On zataił chorobę i dostał 10 tys. dol. kary, ona wzięła leki, żeby ukryć gorączkę. Turyści przenoszą wirusa 2019-nCoV

299 interakcji
dołącz do dyskusji

Koronawirus 2019-nCoV, który narodził się w chińskim mieście Wuhan zdążył opuścić już Państwo Środka. WHO jak na razie nie uważa, że czeka nas powtórka z epidemii SARS, choć po działaniach niektórych państw widać, że nie wszyscy zdają się podzielać to zdanie.

Wuhan, 11-milionowe miasto w Chinach, w którym pojawił się pierwszy chory na 2019-nCoV zostało w zeszłym tygodniu kompletnie odcięte od świata. Do kwarantanny niedługo potem dołączyły dwa inne miasta - Huanggang i Ezhou, w których łącznie mieszka kolejne 8,5-9 mln osób.

Chińskie władze widocznie nie podzielają zdania ekspertów z WHO i żeby nie ryzykować masowego rozprzestrzenienia się wirusa po kraju, wolały poddać kwarantannie blisko 20 mln swoich obywateli.

Kwarantanna nie okazała się w 100 proc. skuteczna

Zanim kwarantanna w Wuhan zaczęła obowiązywać, wielu ludzi zdążyło opuścić miasto. Przypomnijmy, że w Chinach trwają właśnie obchody Nowego Roku, co oznacza że dziesiątki milionów Chińczyków podróżuje po kraju, żeby odwiedzić rodzinę.

Albo wyrwać się na krótkie wakacje, jak pewna kobieta, która postanowiła odwiedzić Paryż. Wiedząc o tym, że ma gorączkę, przed wejściem na lotnisko w Wuhan zażyła leki przeciwgorączkowe, dzięki czemu udało jej się obejść lotniskową kontrolę termowizyjną, powołaną w celu wyłapywania osób z gorączką i polecieć do Paryża.

Cała akcja pozostałaby tajemnicą, gdyby kobieta nie pochwaliła się swoim podstępem w chińskim mediach społecznościowych. Oburzeni użytkownicy donieśli o całym procederze do chińskich władz, które już skontaktowały się z kobietą za pośrednictwem ambasady w Paryżu.

Nie wszyscy zarażeni podróżni raczyli pochwalić się tym faktem w mediach społecznościowych. Tak przynajmniej można sądzić po tym, że francuskie władze potwierdziły już trzy przypadki zachorowania na koronawirusa na terytorium Francji. Wirusa odkryto również w Tajlandii, Wietnamie, Singapurze, Japonii, Korei Południowej, Nepalu, Malezji i w Australii. Wirus dotarł również na Tajwan, gdzie jeden z pacjentów został ukarany grzywną równowartości 10 tys. dol. za zatajenie faktu, iż wrócił do Tajpej będąc chorym.

2019-ncov-koronawirus-z-wuhan-pandemia-epidemia
Aktualna mapa z potwierdzonymi przypadkami zarażenia wirusem. Źródło

Polski wątek

Główny Inspektorat sanitarny uspokaja, że jak na razie nie odnotowano żadnego przypadku zachorowania na koronawirusa 2019-nCoV. Co prawda czterech studentów Politechniki Rzeszowskiej przebywało w Wuhan w chwili odkrycia wirusa. Jednak kiedy Polacy dowiedzieli się o planowanej kwarantannie, skrócili swój pobyt w Chinach i wrócili do kraju. Przed wylotem z Pekinu i po lądowaniu na Okęciu zostali oni dokładnie przebadani. GIS tak bardzo dmuchał na zimne, że oprócz badań, po wylądowaniu w Polsce studenci zostali poddani dodatkowej kwarantannie.

GIS zdecydował się również na wprowadzenie dodatkowych kontroli dotyczących stanu zdrowia dla wszystkich pasażerów przybywających do Polski z krajów azjatyckich. Oprócz badania, kontrolowani muszą poinformować nasze służby, gdzie będą przebywać przez najbliższe dwa tygodnie.

Z jednej strony wszystkie te procedury brzmią bardzo uspokajająco, ale z drugiej - nie obejmują w ogóle podróżnych z Francji, gdzie wirus się już przedostał. Więc jakieś szanse na to, że trafi również do naszego kraju istnieją.

W Wuhan i okolicach przebywa jeszcze 30 Polaków. Jak na razie nie wiadomo, czy nasze władze zajęły się kwestią sprowadzenia ich do kraju. W podobnej sytuacji są również obywatele innych państw europejskich.

Epidemia jest możliwa

Na razie epidemiolodzy nie używają tego słowa (dla określenia obecnego stanu), jednak wirus zdążył zabić już 81 osób, a liczba zarażonych wciąż rośnie. Sytuacji nie pomaga fakt, że w ciągu pierwszego tygodnia inkubacji wirusa, zarażony człowiek nie wykazuje żadnych (albo wykazuje minimalne) symptomów. Wiele osób wieszczy, że potencjał 2019-nCoV może dorównywać wirusowi SARS, który w latach 2002-2003 zabił 774 osoby.

Obawy przed epidemią odczuwa również chińska ekonomia. Największe spadki odnotują na pewno takie branże, jak gastronomia, turystyka i transportowa. Ludzie słysząc o ryzyku zarażenia się śmiertelnym wirusem potrafią w zadziwiający sposób odwołać swój zaplanowany wyjazd na urlop, zostać w domu i nie wydawać pieniędzy. Eksperci szacują, że epidemia SARS kosztowała światową gospodarkę od 30 do 50 mld dol.

Nadal nie wiadomo, skąd wziął się wirus 2019-nCoV

Według najmniej fascynującej (i zapewne prawdziwej) teorii, 2019-nCoV zmutował z koronawirusów na które dotychczas chorowały tylko zwierzęta. Głównymi podejrzanymi są tu węże i nietoperze - oba te gatunki występują na targu w Wuhan (gdzie serwuje się np. zupę z nietoperzem), więc bez trudu mogło dojść do mutacji, która znalazła swojego pacjenta zero wśród ludzi.

Z kolei ta najbardziej fascynująca mówi o tym, że wirus wydostał się z National Biosafety Laboratory - chińskiego laboratorium, które otwarto w Wuhan w 2018 r. Tylko w NBL badano te najniebezpieczniejsze patogeny jak SARS, czy Ebola. Na razie jednak nic nie wskazuje na to, że tak wyglądał rzeczywisty rozwój wydarzeń, co nie przeszkadza oczywiście (ani mediom, ani internautom) w podawaniu tej informacji dalej.

Niezależnie od pochodzenia wirusa, aktualnym priorytetem epidemiologów jest ustalenie, czy wirus nadal przenosi się tylko i wyłącznie ze zwierząt na ludzi, czy zdążył już rozgryźć, jak przenosić się z człowieka na człowieka. Ta druga opcja znacznie zwiększa szanse na wybuch globalnej pandemii.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst