Z pustego tylko Morawiecki naleje. Sprytny myk premiera i będziemy mieli budżet bez deficytu

We wtorek 27 sierpnia rząd po raz pierwszy pochyli się nad wstępną wersją budżetu na 2020 r. Jak podała w poniedziałek „Rzeczpospolita”, pierwszego w historii III RP całkowicie zrównoważonego, bez złotówki deficytu.

Ponoć ekipa Morawickiego nie planuje żadnych brutalnych cięć, nie chce zmian w rozbudowanym socjalu, ani w 500+, ani w emerytalnych trzynastkach. Ba, warunkiem wprowadzenia na stałe dodatkowych świadczeń dla seniorów jest „tylko” utrzymanie się PiS u władzy.

Naprawdę sprytny myk premiera Morawieckiego: zagłosujcie na nas, a my wprowadzimy trzynastki na stałe… Dlaczego zatem nie od tego roku? No właśnie…

Bizblog.pl poleca:

Nikt tak nie uszczelnia VAT-u jak Morawiecki

Co to zatem za cud się wydarzył, skąd nagle ten dobrobyt, skoro w tym roku dziura w państwowej kasie zabraknąć 28,5 mld zł, a jeszcze kilka miesięcy temu była minister finansów Teresa Czerwińska alarmowała, że deficyt budżetowy będzie rósł z kwartału na kwartał?

W wersji oficjalnej to efekt niebywale skutecznego uszczelnienia systemu poboru VAT. W przeciwieństwie do poprzedników obecnego rządu, którzy powinni odpowiedzieć za nieskuteczne pobieranie podatku od towarów i usług przed Trybunałem Stanu – a jakże! – (termin ogłoszenia wstępnej wersji raportu z prac komisji vatowskiej nieprzypadkowy) rząd Mateusza Morawieckiego pokazał, jak się uporać z luką w VAT.

Bardziej dociekliwi dostrzegą inną zależność. W przyszłym roku budżet państwa otrzyma jednorazowy zastrzyk gotówki w postaci – bagatela – 20-30 mld złotych z tytułu 15-procerntowej opłaty, którą państwo pobierze za przekazanie pieniędzy z OFE na Indywidualne Konta Emerytalne, a nie Pracownicze Plany Emerytalne. Przedstawiając to rozwiązanie premier tłumaczył, że chodzi tu sprawiedliwość społeczną, bo przecież emerytury z ZUS są opodatkowane. – Chcemy, żeby w momencie przejścia na emeryturę te pieniądze nie były już obłożone podatkiem dochodowym ani podatkiem od zysków kapitałowych – tłumaczył Mateusz Morawiecki, w momencie ogłaszania tego projektu.

Ta jasne, a tak naprawdę chodziło o to, żeby dobrać się to części odłożonych przez nas miliardów…

Morawiecki wydrwił opozycję

Efekt tego majstrowania będzie taki, że bez szczególnych wyrzeczeń będzie można pochwalić się przed wyborami pierwszym w historii budżetem bez deficytu. Jeśliby owe 30 mld dodać do państwowej kasy w tym roku, to okazałoby się, że nie tylko mamy zrównoważony budżet, ale wręcz nadwyżkę.

Pomijając środki, dzięki którym rządzącym uda się dopiąć swego, budżet bez deficytu to historyczne wydarzenie i dla kogoś, kto obserwuje przedwyborcze zmagania z boku, na chłodno i bez emocji, bardzo ciekawy, a nawet śmieszny przypadek. Oto premier Morawiecki gra na nosie histerycznie rozwrzeszczanej opozycji wołającej o pomstę do nieba za rozdawanie pieniędzy i zadłużanie kraju…

Pytanie tylko, co dalej? Forsa z rozwalenia OFE wpłynie do państwowej kasy w 2020 r., a co z budżetem na 2021 r. i kolejne lata? Oby rządzący mieli jeszcze jakieś asy w rękawie, bo kiepsko to widzę.

Rząd będzie musiał podjąć szereg niepopularnych decyzji, o których możemy przeczytać w Aktualizacji Planu Konwergencji opublikowanej w kwietniu 2019 r. przez Ministerstwo Finansów. 

O jakie decyzje chodzi? A no na przykład o oskładkowanie umów-zleceń (3 mld zł rocznie), likwidację limitu składek ZUS (7,5 mld zł), test przedsiębiorcy i zmiany w podatku akcyzowym.

Jedno jest pewne przedsiębiorcy by Morawieckiemu takich zmian nie wybaczyli…