Koronawirus  / Artykuł

Koronawirus rozprzestrzenia się na Facebooku. Serwis walczy z fake newsami

Facebook podjął działania mające ograniczyć rozprzestrzenianie się fałszywych informacji i „cudownych” pseudoterapii dotyczących koronawirusa. 

Koronawirus rozprzestrzenia się szybciej niż SARS, ebola czy świńska grypa. Liczba chorych przekroczyła 80 tys., a liczba ofiar 2,7 tys. osób. Równolegle rozprzestrzenia się fala fałszywych informacji dotyczących wirusa. Na naszym rodzimym podwórku pismo nosem wyczuł Jerzy Zięba, który zalecał unikanie lekarzy w przypadku dostrzeżenia objawów choroby i proponował leczenie poprzez dożylne wstrzykiwanie perhydrolu. Swoje brednie rozprzestrzeniał m.in. za pośrednictwem YouTube'a.

Facebook walczy z koronawirusem.

Już w styczniu Facebook ogłosił, że fałszywe treści na temat koronawirusa będą usuwane.

Nasza globalna sieć organizacji weryfikujących fakty pracuje nad sprawdzaniem treści i demaskowaniem fałszywych twierdzeń, które rozprzestrzeniają się w związku z koronawirusem. Gdy uznają informacje za fałszywe, ograniczamy ich rozprzestrzenianie na Facebooku i Instagramie oraz pokazujemy ludziom dokładne informacje od tych partnerów. Wysyłamy również powiadomienia do osób, które już udostępniły lub próbują udostępnić takie treści, aby poprosić je o sprawdzeniu faktów - pisał Facebook.

Serwis zapowiedział też usuwanie fałszywych treści i teorii spiskowych wykrytych przez organizacje zajmujące się ochroną zdrowia. Chodzi przede wszystkim o treści, które mogą zagrażać pojedynczym jednostkom, jak i grupom, dotyczące fałszywych terapii, jak te proponowane przez Jerzego Ziębę. Pod kontrolą znalazły się też hasztagi związane z wirusem.

Teraz Facebook wprowadza też ograniczenia dotyczące reklam odnoszących się do wirusa. Rzecznik firmy poinformował dziennikarzy Business Insidera, że serwis wdrożył zakaz reklam dotyczących koronawirusa. Chodzi o przekazy reklamowe, które mają gwarantować wyleczenie lub zapobieganie wirusowi, zbudowane na mechanizmie „pilnej potrzeby” i konieczności.

Rzecznik Facebooka podnosi, że powyższe zasady dotyczą nie tylko kanału aktualności, ale też platformy ogłoszeniowej Marketplace.

Na koronawirusie można zarobić.

Koronawirus stał się dla niektórych sprzedawców metodą szybkiego zarobku. Wielkie firmy próbują reagować na to zjawisko na różne sposoby. Amazon zaczął informować partnerów, którzy oferują droższe maseczki ochronne, że ich cena nie jest zgodna z polityką platformy.

Obecnie ceny masek na Amazonie potrafią być nawet czterokrotnie wyższe niż kilka tygodni wcześniej, a firma ma ostrzegać nieuczciwych przedsiębiorców przed banem.

Sytuacja jest na tyle skomplikowana, że gwałtownie wzrósł popyt na takie produkty. Wired podaje, że tylko 5 proc. masek sprzedawanych w Stanach Zjednoczonych wyprodukowano w tym kraju. Większość ma pochodzić z Chin i Meksyku.

Należy przy tym pamiętać, że maseczek tego typu nie należy uznawać za skuteczny środek przeciwko zakażeniu koronawirusem. Niewątpliwie pomagają one jednak w ograniczaniu rozprzestrzeniania wirusa, gdy noszą je osoby chore.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst