Koronawirus  / Artykuł

Polak mieszkający w Wuhan: „W tym więzieniu jest tylko jeden winny. To seryjny i niewidzialny morderca”

145 interakcji
dołącz do dyskusji

Rozmawiałem z Arkiem Ratajem, polskim fotografem, który żył w chińskim Wuhan. Fotograf zdradził mi, jak wygląda życie w odciętym od świata epicentrum epidemii nowego wirusa.

Arek Rataj to doświadczony fotograf, nauczyciel, dziennikarz. Pochodzi z Chorzowa, ale od lat mieszka w różnych zakątkach świata, jak Anglia, Ameryka Środkowa (Honduras), Bliski Wschód (Doha) i Azja (Chiny).

Doświadczenie życiowe Arka pozwala mu być wnikliwym obserwatorem świata, który go otacza. To ceniony fotograf uliczny, o którym wiele razy pisałem w przeszłości. Zazwyczaj przy okazji kolejnych konkursów fotograficznych, na których był wyróżniany, w tym Sony World Photography Awards 2017, Smithsonian Photo Contest, 6. Leica Street Photo (2016), czy Wielki Konkurs Fotograficzny National Geographic Polska (2016). W prestiżowym konkursie LensCulture Street Photography Awards 2016 zdobył specjalną nagrodę jury.

Fot. Arek Rataj
Fot. Arek Rataj. Zdjęcie „116” wygrało Poland National Award w SWPA 2017. Fotografia przedstawia spokojnego mężczyznę jadącego autobusem w chińskim mieście Shijiazhuang w styczniu 2016 r. Jest to część całego cyklu przedstawiającego pasażerów autobusu linii 116.

Fotograf znalazł się w samym centrum epidemii korona wirusa, którego ofiarą jest już ponad 200 osób w Chinach, a liczba ta rośnie z każdym dniem. Kontakt z Arkiem był utrudniony, ale udało mi się z nim skontaktować i zadać kilka pytań. Rataj dopiero w miniony weekend zdołał wrócić do Polski.

Krzysztof Basel: Jak długo mieszkasz w Wuhan, czym się tam zajmujesz?

Arek Rataj: Pracuję, a w zasadzie pracowałem, jako wykładowca komunikacji wizualnej na uniwersytecie Jianghan w Wuhan, gdzie reprezentuje irlandzki Athlone Institute Technology w ich międzynarodowym programie nauczania.

W ciagu minionego roku uczyłem na trzech różnych chińskich uniwersytetach, w trzech różnych prowincjach (Zheijiang, Hunan, Hubei). Reprezentowałem kolejno amerykański Northern Colorado University (Visual Thinking), angielski University of Worchester (Advertising Campaigns) oraz irlandzki AIT (Visual Communication).

W Polsce o wirusie dowiedzieliśmy się z mediów, a jak to wyglądało wśród mieszkańców miasta? Kiedy dowiedziałeś się o nowym wirusie?

O tym, że coś się dzieje, powiedział mi na początku roku Zhang, mój student. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem o tajemniczej chorobie, która rozwija się w innym dystrykcie miasta. Zhang uspokajał, że to daleko od nas i nas nie dotyczy.

Uwierzyłeś? Co było dalej?

Chciałem wiedzieć więcej. Dowiedziałem się, że zamknięto targ rybny, czyli epicentrum wirusa. Nie wiedziałem, gdzie jest to miejsce, które już zdezynfekowano i poddano kwarantannie, więc poprosiłem mojego studenta o wskazanie go na mapie metra. Kilka dni później pojechał w to miejsce.

Byłeś w samym centrum kryzysu, gdzie wszystko się zaczęło

Pojechałem tam metrem, a potem wziąłem taksówkę. Pokazałem kierowcy zdjęcie targu rybnego. Kierowca zbladł ze strachu i przecząco kiwał głową. Odmówił zawiezienia mnie tam. Poprosiłem zatem, aby chociaż wskazał mi kierunek. Machnął ręką w prawo, więc tam poszedłem.

Jak dotarłeś na miejsce?

Zapytałem studenta idącego po ulicy z walizką, który właśnie wyjeżdżał z miasta w odwiedziny do rodziny z okazji Nowego Roku. Powiedział mi, w którą stronę mam iść, upewniając jednak najpierw czy wiem, na co się piszę, co tam się stało.

Po 10 minutach dotarłem co celu i wiedziałem, że to tu. Zobaczyłem miejsce oblepione taśmami policyjnymi. Dookoła było pełno tajnych służb i gwardii strażników. Nie mam legitymacji prasowej, więc nie zatrzymywałem się, a zdjęcia robiłem intuicyjne i chaotyczne.

Fot. Arek Rataj. Targ w Wuhan, 1 stycznia 2020 r.

Później sytuacja szybko się zmieniła

Sprawy nabrały tempa w okolicach 20 stycznia, kiedy rząd bezprecedensowo zarządził zamknięcie komunikacji miejskiej. To był punkt zwrotny. Wydarzenia dzielę na dwa okresy: przed ogłoszeniem stanu wyjątkowego i po. Okres „przed” to spokojniejszy czas w grudniu i styczniu, kiedy nieświadome miliony Chińczyków przygotowywały się na obchody Nowego Roku. Okres „po” obejmuje wydarzenia po wspomnianym 20 stycznia. Wtedy wszystko się zmieniło. Teraz słyszałem, że granice miasta są obstawione wojskiem i zasiekami. To też zrozumiałe — trwa epidemia, a Wuhan i jego mieszkańcy pozostają w strefie kwarantanny.

Jak wspominasz ten przełomowy moment?

Do głowy przychodzi mi słowo bolesne oświecenie. Jako mieszkańcy Wuhan, nagle zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy w ogromnym, kilkumilionowym więzieniu.

Siedzisz w więzieniu, ale jesteś niewinny

W tym więzieniu jest tylko jeden winny. To seryjny i niewidzialny morderca — zabójczy wirus. Atakuje płuca, utrudnia oddychanie. Infekcja rozwija się przez kilka dni, a koniec nadchodzi przez uduszenie. To tchórz, bo atakuje słabszych, starszych ludzi ze słabym systemem immunologicznym. Mam wielką nadzieję, że lekarze szybko się rozprawią z tym tchórzem.

Jak z twojej perspektywy, Europejczyka, który jest jednak trochę z zewnątrz, radzą sobie Chińczycy z tą sytuacją?

Chińczycy to twardy, zdyscyplinowany i waleczny naród. Wspierają się, wspólnie działają, robią, co mogą, aby szybko zażegnać kryzys. Trwa budowa prowizorycznych szpitali z tysiącami łóżek dla zarażonych.

To dla nich szczególnie trudne, ponieważ wirus zaatakował w najmniej oczekiwanym momencie, na początku Chińskiego Nowego Roku. To wyjątkowy okres, kiedy podróżują, odwiedzają rodziny, mają wolne. Dla wielu to jedyny dłuższy, wolny czas w roku.

Ludzie panikują?

Panika to jednak zbyt mocne słowo. Jest strach, ale to zrozumiałem, bo przecież umierają ludzie, a setki pozostają w krytycznym stanie. Ludzie masowo wykupują towary w sklepach, a półki świecą pustkami. Co istotne, dosyć szybko te półki się ponownie zapełniają produktami, których zabrakło. W Chinach praca jest niezwykle ważna. Właściciele sklepów, pracownicy dwoją się i troją, aby handel nie stanął, pomimo dramatów tysięcy rodzin. Pamiętajmy, że Wuhan, najważniejsze miasto w środkowych Chinach, ma populację ok. 10 mln ludzi. Tu handel nie może stanąć. Życie musi się toczyć w miarę normalnie.

Zapytam jak fotograf fotografa. Wychodzisz z aparatem na ulice, fotografujesz życie czy stawiasz swoje bezpieczeństwo ponadto? Jesteś w centrum wydarzeń

Zacząłem pracę w Wuhan w grudniu, podczas gdy coronawirus zaczął infekować już w listopadzie. Nie bywałem w skupiskach ludzi. Nie odwiedzałem obskurnych targów. Nie żywiłem się podejrzanymi produktami. A miliony wręcz odwrotnie.

W styczniu, z okazji Nowego Roku, zaczęli masowo podróżować, co nazwano największą migracją globu, dotykając, kichając i kaszląc na siebie w metrze, autobusach i pociągach. A zaraza rosła w siłę. Stad te zastraszające liczby zgonów, które stale rosną, co piekielnie zasmuca. Czuję się bezpiecznie, mając nadzieję do końca, omijając niebezpieczeństwo, którego nie widać.

Zdecydowałeś się na ewakuację?

Czekam na ewakuację, to kwestia dni. Każdego dnia jestem w telefonicznym kontakcie z polskim konsulatem w Szanghaju oraz z polską ambasadą w Pekinie. O ewakuacji swoich obywateli z Wuhan mówią już wszystkie czołowe państwa UE. Polski MSZ, podobnie jak inni, uczestniczy w twardych negocjacjach z rządem Chin. Wszystkim stronom chodzi przede wszystkimi o bezpieczeństwo międzynarodowe, które jest i musi pozostać priorytetem.

Co zrobisz po opuszczeniu Wuhan?

Zamierzam poddać się kwarantannie. To może potrwać wiele tygodni, żeby tylko wykluczyć zarażenie wirusem i mieć pewność, że nie stanowię zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi. Musimy uzbroić się w cierpliwość i wierzyć w lepsze jutro bez wirusa.

Dziękuję za rozmowę i życzę szybkiego i bezpiecznego powrotu!

Jak podało dzisiaj Ministerstwo Zdrowia, grupa 30 Polaków z Wuhan ma trafić do Polski w połowie przyszłego tygodnia. Rodacy polecą najpierw do Francji, dokąd zabierze ich francuski samolot. Później przesiądą się do samolotu podstawionego przez Polskę. Polacy zostaną od razu po wylądowaniu przewiezieni do szpitali zakaźnych, gdzie mają przejść szybkie testy, aby w 100% wykluczyć u nich zarażenie koronawirusem.

Wywiad został przeprowadzony, gdy Arek Rataj przebywał w Wuhan. W minioną niedzielę udało mu się powrócić do Polski wraz kilkudziesięcioma innymi Polakami. Zostanie poddany specjalistycznym badaniom i kwarantannie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst