sprawy.

Jest to o tyle kontrowersyjne podejście, że w sytuacji, w której brakuje oficjalnych informacji, zaczynają pojawiać się te nieoficjalne, które bardzo często są po prostu wyssane z palca i powodują wzrost paniki, bo jak już coś zmyślać, to na bogato.

Ciekawym paradoksem będzie sytuacja, w której o pojawieniu się koronawirusa w Polsce ukaże się już tyle fake newsów, że prawdziwy komunikat o jego obecności przejdzie bez większej reakcji ze strony społeczeństwa, które całym tym tematem zdąży się znudzić.

Podejrzewam zresztą, że nasza zwykła, tradycyjna grypa zabije w tym sezonie więcej osób mieszkających w Polsce, niż SARS-Cov-2.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst